„Szczerze kocham swoją pracę” – rozmowa z dr inż. Dagmarą Maliną

Rozmowa wyjątkowa, rozmowa z współpromotorką moich prac inżynierskiej oraz magisterskiej Sam pomysł na wywiad dotyczący dydaktyki akademickiej wziął się z faktu, iż dr inż. Dagmara Malina od kilku lat jest corocznie nagradzana przez studentów licznymi wyróżnieniami, m.in. czterokrotnie I. miejscem w Wyborach Najlepszego Dydaktyka, wyróżnieniami w kategorii „Wzór zaangażowania” i „Łamacza schematów” czy też mianem „Chodzącej inspiracji”… Któż więc inny zna lepiej potrzeby współczesnego studenta – przedstawiciela pokoleń Alfa i Zet jak nie osoba, tak przez nich lubiana i doceniana?

Może na początek kilka słów o sobie, co chciałabyś, żeby o Tobie napisać, biorąc pod uwagę szeroki zakres Twojej działalności i osiągnięć?

Obecnie pracuję na stanowisku adiunkta badawczo-dydaktycznego w Katedrze Technologii Chemicznej i Analityki Środowiskowej Wydziału Inżynierii i Technologii Chemicznej Politechniki Krakowskiej.

W swojej interdyscyplinarnej działalności naukowo-badawczej skupiam się na wybranych zagadnieniach z zakresu inżynierii materiałowej, biotechnologii oraz nanotechnologii. Z kolei moja działalność dydaktyczna, z uwagi na wykształcenie, skupiona jest w głównej mierze wokół szeroko pojętych zagadnień biotechnologicznych. Współtworzę także Radę Programową kierunku Biotechnologia przemysłowa, której jednym zadań jest udoskonalanie i monitorowanie procesu kształcenia na wspomnianym kierunku.

Ponadto od wielu lat czynnie włączam się w upowszechnianie nauki, poprzez organizowanie pokazów chemicznych i warsztatów dla dzieci przedszkolnych oraz uczniów i młodzieży szkolnej, promując uczelnię wyższą jako miejsce przyjazne do rozwoju od najmłodszych lat oraz miejsce popularyzowania wizerunku naukowca w atmosferze zabawy i nauki.

W czasie wolnym od pracy eksploruję ciekawe zakątki świata, czasem pichcę słodkości jako samozwańczy amator cukiernictwa a także uczę się polskiego języka migowego.

Co według Ciebie oznacza bycie „dobrym dydaktykiem”?

To pytanie jest równie niejednoznaczne i wielowarstwowe jakby zapytać „co oznacza bycie dobrym człowiekiem”? 😉 Ale spróbuję odpowiedzieć na to pytanie jak ja w swojej codziennej pracy staram się być „dobrym dydaktykiem”. Dla mnie „dobry dydaktyk” to ktoś to słucha, prowokuje do myślenia, zachęca do działania i szanuje swoich rozmówców. I tu nasuwa się pytanie jak wygląda to w praktyce… otóż przykładowo praktycznie każde swoje zajęcia wykładowe, gdy pierwszy raz mam styczność z nową grupą studentów, po przedstawieniu swojej sylwetki i zakresu danego przedmiotu, zaczynam wykład słowami „Szanowni Państwo, pamiętajcie, że jestem tu dla Was i dzięki Wam!”. To od razu skraca dystans i studenci już na wstępie wiedzą, że ze wspólnych spotkań czerpiemy obustronną korzyść – oni wiedzą, że gdy ich zabraknie, moja praca na uczelni będzie „zagrożona”, daję im odczuć, że są moim „chlebem”, do tego zdobywają wiedzę na dany temat, podaną im przeze mnie przy użyciu różnych metod dydaktycznych a ja wiem, że jestem przez „nich” rozliczana ze sposobu prowadzenia zajęć, przygotowania do przyszłej pracy zawodowej i to ode mnie, w jakimś stopniu, zależy jak zostaną przygotowani do wykonywania zawodu. Jednak chyba najważniejszym wyznacznikiem jest to, że słucham studentów… ktoś kto miał ze mną styczność nawet tylko na jednych zajęciach odczuwa moją otwartość i chęć rozmowy na każdy temat – nie tylko związany ze sprawami uczelnianymi. „Dobry dydaktyk” to taki, który nie ukrywa, że także jest człowiekiem i to też także ułatwia relacje. Przykładowo zdarza mi się czasem żartować mówiąc… „Moi Drodzy, dziś działamy na najwyższych obrotach, kończymy punktualnie lub wcześniej, bo po zaraz po zajęciach pędzę na spotkanie – urodzinową niespodzianką mojej największej przyjaciółki”, albo „Moi Drodzy, widzę, że dziś ta wiosenna aura nie służy nam wszystkim to ten fragment doczytacie w domu i lećcie już łykać słonko w promyczkach” albo „Jejku, widziałam w planie, że to Wasz 4 wykład dziś… nie przejmujcie się i zajadajcie sobie przekąski, tylko nie chrupcie za głośno, a ja będę spokojnie opowiadać o…”.

Jakie metody dydaktyczne uważasz za najbardziej skuteczne w pracy ze studentami?

Nie da się ukryć, że współczesny młody człowiek, przesycony ogromem informacji i bodźców, jest studentem zupełnie innym niż student sprzed dekady. Około dekadę temu, kiedy stawiałam swoje pierwsze kroki jako wykładowca akademicki, do przekazania wiedzy i umiejętności wystarczyły mi metody oparte na słowie i obrazie, czyli wykład/pogadanka wspomagana estetyczną, aczkolwiek prostą, prezentacją multimedialną prezentującą słowa-klucze z danej tematyki. Obecnie, żeby „przyciągnąć” uwagę młodego człowieka (którego zdaniem z łatwością da się znaleźć wszelkie treści z wykładu w Internecie bez wychodzenia z domu albo jadąc tramwajem do pracy czy kina…) staram się bardziej stawiać na interakcję i wykorzystywać różne technologie cyfrowe, bardziej angażujące i uatrakcyjniające zajęcia, czyli infografiki i animacje obrazujące wcześniej opisywane przeze mnie słownie dane zjawisko, wprowadzam quizy z nagrodami „wymuszające” niejako uwagę, mimo luźnej zabawy. W niektórych przypadkach organizuję nawet debaty na kształt debat oksfordzkich (np. dotyczących żywności modyfikowanej genetycznie) wymagających nie lada przygotowania od studentów, co w efekcie ma znaczący wpływ na końcową ocenę. Przyznam, że obecnie trzeba się troszkę nagłowić, żeby utrzymać zainteresowanie, ale z drugiej strony czy praca dydaktyka nie polega na ciągłym udoskonalaniu swojego warsztatu, rozwoju, nabywania nowych umiejętności, otwartości, kreatywności i wychodzeniu z ram szablonowego myślenia? Szczególnie w czasach, gdy nowatorskie rozwiązania są na wciągnięcie ręki!

Wspomniałaś, że dzisiejszy student to inny student niż ten sprzed dekady. Czym więc różnią się współcześni studenci od tych z czasów kiedy Ty byłaś studentką?

Dagmara Malina

Student prawie sprzed ćwierć wieku (ja zaczynałam studia magisterskie w 2004 roku) był przedstawicielem totalnie innego pokolenia niż dziś. Statystyczny student „z moich czasów” uważał studia za działalność pierwszoplanową w swoim życiu, najczęściej jeszcze nie pracował zarobkowo na pełny etat (co najwyżej dorywczo), wszystkie formy zajęć na studiach były obowiązkowe, nie istniało pojęcie „zajęć zdalnych”, zajęcia mogły odbywać się w wielu lokalizacjach w danym mieście. Z kolei statystyczny współczesny student najczęściej pracuje zarobkowo (często na pełny etat) traktując studia jako zajęcia drugoplanowe, jest zobowiązany w całości lub w większej części samodzielnie się utrzymywać w miejscu studiowania, nie jest obecny na zajęciach nieobowiązkowych – wystarczy jak pojawi się na zaliczeniu przedmiotu, preferuje zajęcia realizowane na odległość poprzez wykorzystanie platform edukacyjnych, umożliwiających naukę bez fizycznej obecności na uczelni z możliwością odtworzenia zajęć w wybranym przez siebie momencie.

Mam jednak nadzieję, że powyższy opis nie zostanie odebrany przez Czytelników jako pejoratywny opis współczesnego młodego człowieka. Absolutnie tak nie uważam i nie to miałam na myśli! Chcę jedynie podkreślić, że dziś, kiedy wiedza właściwie na każdy temat jest powszechnie dostępna bez konieczności podjęcia studiów, obserwuje się wyraźny trend odchodzenia od schematu, w którym każdy musi iść na studia! Powyższa, oczywiście bardzo uproszczona sylwetka, jedynie podkreśla, że współczesny młody człowiek chce od życia „czegoś” więcej, jest otwarty na „nowe”, chce kosztować, próbować, szybko osiągać cele a poświęcenie kilku lat życia na studiowanie nie brzmi atrakcyjnie. W związku z powyższym my -dydaktycy, chcąc utrzymać się na wodzie, musimy coraz bardziej starać się uatrakcyjnić studiowanie i zachęcać do podjęcia studiów i studiowania. Co więcej, nie obojętnie jakich… moim zadaniem jest przyciągnąć studenta do „nas”, do mojego miejsca pracy a nie konkurencji, która jak wiemy, nigdy nie śpi 😉 A to sprowadza się dokładnie do pierwszych wspomnianych przeze mnie słów „Jestem tu dla Was i dzięki Wam! 🙂

A jak Twoim zdaniem nowe technologie (AI, cyfryzacja, nauczanie hybrydowe) zmieniają edukację akademicką? Czy działają na korzyść? Czy zachęcają młodych ludzi do podjęcia studiów?

Moim zdaniem nowe technologie zmieniają edukację akademicką i ogólnie podejście do nauki na korzyść, pod warunkiem, że stosujemy je jako pomoc w zdobywaniu wiedzy a nie jako narzędzie do bezkrytycznego wykonywania określonych zadań. Wykonywania za nas! Nie sztuką jest zadać nawet najbardziej zaawansowanej wersji AI polecenia „Przygotuj 30 min prezentację na temat globalnego ocieplenia wraz z uwzględnieniem statystyk z ostatniej dekady” i czekać na gotowy projekt, który następnie zaprezentuje się na zajęciach…

Pomijając sarkazm oczywiście wiemy doskonale, że nowe technologie zostały stworzone nie po to, żeby chodzić na skróty i nie myśleć. Oczywiście, że są narzędziami, które mają ułatwić nam dostęp do wiedzy, jednak dla mnie są po prostu pomocą, jakby łącznikiem pomiędzy mną a młodym pokoleniem, które zdobywa wiedzę o świecie głównie graficznie – obrazem, animacją, szybkim i prostym komunikatem.

Jak najbardziej uważam, że nowoczesne technologie, jak przeróżne platformy edukacyjne, bazy naukowe, kursy online, zachęcają młodych ludzi do podjęcia trudów studiowania czy podnoszenia kwalifikacji zawodowych i to przede wszystkich przez ich dostępność i różnorodność. Należy jednak podkreślić, że w przypadku zajęć online czy nauczania hybrydowego, gdzie uczestnik sam decyduje ile czasu i kiedy poświęca na naukę, brak silnej woli i samodyscypliny sprawia, że takie narzędzie przestają spełniać swoją rolę. Osobiście ja jak najbardziej popieram nowe technologie i sama z nich korzystam, jednak również na swojej skórze często przekonuję się, że przesyt informacji może prowadzić do dezinformacji i zniechęcenia… Kończąc tę wypowiedź chciałam zwrócić uwagę na jedno… uważam, że najlepszym motywatorem i do działania i samodzielnego myślenia jest klasyczna międzyludzka interakcja i moim zdaniem żadna cyfryzacja nie działa tak motywująco jak kontakt twarzą w twarz.

Kończąc nasze spotkanie jeszcze ostatnie pytanie… Czy w kontekście powyższego tradycyjne wykłady mają jeszcze przyszłość?

Oczywiście! Wykłady prowadzone na żywo, w sali pełnej zainteresowanych twarzy, zastanawiających się czym dzisiaj zaskoczę, są dla mnie najprzyjemniejszym elementem uczelnianej rzeczywistości. I nie chodzi o to, że przebieram się w strój klauna albo króliki wyskakują z kapelusza na moich zajęciach. Absolutnie! Moje wykłady to opowieści na dany temat podane w prosty miły dla oka sposób, okraszone przykładami, animacjami, grafikami obrazującymi problem, czasem anegdotą, quizem, jednak przede wszystkim interakcją! Staram się stosować nowoczesne technologie cyfrowe jak programy graficzne, platformy edukacyjne z animacjami na dany temat, gry edukacyjne, aby jak najbardziej angażować studentów, uatrakcyjniać zajęcia i ułatwić zapamiętywanie prezentowanych treści, niemniej jednak same wykłady są prowadzone na żywo, w salach i aulach dostosowanych do wspomnianych nowoczesnych metod nauczania.

Być może to czysty egoizm w mojej strony, być może słuchacze chcieliby móc odtworzyć sobie taki wykład na swoim smartfonie, leżąc leniwie na kanapie w zaciszu swojego domu zajadając przy tym pizzę… 😉 Ja jednak stawiam na żywe i prawdziwe relacje interpersonalne, bo uważam, że nic tak nie generuje wspomnień i nie utrwala wiedzy jak kontakt i interakcja! Jak spotkanie podczas którego możemy dyskutować, zgadzać czy nie zgadzać się ze sobą, widząc twarz zorientować się czy dany temat jest interesujący i go kontynuować czy jednak skupić się na innym… Na moich zajęciach dystans na linii nauczyciel-uczeń zanika, z jednoczesnym zachowaniem wzajemnego szacunku. Może brzmi to jak wyświechtany frazes, jednak w praktyce wygląda to tak: ja całą sobą prezentuję dane zagadnienie w atmosferze przyjemnego towarzyskiego spotkania a studenci w skupieniu (większym czy mniejszym – jednocześnie jestem realistką ;)) i z uśmiechem na twarzy słuchają tego co mam do powiedzenia, tylko czasem spoglądając na zegarek 😉 A już balsamem na moje serce było zasłyszane przypadkiem z ust studentki zdanie na swój temat „Za bardzo lubię doktor malinkę, żeby ściągać”. Nic dodać, nic ująć. Może jedynie to, że szczerze kocham swoją pracę 🙂

Oby polskie uczelnie miały więcej takich dydaktyków!

Anna Maria Tryba
Anna Maria Tryba

Publicystka. Redaktor prowadząca dział teatralny na portalu Muzyczny Kraków. Na co dzień publikuje w takich czasopismach jak: Tatry, Witkacy!, TEMI, Tygodnik podhalański, Migotania. Zafascynowana postacią Witkacego, kulturą podhalańską, teatrem i górskimi wędrówkami.

Artykuły: 51
Przejdź do treści