Witamy w Muzycznym Krakowie   Click to listen highlighted text! Witamy w Muzycznym Krakowie

The Moon Tour – relacja z koncertu Michała Szpaka

“Tego nie można opisać słowami. To trzeba usłyszeć i zobaczyć” – tak mogłabym podsumować koncert Michała Szpaka w ramach trasy The Moon Tour i zaproponować jak najszybsze zaopatrzenie się w bilety na to wydarzenie. Niestety, nie mogę tego zrobić, bo trasa dobiegła końca, a swój finał miała 9 października w Krakowie.

Logotypem Centrum Kongresowego ICE, w którym odbywał się koncert, jest topniejący lodowiec. To ciekawe nawiązanie do przedsięwzięcia, które miało na celu zwrócenie uwagi ludzi na ekologię.

“Chcę przekazać ludziom, co mnie boli, co uwiera i co teraz zajmuje moją głowę. Lasy płoną, huragany niszczą ludzkie dobytki, umierają gatunki zwierząt, które niedługo będziemy znali tylko z opowieści czy zdjęć. W jakim kierunku idziemy? Gdzie będziemy za 50 lub nawet 10 lat? Inspiracją dla mnie stała się kondycja naszej planety. ”

W taki sposób artysta zapowiadał tę trasę. Zmierzył się z poważnym tematem jakim jest katastrofa ekologiczna i wybrał dla niego intrygującą oprawę, która miała wstrząsnąć publicznością. To, co zobaczyliśmy, trudno nazwać koncertem. Było to widowisko oparte na nieprzewidywalnych połączeniach, spektakl dźwięków i emocji.

Panujący na scenie półmrok wprowadzał tajemniczą atmosferę. Wizualizacje z jednej strony miały aspekt edukacyjny (ciekawostki dotyczące niszczycielskiej działalności człowieka), z drugiej zaś potęgowały mroczny klimat. Wyświetlane w czarno-białej oprawie nagrania klęsk żywiołowych budziły niepokój, a szybko zmieniające się obrazy, nawiązujące do różnych kultur, niemal bombardowały widza i wprowadzały dodatkowy chaos.

Występowi towarzyszył przemyślany ruch sceniczny, zabawa światłocieniem i zmieniające się stroje. Wokalista wcielał się w rolę skrzywdzonego zwierzęcia uwięzionego w klatce, innym razem był ptakiem z połamanymi skrzydłami zaplątanym w foliowe śmieci. Odnosił się do aktualnej sytuacji zwierząt? Chciał pokazać jaka przyszłość czeka ludzi – przyszłe ofiary własnych nieprzemyślanych działań? A może nawiązywał do osób uwięzionych w klatce cudzych oczekiwań, którym notorycznie podcina się skrzydła, kiedy tylko chcą pójść swoją drogą? Każdy mógł interpretować to na swój sposób, a osoby nadmiernie analizujące wszystko miały wielkie pole do popisu, bo ukrytych symboli tego wieczoru nie brakowało.

Całość została podzielona na kilka części. Dobór repertuaru nie zaskakiwał, ale nowe aranżacje wprowadziły świeżość do doskonale znanych utworów, a momentami zmieniały ich styl na bardziej nostalgiczny lub agresywny. Ważną rolę odegrał duduk, czyli instrument, który jednocześnie wyraża smutek, żal, płacz i cierpienie. Idealnie pasował do tematyki wydarzenia i mogłoby go być nieco więcej.

Gościem specjalnym koncertu była Natalia Niemen, która oprócz duetu z Michałem Szpakiem zaprezentowała swój autorski utwór. Spektakl wzbogaciły również nagrania z rapującym bratem i śpiewająca siostrą artysty. Najbardziej żywe reakcje wzbudziły covery znanych polskich utworów: Aleja gwiazd, Dziwny jest ten świat oraz zaśpiewany a’capella w towarzystwie chóru złożonego z muzyków Nim wstanie dzień.

“Kolorowy ptak polskiej sceny muzycznej”, “kontrowersyjna postać” – takie słowa często pojawiają się w odniesieniu do Michała Szpaka. Ludzie dyskutują na temat jego wyglądu i stylu bycia, ale czasami zapominają o tym, co najważniejsze. Nie wszyscy muszą go lubić, ale na pewno nie można mu zarzucić braku talentu. Michał łączy mocny głos z niesamowitą wrażliwością. Ma odwagę oryginalnie wyglądać, ale nie kończy na poruszaniu emocji estetyką kreacji, tylko wciąż szuka nowych środków wyrazu artystycznego, niezmiennie stawiając śpiew na pierwszym planie.

Chociaż wokalista dysponuje szeroką skalą i łączy umiejętność rockowego wrzasku z operowym wokalizowaniem, nie próbował zmiażdżyć publiczności nadmiarem popisów. Michał to intensywny wykonawca. Nie wycofuje emocji, nie próbuje przeżywać ich introspektywnie. Cały czas projektuje je na zewnątrz, wyrzucając z siebie ogromne dawki energetyczne. Zmusza publiczność do przeżywania utworów w ciągłym skupieniu i napięciu nawet w spokojniejszych momentach. Prowadzi słuchacza tak, że ten do końca nie wie, czego za chwilę może się spodziewać. Od ekspresyjnego, przeszywającego krzyku przechodzi do wyszeptywania kolejnych fraz. Przy takim rozemocjonowaniu trudno jest kontrolować swój głos i w kilku momentach trochę za bardzo go poniosło. Niewątpliwym atutem była naturalna płaczliwość w barwie jego głosu, która idealnie pasowała do wokaliz przechodzących w orientalne brzmienia, momentami zahaczających o zawodzenie.

Artysta nie silił się na zabawne zagadywanie publiczności. Niewiele mówił, bo kolejne punkty programu tworzyły spójną całość. Szkoda, że nie poproszono widzów o wstrzymanie się z biciem braw. Oklaski pomiędzy utworami zaburzały przebieg wydarzenia i trochę wybijały z klimatu.

Na zakończenie wokalista usiadł na scenie i porozmawiał z publicznością na różne tematy, tym razem już w rozrywkowej formie. Tak dla równowagi na poprawę humoru. Szkoda jednak, że temat ekologii nie był kontynuowany, bo można było poruszyć jeszcze kilka ważnych kwestii.

Nie mogę napisać, że bawiłam się dobrze, bo tam nie było miejsca na zabawę. Była za to ogromna przestrzeń do refleksji. Mieszały się ze sobą smutek, żal, tesknota, rozgoryczenie, ale pojawiła się też nadzieja, że jeszcze nie jest za późno na zmiany. Koncerty to nie tylko rozrywka, ale też potężne narzędzie w rękach artystów, którzy mogą w pożyteczny sposób wykorzystywać swoją popularność. Michał Szpak dokonał zamachu na uczuciach publiczności. Miał coś ważnego do powiedzenia i zrobił to z wielkim zaangażowaniem.

Problemem współczesnego świata jest nie tylko zbliżającą się katastrofa ekologiczna, ale również załamanie się relacji międzyludzkich. To wydarzenie skłaniało do zastanowienia się nad tym, jak ważne są dla nas podstawowe wartości i czy w ogóle jakiekolwiek wartości jeszcze mamy. Ale trasa koncertowa to jedno. Ona się skończyła, teraz czas na działanie. Co ludzie z tym zrobią to już inna sprawa.

Default image
Monika Słupek
Studentka biofizyki. Sopran w chórze rozrywkowym, z różnym skutkiem próbuje grać na gitarze. Uwielbia zabiegany tryb życia oraz ciągły rozwój, sport i muzykę pod każdą postacią. Słucha bardzo różnorodnej muzyki z naciskiem na tę mało komercyjną. Noce poświęca na wyszukiwanie ciekawostek muzycznych.
Skip to content Click to listen highlighted text!