-
Telefon: + 48 696 996 410
-
Email: kontakt@muzyczny-krakow.eu

Wielki finał jubileuszowej trasy koncertowej zespołu LemON – relacja z koncertu
Jubileuszowa trasa koncertowa zespołu LemON dobiegła końca. Jako ostatni w tym wydarzeniu uczestniczyli, zgromadzeni w krakowskiej Tauron Arenie, fani zespołu. Koncert uświetnili zaproszeni specjalnie na tę okazję artyści: Sanah i Sara James oraz muzycy z pierwotnego składu bandu. Czy finał trasy sprostał oczekiwaniom publiczności?
LemON, zespół o polsko-ukraińsko-łemkowskich korzeniach, zaskoczył widzów oraz jurorów programu Must Be The Music swoim zawodowym brzmieniem. Założona przez Igora Herbuta grupa udowodniła, że ambitna muzyka może trafić do szerokiej grupy odbiorców i podbić listy przebojów. Utwory takie jak Napraw czy Scarlett to hity, które nadal żyją w sercach fanów.
Ponad 1000 zagranych koncertów, ponad 100 milionów wyświetleń teledysków na kanale YouTube, albumy, które pokryły się złotem i platyną, nominacje do Fryderyków oraz uznanie branży muzycznej, ale przede wszystkim publiczności – zespół z pewnością może zaliczyć ostatnią dekadę do udanych.
Jubileusze są doskonałą okazją do podsumowań. Nikogo zatem nie zdziwił fakt, że koncert opierał się na formule „the best of…”. Nie była to jednak forma nawiązująca do festiwalowego zlepku kilku największych hitów. Na około dwugodzinne wydarzenie złożyło się ponad dwadzieścia utworów. Była to sentymentalna podróż w czasie, prezentująca dojrzewanie i ewolucję zespołu. Wieczór był celebracją ostatniej dekady i pokazywał krętą i wyboistą drogę, którą zespół musiał przejść.
Muzyka pełna wrażliwości – takie stwierdzenie jako pierwsze przyszło mi do głowy, ale czy istnieje jakakolwiek forma sztuki, której ona nie wypełnia? Nawet ta najbardziej banalna, kiczowata i potępiana przez ekspertów musi z czegoś czerpać. W związku z tym, to proste zdanie podsumowujące ich twórczość musiałam przeredagować. Po wielu przemyśleniach na temat tego, czym wrażliwość jest, a czym nie jest (według słownika PWN to zdolność przeżywania wrażeń, emocji), mogę zaprezentować swoje ostateczne zdanie. Muzyka zespołu LemON to pełna autentyczności i skrajnych emocji uczta dla wrażliwości. Uwielbiam takie momenty podczas koncertów, kiedy na scenie nie widzisz instrumentalistów odgrywających utwory, tylko ludzi będących muzyką. W takich chwilach nie zastanawiasz się nad poprawnością wykonania, tylko pozwalasz muzykom grać na swoich emocjach. To taka specyficzna koncertowa magia, do której nawet najlepsze nagrania studyjne nie są w stanie się zbliżyć. Dodatkowo, zespołowi udało się w kilku momentach osiągnąć efekt kameralności. To nie było łatwe biorąc pod uwagę, że ogromną halę, oprócz dźwięków docierających ze sceny, wypełniał śpiew tysięcy gardeł.
Często przy okazji koncertów rozpływamy, się nad tym jak było wspaniale, a z imienia i nazwiska wymieniamy jedynie wokalistę (bo zazwyczaj tylko jego imię i nazwisko znamy). Wygląda to trochę tak, jakby to on dźwigał na swoich barkach cały ciężar i w stu procentach odpowiadał za sukces zespołu. W związku z tym, zanim przejdę do Igora Herbuta, muszę wymienić kilka osób. Tomasz Waldowski, Piotr Kołacz, Przemysław Świerk i Tomasz Świerk oraz Adam Horoszczak, Andrzej Olejnik i Piotr Budniak – to, o czym pisałam powyżej dotyczy również tych panów. To oni, w równym stopniu co wokalista, odpowiadali za magię, która działa się na scenie.
„Kiedy widzisz morze ludzi pod sceną śpiewających twoje teksty, to zdajesz sobie sprawę, jak wielkim jest to błogosławieństwem i ciężarem, odpowiedzialnością, aby nie śpiewać o dupie Maryny.”
To fragment wypowiedzi Igora Herbuta z udzielonego w 2017 roku Adamowi Drygalskiemu wywiadu. Wracam do tych słów, bo choć wydają się czymś oczywistym, to wystarczy przesłuchać kilku najpopularniejszych obecnie utworów, żeby zmienić zdanie. Wielu twórców uważa, że wystarczy śpiewać o byle czym i nie trzeba brać odpowiedzialności za słowa, które padają ze sceny. I niestety, nie przeszkadza im to w biciu rekordów popularności. Jeśli chodzi o teksty zespołu LemON, to na pewno skłaniają do refleksji, ale nie brakuje w nich frazesów. Kiedy jednak dłużej się nad tym zastanowiłam, to doszłam do wniosku, że my potrzebujemy kogoś, kto nam o tych oczywistościach przypomni.
Igor Herbut to człowiek, którego śpiew u wielu osób wywołuje ciarki. Odnoszę wrażenie, że co tylko mu w duszy zagra, przekazuje nam, a jego ciało się przeciw temu nie buntuje. Wygląda to trochę tak, jakby nie miał żadnych ograniczeń. W przekazywaniu emocji za pomocą dźwięków jest bezbłędny: idealna dźwięczność, piękne efekty wokalne, wielorakość brzmień i przeszywający krzyk używany w odpowiednich momentach. A może jest dobrym aktorem i to, co ja odbieram jako autentyczność, jest jakąś sceniczną kreacją? To zdecydowanie nie jest artysta, który trafi do każdego. Niektórych może razić jego swoboda w wyrażaniu emocji. Życzę takiej nieskrępowanej otwartości nam wszystkim.
Pochodzące z teledysku do piosenki Nice „Take what you need”, które nie było jedynym obecnym podczas koncertu nawiązaniem do początków działalności zespołu, może być również jego podsumowaniem. W końcu tyle mamy z koncertu, ile sobie z niego weźmiemy. Każdy potrzebuje czegoś innego i jeżeli otworzy się na przeżywanie z artystami wspólnych chwil, to najprawdopodobniej to dostanie. Wystarczy tylko oderwać się od codzienności i czerpać przyjemność z muzyki.







