PANNONICA 2022 – relacja, fotorelacja, wspomnienia + Nowe Idzie!

Wielce Szanowni czytelnicy i Pannonikowicze. Przyszedł czas podsumowań, bo w 2022 roku Pannonika Folk Festival był wyjątkowy. Dziesiąty rok festiwalu i jego dziewiąta edycja. Teraz już wiemy, że czeka nas „nowy początek” czyli stara dobra Pannonica w nowej lokalizacji. Przez 10 lat trwania tego wydarzenia, wytworzyła się na nim bardzo specyficzna społeczność. Spotkamy się (piszę MY – bo ja również do tej społeczności należę) w „krzakach nad Popradem”, tyle że nie w Barcicach a w miejscowości MYŚLEC, kilka kilometrów bliżej Starego Sącza. Myślec – NieMyślec – jestem pewien, że festiwal, tak jak poprzednie będzie piękny – bo przyjeżdżają na niego „piękni ludzie”.

Moją relację rozpoczynam, tak jak festiwal … tylko, że w wykonaniu Bartka, jednego z największych fanów tego wydarzenia. Takich osób jest więcej i to Oni w fantastyczny sposób zbudowali charyzmę tego wydarzenia. Na festiwal przyjeżdżają też osoby przypadkowe – ale tych na następnej edycji już nie ma. Myślę, że „fenomen pannoniki”, stanie się kiedyś obiektem poważnych badań socjologów czy naukowców zajmujących się komunikacją społeczną.

Ja, pierwszy raz byłem na tym festiwalu w 2014 roku i była to jego druga edycja. Pisząc relację napisałem:

Serbowie, Romowie, Polacy i kilka innych nacji, przedział wiekowy 0-80. Wytatuowane dziewczyny z kolczykami w różnych dziwnych miejscach i przemiłe panie z Koła Gospodyń Wiejskich. Dużo dzieci, psy a do tego majestatycznie przechadzające się konie … Wokół słychać “proszę”, “dziękuję”, “przepraszam”, “czy mogę w czymś pomóc”. Wszyscy są mili i uśmiechnięci, życzliwi sobie i całemu światu …

To nie jest opis Arkadii – krainy szczęśliwości, to nie fragment książki science fiction, to wszystko działo się naprawdę. Tak było w Barcicach Dolnych koło Starego Sącza, nad Popradem. Właśnie tak wyglądał tegoroczny, drugi już Pannonica Folk Festival. Nad polem (namiotowym), sceną i stodołą unosił się gigantyczny klosz pozytywnej energii. Przyznam się że takiej festiwalowej atmosfery nie spotkałem już dawno. A to wszystko sprawiła MUZYKA którą można było tam usłyszeć. I to właśnie ta muzyka była katalizatorem, który (jak mawiał Mistrz) “łagodzi” obyczaje. Udział w takiej imprezie to najlepsza forma “muzykoterapii” i to nie tylko w płaszczyźnie muzycznej.

W następnych latach, większość swoich relacji z festiwalu rozpoczynałem powyższym cytatem, z dopiskiem… że w zasadzie nic się nie zmieniło. Jednak festiwal się zmieniał, scena i parking zmieniały swoje miejsce, zmieniało się menu, w końcu zniknęły kultowe kabiny prysznicowe (kto był, wie o co chodzi …). Jednak najistotniejszą zmianą była stale rosnąca ilość uczestników, aby w 2019 roku osiągnąć ilość graniczną. Więcej ludzi ten festiwal nie był już w stanie przyjąć.

A potem przyszła pandemia, w 2020 roku Pannoniki nie było. No i przyszedł wielki reset, w 2021 roku festiwal wisiał na włosku do samego rozpoczęcia ale … Po resecie Pannonika wystartowała jak za dawnych lat, jako kameralne, rodzinne wydarzenie. Tegoroczna edycja też taka była – cała pannonikowa społeczność ma nadzieję, że tak już zostanie.

Pannonika to z założenia wydarzenie muzyczne: FESTIWAL MUZYKI BAŁKAŃSKIEJ. Taka też tu króluje i to w bardzo różnych odsłonach. Czasami jest też muzyka „niebałkańska”, ale zawsze piękna. Podczas dziewięciu festiwali, organizatorzy nigdy ( … no, może jeden, jedyny raz, ale to moje subiektywne odczucie), zaprosili zespół, który raczej na tym festiwalu zagrać nie powinien.

Zawsze pisałem o występujących zespołach, tym razem tego nie zrobię. Była wspaniała klasyczna (i mniej klasyczna), muzyka bałkańska, była też goralsko-bałkańska. Publiczność bawiła się wspaniale – ja też. Jestem pewien, że to się w przyszłości nie zmieni. Dlaczego nie napiszę o pannonikowych zespołach? Otóż, zapytałem jedną z wykonawczyń tegorocznej edycji, o jej wrażenia, czyli: jak wygląda festiwal ze sceny, oczami wykonawcy? Odpowiedziała, że: publiczność emanuje niesamowitą energią, która powoduje, że koncerty są magiczne i niesamowite. Granie dla pannonikowej publiczności jest wielką radością dla wykonawców. Takie relacje wykonawca – publiczność zdarzają się niezwykle rzadko.

Jeśli chodzi o Organizatorów, za każdym razem pisałem, że organizacja jest wzorowa. Bez wpadek, a drobne niedociągnięcia (nikt nie jest doskonały), były korygowane w następnych edycjach. Organizacja takiego festiwalu, jest gigantycznym przedsięwzięciem logistyczno organizacyjnym. Więc drodzy Organizatorzy – po raz kolejny wielkie chapeau bas.

Teraz powinno być podsumowanie. Cóż, żegnając się z uczestnikami PANNONIKI, wszyscy zgodnie oświadczają, że to najlepszy festiwal na świecie. Ja też tak uważam i już odliczam dni do następnej, jubileuszowej, dziesiątej edycji, tym razem w Myślcu nad Popradem…

Poniżej moja fotorelacja z 2022 roku, a jeszcze niżej moje dziennikarskie dokonania z wszystkich edycji Pannonica Folk Festival na których udało mi się być.

Foto © Andrzej Wodziński. All rights reserved.


10 LAT relacjonowania PANNONICA FOLK FESTIWAL

Cóż, odwaliłem „kawał roboty”. To poniżej to wiele godzin spędzonych na fotografowaniu i opracowaniu zdjęć. To pisanie tekstów i rozmowy z ludźmi. Ale można tu znaleźć perełki. Jest relacja audio z 2015 roku, wywiad z Ulą Nowak i Dmytro Cyperdiukiem, liderem zespołu Luiku. No i oczywiście cała masa zdjęć.

Andrzej Wodziński
Andrzej Wodziński

Redaktor naczelny serwisu. Autor nie ma wykształcenia muzycznego i jakichkolwiek kwalifikacji do bycia krytykiem muzycznym. Publikowane teksty są „nieobiektywnie emocjonalne”. Słucha muzyki każdej (z małymi, nieobiektywnymi wyjątkami). Muzyka towarzyszy mu (w różnych formach i przejawach) przez całe życie i czyni go piękniejszym. Informacje dodatkowe: autor, jeśli nie słucha muzyki to ogląda filmy ... Każdą wolną chwilę stara się (z różnym skutkiem) spędzać w górach. Wegetarianin i cyklista.

Artykuły: 558
Przejdź do treści