Capilla del Nuevo Mundo – fotorelacja i relacja z koncertu w Krakowie

Capilla del Nuevo Mundo to zespół wokalno-instrumentalny poświęcony rozpowszechnianiu muzyki amerykańskiej pochodzenia hiszpańskiego, z szczególnym uwzględnieniem repertuaru okresu wicekrólewskiego (XVI–XVIII wiek). Zespół ma siedzibę w Krakowie, a jego dyrygentem i wokalistą jest José Vidal – Argentyńczyk mieszkający w Polsce.

Tak zaczyna się ta opowieść. A dalej wydarzyło się coś, co najlepiej oddaje jedno słowo: frekwencja. W dniu 25 stycznia 2026 roku Kapitularz Ojców Dominikanów w Krakowie wypełnił się po brzegi. Było ciasno, ale w ten właściwy sposób. Nie z powodu niewygody, lecz dlatego, że muzyka dawna, wbrew obiegowym mitom, ma dziś realny, a nawet zaskakująco duży popyt.

Ciasno, czyli dobrze

Publiczność przyszła licznie i została do końca. Jedyną osobą, dla której ta bliskość bywała nieco niezręczna, był fotograf. Manewrowanie między ławkami i statywami przypominało taniec użytkowy, wykonywany z pełną świadomością, że najważniejsze jest nie przeszkadzać. Reszta sali zdawała się o tym zapominać, bo uwaga była już gdzie indziej.

Od skupienia do święta

Koncert zespołu Capilla del Nuevo Mundo rozpoczął się spokojnie. Pierwsze utwory wybrzmiewały w podniosłej, niemal kontemplacyjnej atmosferze. Dźwięki miały czas, cisza miała sens, a przestrzeń Kapitularza robiła to, co potrafi najlepiej, niosła muzykę bez pośpiechu.

Z każdą kolejną częścią napięcie jednak rosło. Rytmy stawały się bardziej sprężyste, emocje wyraźniejsze, a dawna muzyka coraz mniej „muzealna”. Finał był już niemal fiestą, pełną energii i radości, która z powodzeniem przeskoczyła kilka stuleci. Owacje na stojąco nie były grzecznościowym gestem, lecz naturalną reakcją. Bisy pojawiły się nie dlatego, że wypadało, ale dlatego, że publiczność zwyczajnie nie chciała jeszcze wracać do teraźniejszości.

Całość prowadził José Vidal z wyczuciem i spokojem kogoś, kto wie, że najlepszą rolą dyrygenta bywa czasem pozwolić muzyce mówić własnym głosem.

O niemożliwości opisu

Pisanie o muzyce dawnej przypomina próbę namalowania smaku wykwintnego dania. Można opisać składniki, temperaturę światła, fakturę ciszy między nutami, ale sedno i tak wymknie się słowom. Ta muzyka nie znosi streszczeń ani relacji z drugiej ręki. Ona domaga się obecności. Trzeba tam być, usiąść wśród innych, dać się otoczyć dźwiękom i pozwolić, by zrobiły swoje. Reszta, nawet najbardziej staranny opis, pozostaje jedynie przypisem do doświadczenia.

Foto © Sławomir Natoński. All rights reserved.

Sławomir Natoński
Sławomir Natoński

Dj (w stanie spoczynku) z 20 letnim stażem, obecnie pracownik biurowy banku, który zaczyna żyć, po wyjściu z pracy, wraz z pierwszym spustem migawki. Fotografuje “od zawsze”. Pierwszy aparat, który dostał, rozebrał do ostatniej śrubki i nigdy nie złożył. Dopiero następny pchnął go w ten zaczarowany, zatrzymany w czasie świat. Zdjęcia robi dlatego, że lubi, nie musi. Jak sam mówi – czasem wystarczy jedno zdjęcie żeby oddać atmosferę konkretnego wydarzenia. Pasjonat muzyki reprodukowanej w najwyższej jakości – audiofil ale nie ortodoksyjny. Rowerzysta - turysta, który przejechał pół Polski, a drugie pół planuje.

Artykuły: 36
Przejdź do treści