Wilki, trasa “Mistycznie”, Kraków, Klub Studio – opinia bardzo osobista

8 stycznia 2026, krakowski Klub Studio wypełniony po brzegi, łącznie z balkonem. To ten typ frekwencji, który kończy dyskusję o tym, czy na taką muzykę jest jeszcze zapotrzebowanie. Jest. I to całkiem konkretne.

Na scenie duży skład: ośmiu muzyków oraz Robert Gawliński. Przy takiej liczbie osób łatwo o efekt “wszyscy grają, nikt nie słucha”, ale tu akurat zespół dowiózł dyscyplinę. Muzycznie było bardzo dobrze: równo, bez nerwowych spięć, bez brzmieniowego chaosu. Co ważne, nagłośnienie okazało się wyjątkowo selektywne, więc zamiast klasycznego koncertowego “mniej więcej słychać” dostaliśmy klarowny obraz całości. Światła też na plus: estetycznie, bez taniej agresji i bez odwracania uwagi od muzyki.

Wilki od zawsze miały mocną stronę w tekstach i tu nic się nie zmienia. Gawliński potrafi pisać tak, że proste frazy niosą obraz i emocje. Z jednym zastrzeżeniem: “Baśka” nadal zostaje w tej samej kategorii, w której jest od lat, czyli “utwór, którego nie da się uniknąć”. Publiczność go chce, publiczność go dostaje, wszyscy przeżywają, tylko literacko to jest raczej dział reklamowy niż poezja.

Minusy? Najbardziej oczywisty: Gawlińskiemu zdarza się fałszować. Nie w sposób, który rozwala koncert, ale na tyle często, że trudno to ignorować, zwłaszcza przy tak dopracowanej warstwie instrumentalnej dookoła. Druga rzecz: jego próby żartowania między utworami. Te wstawki miały rozluźniać atmosferę, tylko że dowcip był raczej z kategorii “obowiązkowy punkt programu” niż coś, co realnie działa. Publiczność i tak reagowała życzliwie, ale to była uprzejmość, nie euforia.

No i wreszcie tytuł trasy: “Mistycznie”. Dla mnie to nie był wieczór z mistyką. Raczej solidny, poprawny koncert zespołu z dużym repertuarem i dużą rozpoznawalnością. Momentami nawet trochę przynudzający, bo “mistyka” częściej zamieniała się w bezpieczny autopilot niż w coś, co rzeczywiście unosi nad ziemię. Zastrzegam: to subiektywne. Kto przyszedł po sprawdzony zestaw emocji, ten wyszedł najpewniej usatysfakcjonowany.

Czy warto iść na koncert Wilków? Zdecydowanie tak.
To wciąż legenda polskiej sceny rockowej, z własnym stylem i piosenkami, które siedzą w zbiorowej pamięci mocniej niż niejeden radiowy sezon. Nawet jeśli nie każdy wieczór jest “mistyczny”, to nadal jest to spotkanie z zespołem, który potrafi zagrać dobrze, profesjonalnie i z klasą, a do tego ma publiczność, która dokładnie wie, po co przyszła.

Foto © Sławomir Natoński. All rights reserved.

Sławomir Natoński
Sławomir Natoński

Dj (w stanie spoczynku) z 20 letnim stażem, obecnie pracownik biurowy banku, który zaczyna żyć, po wyjściu z pracy, wraz z pierwszym spustem migawki. Fotografuje “od zawsze”. Pierwszy aparat, który dostał, rozebrał do ostatniej śrubki i nigdy nie złożył. Dopiero następny pchnął go w ten zaczarowany, zatrzymany w czasie świat. Zdjęcia robi dlatego, że lubi, nie musi. Jak sam mówi – czasem wystarczy jedno zdjęcie żeby oddać atmosferę konkretnego wydarzenia. Pasjonat muzyki reprodukowanej w najwyższej jakości – audiofil ale nie ortodoksyjny. Rowerzysta - turysta, który przejechał pół Polski, a drugie pół planuje.

Artykuły: 35
Przejdź do treści