koncerty Kraków muzyka poważna recenzje 14 lutego 2018

Wagner – konteksty, Opera Rara 2018

Muzykę Wagnera nieczęsto można usłyszeć w polskich operach czy filharmoniach. W programach spotykamy sporadycznie Tannhäusera, Lohengrina lub Latającego Holendra. Główne powody takiego stanu rzeczy są dwa: z jednej strony twórczość Ryszarda wciąż kojarzona jest jako emblemat wysokiej kultury kultywowanej w III Rzeszy. Drugim powodem, bardziej prozaicznym, są gigantyczne koszty produkcji dramatów muzycznych. Tym bardziej cieszyłem się na koncert pt. „Wagner-konteksty” z udziałem Waltraud Meier, jednej z najlepszych interpretatorek żeńskich ról w operach XIX-wiecznego rewolucjonisty muzycznego. Orkiestrę i chór Cappelli Cracoviensis poprowadził Jan Tomasz Adamus.

Program koncertu ułożono ciekawie: na wstępie pojawił się akcent polski, Uwertura Polonia – kompozycja zainspirowana niepodległościowym zrywem Polaków w 1830 r. Następnie usłyszeliśmy dwa bodaj najważniejsze ustępy z Tristana i Izoldy: Preludium oraz Liebestod w wersji orkiestrowej – scenę śmierci w miłości, w której zrozpaczona kochanka umiera pogrążona w żalu po stracie Tristana. Przed przerwą zabrzmiała jeszcze Pieśń przeznaczenia (Schicksalslied) Johannesa Brahmsa. Na drugą połowę złożyło się Nachtlied Roberta Schumanna, Preludium do Parsifala oraz Wasendonck Lieder Wagnera. Istotą wykonania było użycie przez orkiestrę instrumentów historycznych. Odniosłem wrażenie, że ten interesujący wprawdzie zabieg nie do końca zdał egzamin, gdyż problemem okazał się balans, który jest trudny do znalezienia w sali koncertowej Centrum Kongresowego ICE. Brakowało zdecydowanie smyczków, w porównaniu do potężnie (i nie zawsze równo) brzmiącej sekcji dętej, zwłaszcza blaszanej.

Richard Wagner – Cäsar Willich [Public domain], via Wikimedia Commons

Czułem, że orkiestra oraz dyrygent mają pomysł na tę przebogatą materię dźwiękową, lecz w wykonaniu zabrakło „animuszu”. A to w końcu muzyka o miłości, o śmierci, o zwycięstwie dobra nad złem, tętniąca życiem i głębokimi emocjami. Wielkie nadzieje wiązałem z Preludium do Tristana, które za sprawą partii wiolonczel wprowadza w świat magicznej legendy arturiańskiej i w jeszcze bardziej magiczny i zawiły świat nowej harmonii. Aby osiągnąć ten niepowtarzalny nastrój potrzeba jednak większej obsady wiolonczel – cztery to zdecydowanie za mało zwłaszcza, że skrzypce obsadzone były po cztery pulpity. Pamiętajmy, że w Tetralogii Wagner żądał nawet po szesnastu skrzypków.

Poruszająco zaprezentowała się Waltraud Meier w Wasendonck Lieder – cyklu pięciu pieśni do słów Matyldy Wasendonck, skrywanej miłości Wagnera. Śpiewaczka bardzo plastycznie operowała głosem, dostosowując vibrato i ekspresję do muzycznej narracji. Elementy warsztatowe razem z przestrzenią w dźwięku uczyniły występ dogłębnie przejmującym. Taka też jest muzyka owych miłosnych poniekąd pieśni.

Koncert, choć pod względem repertuarowym zaplanowano świetnie, pozostawił pewien niedosyt. Myślę, że prawdziwego Wagnera można usłyszeć i DOZNAĆ wyłącznie w Niemczech, najlepiej w Bayreuth. Tak, jak życzył sobie sam kompozytor.

podobne publikacje