Belle époque z Teatrem Bagatela

Ach co to był za wieczór! Wieczór przepięknych strojów, dam w kapeluszach, panów pod muszką, a wszystko to okraszone teatralnym humorem.  Teatr Bagatela ze spektaklem Pensjonat pana Bielańskiego w inscenizacji Marka Gierszała wykorzystuje wszystkie farsowo-bulwarowe schematy, których zadaniem jest– śmieszyć! Jak im się to udało?

Teatr przy ulicy Karmelickiej sięgnął jednak po klasyczną dziewiętnastowieczną niemiecką komedię Carla Laufsa i Wilhelma Jacoby’ego- Pension Schöller. Na polski została ona przetłumaczona oraz adaptowana do polskiego kontekstu przez Herberta Kaluzę oraz Marka Gierszała. Przenieśli oni akcję spektaklu do Krakowa, pozostawiając ją jednak w realiach dziewiętnastowiecznych, postaciom dali polskie, znaczące nazwiska i kazali im odwoływać się do polskich kontekstów kulturowych oraz rodzimej literatury. Dla polskiego widza są jednak bardzo czytelne, dzięki czemu mogą wywoływać autentyczne rozbawienie.

Jak to w farsie bywa- najważniejsza jest intryga, która jest podstawą dla komediowych perypetii. W tym przypadku wyjściowa idea jest obecnie bardzo politycznie niepoprawna: to kpiny z wyobrażeń na temat domu wariatów i samych wariatów. Z tego powodu bardzo dobrze się stało, iż tłumacz-reżyser zdecydował się pozostawić akcję w czasach, kiedy tego rodzaju żarty nie były w złym tonie. Postacie mówią więc w lekko staroświecki sposób, ubrane są jak aktorzy z bulwarowego teatru grający lepsze towarzystwo, a gra aktorska jest pełna teatralności i przejaskrawień.

Historia o perypetiach Maurycego Stolnika (Krzysztof Bochenek) żądnego nietypowych wrażeń w wielkim mieście Krakowie rozpoczyna się od sceny kawiarnianej, w której zostają nam przedstawione wszystkie najważniejsze postacie dramatu w codziennej, zwykłej, międzyludzkiej sytuacji towarzyskiej. To pozwala nam, widzom, poznać ich jako normalnych, choć ekscentrycznych ludzi. Jest tu major Józef Gromski (Dariusz Starczewski), były wojskowy z typową dla tego rodzaju ludzi irytacją reagujący, kiedy jego życzenia nie są traktowane jak rozkazy do natychmiastowego wypełnienia. Jest podróżnik, człowiek światowy (Marcin Kobierski), który naprawdę widział te wszystkie cuda, o jakich opowiada, a jakich istnienie nie mieści się w głowie prowincjusza – starego Stolnika. Jest baronowa, autorka powieści „z wydźwiękiem” (Magdalena Walach) szukająca materiału na nową książkę. Jest wreszcie buchalter, który, nie bacząc na to, że zamiast „l” wymawia „p”, chce zostać aktorem tragicznym (Tomasz Lipiński). Wszyscy ci ludzie, których łączy jedynie to, że chwilowo zamieszkują ten sam pensjonat, zostają przedstawieni Stolnikowi przez jego bratanka jako wariaci, a samo miejsce – jako szpital dla nich, tylko eufemistycznie nazywany pensjonatem. Od tego momentu rozpoczyna się FARSA, kiedy obserwujący „wariatów” na balu Stolnik, za radą swego bratanka i jego kolegi, stara się nie zdradzić, za kogo ich uważa, i broń Boże się im nie sprzeciwiać, by nie wywołać jakiegoś wariackiego szału. Mieszkańcy pensjonatu natomiast, będąc samymi sobą, pragną jak najwięcej towarzysko skorzystać z relacji z nowo przybyłym, jednak ich naturalna aktywność, dzięki mentalnemu obramowaniu, jakie wytworzył Stolnik, i nam zaczyna wydawać się dziwaczna.  A jaki to byłby Kraków bez kwiaciarek z katarynkami… W tej roli, nierozerwalnie powiązanej z Krakowem, Anna Branny (śpiewająca piosenkę Artura Andrusa ,,Co to za rynek bez katarynek”)

Spektakl jest wystawiany w trzech aktach. Pierwszy dzieje się, co ciekawe, przed Teatrem Bagatela, w krakowskiej kawiarni na otwartym powietrzu, podczas drugiego gościmy w tytułowym Pensjonacie przy ulicy Floriańskiej, by na koniec przenieść się w progi domu Stolnika.  Podczas wieczoru w pensjonacie potrzeba silnych wrażeń zostaje u Stolnika całkowicie zaspokojona, jednak on sam stał się na tyle atrakcyjny dla nowych znajomych, iż postanawiają oni – każdy z osobna – odwiedzić go w domu, co staje się powodem dalszych zabawnych komplikacji. Jak to w porządnej farsie wszystko się jednak dobrze kończy, wszystkie nieporozumienia zostają wyjaśnione, a na scenie staje sześć zakochanych par.

Scenografia wykonana z wielkim rozmachem, jednak bez przepychu, dawała subtelne tło wydarzeniom, pozostając cały czas elementem żywej akcji. Wydaje mi się, że wszystkie meble, ściany, nawet żyrandol w pewnym momencie miały bezpośredni, mniej lub bardziej gwałtowny kontakt z aktorami. Było siedzenie w szafie, było skakanie po stole, rzucanie krzesłami, przewracanie sofy, wiszenie na żyrandolu. Wszystko to dopełnione wyśmienitymi kostiumami i charakteryzacją, wiernie oddającą ducha epoki.

Oprawa muzyczna wraz z choreografią stanowi wspaniałe zwieńczenie tytanicznej pracy, która pozwoliła stworzyć tak barwny spektakl.

Nie pozostaje mi chyba nic więcej, niż zaproponować odwiedziny w Teatrze Bagatela na tym spektaklu!



Default image
Anna Maria Tryba
Publicystka. Redaktor prowadząca dział teatralny na portalu Muzyczny Kraków. Na co dzień publikuje w takich czasopismach jak: Tatry, Witkacy!, TEMI, Tygodnik podhalański, Migotania. Zafascynowana postacią Witkacego, kulturą podhalańską, teatrem i górskimi wędrówkami.
Skip to content