koncerty Kraków recenzje wydarzenia Kraków 5 grudnia 2016

Verdi i Kobiety, ICE Kraków – relacja

2 grudnia Christian Lanza, wnuk światowej sławy tenora i gwiazdy kina hollywoodzkiego Mario Lanzy wystąpił w ICE Kraków Congress Centre w koncercie Verdi i kobiety. Oprócz niego mogliśmy usłyszeć Silvię Rampazzo, Aksanę Yakushewich, Chór Opery Polskiej oraz Roncole Verdi Orchestra pod batutą Marcina Wolniewskiego. 

Taki koncert to wielka gratka dla osoby, piszącej relację. W zasadzie wystarczy napisać że, Christain Lanza – fenomenalny, soliści – doskonali, Orkiestra – świetna, Chór – perfekcyjny. Tak też było, co do czego nie miałem wątpliwości ja, jak i wyrobiona i znająca się na rzeczy krakowska publiczność, która nagrodziła artystów owacją na stojąco.

No, to jakby “muzyczno – artystyczną” część relacji mamy poza sobą, teraz zajmijmy się warstwą “niemuzyczną”, aczkolwiek integralnie związaną z tym koncertem. Po pierwsze, jego formuła. W tm przypadku mająca też walory edukacji muzycznej. Nie bójmy się słowa edukacja, nawet najbardziej wyrobieni muzycznie melomani z wielka przyjemnością dowiedzą się szczegółach z życia kompozytora a także okolicznościach powstania dzieła muzycznego i zdarzeniach, które miały na niego wpływ.

W niektórych przypadkach “aż się prosi” taka formuła – a nikt na to nie wpadł. Kilkukrotnie byłem na Obrazkach z Wystawy Modesta Musorgskiego. Orkiestra wychodziła grała, potem były oklaski i całe towarzystwo rozchodziło się do domów. A to dzieło, “jak sama nazwa wskazuje”, to ilustracja muzyczna do obrazów. Odnalazłem te obrazy i oglądam je, słuchając tej muzyki w domu. Myślę sobie, że gdyby wyświetlić te obrazy w trakcie koncertu – ich emocjonalne działanie spotęgowało by doznania wynikające ze słuchania muzyki…

Tak więc brawa dla organizatora koncertu i pomysłodawcy jego formuły. Myślę, że jest to jakby “otwarta karta” i podobnych koncertów można “wymyślić” jeszcze wiele – ze 100% szansą na sukces.

A wracając do samego wydarzenia. Jak napisałem wcześniej, jego poziom był bardzo wysoki i wyróżnianie kogokolwiek z nazwiska i imienia było by nie na miejscu. jedno nazwisko musi jednak paść, bowiem to Giuseppe Verdi jest jednym z głównych architektów powodzenia tego koncertu. Verdi, nazywany przez współczesnych melomanów “królem”, był bardzo płodnym kompozytorem a jego opery to trzon światowej spuścizny muzyki operowej. Ech, nie będę się na ten temat rozpisywał … to wyjątkowa muzyka.

Właśnie ta wyjątkowa muzyka plus wyjątkowi muzycy ją wykonujący spowodowali że, muzycy uśmiechali się do śpiewaków, którzy uśmiechali się do chóru. Wszystkie osoby znajdujące się na scenie uśmiechały się do do siebie oraz  do publiczności. Publiczność, pod wpływem uśmiechów płynących ze sceny, cudownej muzyki Verdiego w  perfekcyjnym wykonaniu uśmiechniętych artystów, zaczęli uśmiechać się w kierunku sceny – a na końcu do ludzi siedzących obok. Co więcej, wracając do domu autobusem, wiedziałem dokładnie kto z pasażerów był na tym koncercie, “jego duch” pozostał w uczestnikach koncertu jeszcze przez długi czas.

Właśnie taka atmosfera towarzyszyła temu wydarzeniu. Kto na nim nie był powinien żałować.

Miałem nie wymieniać z nazwiska … ale jednak muszę. Christian Lanza zaśpiewał fenomenalnie. Jest obdarzony tym rodzajem głosu, który bardzo cenię a który (jak mi się wydaje) jest rzadkością. To śpiew bardzo mocny a zarazem delikatny i subtelny. Ale nie o tym będę się rozwodził. Tak sobie myślę, że gdyby oglądać Pana Christiana Lanzę z wyłączonym dźwiękiem, nawet średnio zaawansowany miłośnik muzyki rozpozna, że śpiewający – jest Włochem. Ruch sceniczny, sposób poruszania się, gestykulacja wyraźnie wskazują na Jego narodowość. Szczególnie było to słychać i widać we włoskich evergrinach, czyli La donna è mobile czy ’O sole mio, brawurowo zaśpiewanych przez Christiana Lanzę. 

Share

podobne publikacje