„Pieśni z krainy węgla” – historia Gerharda Gundermanna, Krakowski Festiwal Filmowy

Gerhard Gundermann, podobnie jak bohater filmu Burzliwe życie Ike’a White’a, urodzili się w niewłaściwym czasie w złym miejscu. To miejsce i czas są największym problemem bohaterów tych filmów dokumentalnych w ramach konkursu DocFilmMusic na Krakowskim Festiwalu Filmowym.

Artyści a muzycy w szczególności, są osobami o “podwyższonej wrażliwości”, dlatego też środowisko w jakim żyją, ma gigantyczny wpływ na rozwój ich osobowości. Brzmi to banalnie, ale właśnie tak jest. Oglądałem niedawno kilka filmów o muzykach, w projekcjach festiwalowych, ale też znakomity film o mojej ulubionej wokalistce Ninie Simone (do obejrzenia w jednym z serwisów streamingowych). Myślę, że kariery wymienionych wcześniej artystów, przebiegały by zupełnie inaczej, gdyby przyszło im żyć w “przyjaźniejszym” środowisku społecznym. Wstępu nie będę rozwijał, bo to temat na dłuższe rozważania.

Powtórzę jeszcze moją mantrę (jest we wszystkich moich tekstach o filmach i książkach poświęconych biografiom artystów i muzykom). Ludzie! Oglądajcie filmy dokumentalne o artystach! Znamy ich z estrady i oficjalnych wywiadów, czasami ich wizerunek tworzą specjaliści od “piaru”. Tymczasem to normalnie ludzie, często zmagający się z tak zwaną prozą życia.

Pieśni z krainy węgla, film którego autorką scenariusza i reżyserką jest Grit Lemke, opowiada historię niemieckiego muzyka Gerharda Gundermanna. Tu należy się, szczególnie młodszym czytelnikom, mały rys historyczny.

Otóż, dawno (ale nie aż tak bardzo …) temu, istniały dwa państwa niemieckie. Pierwsze to Niemcy – Niemcy, czyli Republika Federalna Niemiec. Drugim było NRD, czyli Niemiecka Republika Demokratyczna … a tak faktycznie, było to terytorium całkowicie podporządkowane Związkowi Socjalistycznych Republik Radzieckich. Na szczęście dla ludzkości, obu tych kalekich tworów nie ma już na mapie świata.

No właśnie, państwa zniknęły, ale pozostała … i gdzieniegdzie funkcjonuje do dzisiaj, obłąkana doktryna. Niestety, chwasty zasiane w ludzkich umysłach, trudne są do wyplenienia.

Bohater filmu urodził się w surrealistyczno-paranoicznym kraju i nie znał innego świata. Co prawda Polska, chwilowo była też krajem któremu narzucono ustrój zwany socjalizmem, ale uwarunkowania historyczne i kulturowe sprawiły, że z małymi wyjątkami – fanów komunizmu u nas nie było. Ale … i w naszym kraju, idee socjalistyczno  – komunistyczne, spowodowały, do dzisiaj widoczne skrzywienia w ludzkiej mentalności.

Gerhard Gundermann był operatorem koparki w odkrywkowej kopalni węgla. Mieszkał w klasycznym komunistycznym osiedlu górniczym z wielkiej płyty. Był też lojalnym obywatelem i członkiem partii komunistycznej. Był też donosicielem NRD-owskiej policji politycznej Stasi.

Jego i większości obywateli tego kraju problemem było to, że nie znali innego świata, wydawało im się, że socjalizm jest najlepszy na świecie. NRD było krajem zamkniętym, tak jak dzisiaj Korea Północna. Obywatel nie mógł wyjechać z kraju gdzie indziej niż do zaprzyjaźnionych krajów tak zwanej “demokracji ludowej” (sama nazwa jest śmieszna, ale wtedy … nikt się z niej nie śmiał). Poza tym w krajach tych działała potężna machina propagandowa. Skutecznie przekonywała obywateli, że socjalizm jest “the best”, a kapitaliści to krwiopijcy i barbarzyńcy.

W takich właśnie realiach przyszło żyć bohaterowi naszego filmu. Uzdolniony muzycznie, realizował swoje talenty w osiedlowym domu kultury. Stworzył też zespół, który był bardzo popularny, najpierw lokalnie a potem na terenie całego  … NRD. Stał się gwiazdą, oczywiście na socjalistyczną miarę. Występował na partyjnych rautach, regionalnych konkursach i w domach kultury. Rozwijał się artystycznie – ale jego możliwości w warunkach izolacji były niewielkie. 

Trudno określić jego styl muzyczny. Śpiewał songi w stylistyce “wielkiej płyty i kopalni odkrywkowej”. Był buntownikiem i wykonywał “protest songi”, ale wszystko “w ramach obowiązującej w NRD rzeczywistości”. Wyrzucono go z partii komunistycznej, ale nie za poglądy tylko za konflikt z aparatczykiem.

Słuchałem muzyki Gerharda Gundermanna. Jest świetna i mimo wszystko nieenerdowska, mimo, że tworzona w górniczym domu kultury. Zresztą, jako artystę doceniano  go również “za żelazną kurtyną”, czyli w Niemczech. W Polsce był zupełnie nieznany, kultura tego kraju dochodziła do nas w bardzo skromnej i “kulawej” formie. Zwykle były to oficjalne zespoły wysyłane na wydarzenia pod patronatem partii. NRD było zamknięte a my (czyli Polacy), nie przebadaliśmy za tym krajem. Myślę, że tworzyło tam wielu zdolnym artystów – których niestety już nie poznamy. Jego mieszkańcy pojawiający się czasem nad polskim morzem jako turyści, byli zamknięci, nieufni i niedostępni. Dzisiaj wiem, że oni po prostu się bali.

W 1990 roku upadł “mur berliński” a NRD przestało istnieć … Niestety nasz bohater był mentalnym dzieckiem tego kraju, do końca przekonanym, że socjalizm jest najlepszym sposobem na życie. Jego kariera zaczyna się rozwijać – ale Gerhard Gundermann, nie potrafił sobie z nią poradzić. Gra i występuje, między innymi jako support Boba Dylana czy Joan Baez. Nadal jednak pracuje jako operator koparki w kopalni odkrywkowej, a po jej likwidacji … przedstawia się jako bezrobotny.

Staje się zgorzkniały i nie potrafi przystosować się do niekomunistycznej rzeczywistości. Sytuację pogarsza fakt otwarcia archiwów Stasi. Gerhard Gundermann w programie telewizyjnym wyjaśnia motywy swojego bycia współpracownikiem tajnej policji politycznej. Nie czuje się winny i jak sam mówi o współpracy “pobrudziła jego kurtkę, ale nie ręce”. I mimo wszystko … stara bronić NRD i socjalizmu.

W zasadzie film nie opowiada o muzyce ale o człowieku. Jest studium tego, co może zrobić z mentalnością człowieka system totalitarny. Polecam wszystkim do obejrzenia, szczególnie dzisiaj, kiedy tu i ówdzie budzą się demony totalitaryzmu. Mój tekst też nie jest o muzyce, tylko o tych surrealistycznych czasach w których Gerhardowi Gundermannowi przyszło żyć.

Film należy obejrzeć … ku przestrodze!

// film prezentowany na Krakowskim Festiwalu Filmowym w ramach konkursu DocFilmMusic

Andrzej Wodziński
Andrzej Wodziński

Redaktor naczelny serwisu. Autor nie ma wykształcenia muzycznego i jakichkolwiek kwalifikacji do bycia krytykiem muzycznym. Publikowane teksty są „nieobiektywnie emocjonalne”. Słucha muzyki każdej (z małymi, nieobiektywnymi wyjątkami). Muzyka towarzyszy mu (w różnych formach i przejawach) przez całe życie i czyni go piękniejszym. Informacje dodatkowe: autor, jeśli nie słucha muzyki to ogląda filmy ... Każdą wolną chwilę stara się (z różnym skutkiem) spędzać w górach. Wegetarianin i cyklista.

Artykuły: 558
Przejdź do treści