Sacrum według Capelli Cracoviensis

Recenzja koncertu Capelli Cracoviensis  „Stabat Mater” Giovanniego Battisty Pergolesiego z kościoła św. Marcina w Krakowie z 6 marca b.r., godz. 18.00.

„Stała Matka Boleściwa / obok krzyża ledwo żywa”. Tak zaczyna się w polskim tłumaczeniu tekst łacińskiej sekwencji, której powstanie przypisywane jest Jacopone da Todi. Te piękne, choć bolesne słowa, od wieków stanowiły inspirację dla największych kompozytorów na czele z Palestriną, Vivaldim, Haydnem czy Dworzakiem.

Giovanni Battista Pergolesi | Wikimedia Commons – repozytorium wolnych zasobów

Dziełem na pewno nieustępującym kompozycjom wymienionych wyżej kompozytorów jest Stabat Mater Giovanniego Battisty Pergolesiego, włoskiego twórcy barokowego żyjącego w latach 1710-1736, czerpiącego z dokonań szkoły neapolitańskiej, a zatem ceniącego nad wyraz melodyjność i afekt muzyczny. Stabat Mater to kompozycja jednak odmienna od oper Pergolesiego, szczególnie tych komicznych (pamiętajmy, że jego La serva padrona uznana została za pierwowzór opery buffa). Prostota, oszczędność środków muzycznych, a przy tym ogromna siła wyrazu, stanowią o tym, że dzieło przepojone jest duchem zadumy i refleksji związanej z okresem wielkopostnym.

Capella Cracoviensis oraz soliści: Jolanta Kowalska-Pawlikowska (sopran), Łukasz Dulewicz (alt) osiągnęli to, o co w tej zarazem kontemplacyjnej i teatralnej muzyce chodzi: wprowadzili słuchacza w strefę sacrum własnych myśli.

Preludium do Stabat Mater stanowił występ Jorge Jimeneza. Z początkiem koncertu, kościół św. Marcina wypełnił się dźwiękami Passacagli g-moll Anioł Stróż Heinricha Ignaza Franza von Bibera- austriackiego kompozytora, którego skrzypcowe Sonaty misteryjne miały pozostać niedoścignionym wzorem do momentu stworzenia przez Bacha Sonat i partit. Skrzypek bardzo dobrze poradził sobie z wieloma trudnościami, jakie utwór stawia przed wykonawcą. W ciągu całego wykonania zawsze dobrze słyszalna była opadająca, ostinatowa linia basowa, będąca cechą charakterystyczną tego tańca. Jimenez z należytą przestrzenią w dźwięku, kojarzącą się z wykonawstwem historycznym, prowadził nas przez kolejne wariacje. Tylko sporadyczne wpadki intonacyjne sprowadzały słuchacza na ziemię. Były jednak one niewielkie, a całokształt wykonania odniósł zamierzony efekt: z ostatnim wybrzmiewającym dźwiękiem Passacagli w nawie zapanowała zupełna cisza, po czym nastąpiło chorałowe przedstawienie sekwencji łacińskiej Stabat Mater, a następnie już artystyczna wizja Pergolesiego, który utwór wykończył w ostatnich dniach swego krótkiego życia.

To 12-częściowe dzieło przepełnione jest barokowymi figurami retorycznymi, które Nikolaus Harnoncourt nazywał „mową dźwięków”. Oznacza to ni mniej ni więcej , że każdy niemal dźwięk pełnił określoną funkcję emotywną (czemu w XIX wieku wielu teoretyków muzyki będzie się sprzeciwiać). Zespół, a przede wszystkim soliści, wyrażali te muzyczno-słowne treści bardzo emocjonalnie. Ich śpiew był czysty, dramaturgicznie kierowany prostą linią melodyczną, od czasu do czasu „zaburzoną” większym interwałem, będącym exclamatio, czyli retorycznym wykrzyknieniem. Nie trzeba znać łaciny, aby zrozumieć, że ta muzyka wyraża ból i żałość, lecz ostatecznie nadzieję na osiągniecie raju. Czasem można było odnieść wrażenie, że solowy alt był trochę zbyt cichy i niezrozumiały, a smyczki miejscami zagłuszały solistów, co mogło być spowodowane całkiem sporą obsadą (4 skrzypce pierwsze, 4 drugie, 3 altówki). Niemniej wszelkie subtelne piana, wynikające z treści słów, a z drugiej strony kulminacje i imitacje (jak w duecie Fac ut ardeat cor meum) były realizowane z precyzją i niewątpliwą intencjonalnością.

I tak oto wstąpiliśmy w okres wielkiego postu, który stereotypowo wyklucza muzykę, jako sztukę będącą uciechą duszy. Wbrew hedonistycznym założeniom muzyka ma jednak nie tylko sprawiać radość. Oprócz tej ostatniej (łac. delectare) jej funkcją jest również nauka (docere) i poruszanie (movere). Czy aby głębiej przeżyć czas pasyjny, nie warto oddać się chwili kontemplacji muzyki napisanej specjalnie na ten czas? Myślę, że tak. Pamiętajmy, że była ona pisana ad majorem Dei gloriam.

Damian Kułakowski
Damian Kułakowski

Damian Kułakowski - dziennikarz, absolwent Akademii Muzycznej w Krakowie w klasie skrzypiec. Laureat XXXVI Olimpiady Artystycznej w sekcji historii muzyki (2012). Działalność publicystyczną prowadzi od wielu lat, pisząc na łamach Młodzieżowej Gazety Muzycznej. Teksty były publikowane w dodatku do Gazety Wyborczej oraz Beethoven Magazine. Na koncie ma wywiady z artystami takimi jak maestro Krzysztof Penderecki, Julian Rachlin, Janusz Wawrowski, Amandine Beyer. Jego pasją jest kolekcjonowanie płyt a także gra na altówce we wszelkich formacjach kameralnych.

Artykuły: 20
Przejdź do treści