film recenzje 10 kwietnia 2018

Stracić twarz – krakowska premiera filmu Małgorzaty Szumowskiej

Krakowska premiera “Twarzy” w reżyserii, znanej z filmu “Body/Ciało”, Małgorzaty Szumowskiej, miała miejsce 4 kwietnia w kinie Kijów.Centrum o godzinie 20. Dramat pojawił się na ekranach 6 kwietnia 2018 roku.

Jako pierwsza na scenie powitana została Izabela Helbin – dyrektorka Krakowskiego Biura Festiwalowego, koproducent “Twarzy”. W pokazie wzięli udział również główni twórcy filmu, między innymi scenograf Marek Zawierucha. Na premierze nie zabrakło również aktorów – Mateusza Kościukiewicza, Agnieszki Podsiadlik, Romana Gancarczyka i Małgorzaty Gorol. Każdy z gości specjalnych otrzymał białą różę.

W postać Jacka, głównego bohatera wcielił się Mateusz Kościukiewicz, odtwórca pierwszoplanowych ról w produkcjach, takich jak: “Wszystko, co kocham”, “Matka Teresa od kotów” czy “Bez wstydu”. Jest autentyczny zarówno jako młody, beztroski, spędzający czas w lokalnej dyskotece amator szybkiej jazdy jak i doświadczany przez los, wyobcowany członek wiejskiej wspólnoty . Z kolei w postać ekscentrycznego księdza wcielił się Roman Gancarczyk – jeden z bohaterów “33 scen z życia” Malgorzaty Szumowskiej i “Mojego Nikifora” w reżyserii Krzysztofa Krauzego. Gra aktorska Gancarczyka niezmiennie zachwyca. To nie tylko wiarygodność i profesjonalizm, ale i umiejętność odnalezienia się w każdej roli i wyrażania emocji w sposób przemawiający do odbiorcy.

Za oprawę muzyczną odpowiedzialny był Adam Walicki. Rockowe brzmienia zdecydowanie wzmocniły siłę przekazu, nadały całości większej wyrazistości.

O czym właściwie opowiada film, doceniony na 68. Międzynarodowym Festiwalu Filmowym w Berlinie, zdobywca Srebrnego Niedźwiedzia, nagradzany gromkimi brawami przez widzów polskich i zagranicznych?

“Twarz” to opowieść o nietolerancji, zaściankowości, braku poszanowania dla człowieka innego niż wszyscy. Punktem wyjścia czy też pretekstem do powstania przypowieści, nie tyle o braku akceptacji, co głeboko zakorzenionej nietolerancji polskiego społeczeństwa, była historia Grzegorza Galasińskiego – pierwszego człowieka na świecie, któremu przeszczep twarzy uratował życie. To opowieść, w której fikcja nie tylko miesza się z rzeczywistością, ale w zdecydowany sposób ją przygniata.

Z założenia dramat Szumowskiej miał być pewnego rodzaju baśnią, metaforą, wyolbrzymionym obrazem negatywnych cech ludności wiejskiej, braku zrozumienia dla człowieka nieprzystającego do reszty. Głównym bohaterem historii jest Jacek – młody, wychowany w tradycyjnej rodzinie robotnik, członek niewielkiej społeczności. W przeciwieństwie do reszty rodziny, zdecydowanie mniej konserwatywny. Już na samym początku wyłania się obraz typowej, z punktu widzenia twórców, polskiej rodziny, zasiadającej przy wigilijnej wieczerzy. Ale czy rzeczywiście świąteczna kolacja jest przyczynkiem do życzenia sobie wszystkiego najgorszego, dawania upustu ukrytym pokładom zjadliwości i uszczypliwości? A nieumiarkowane spożywanie alkoholu zdecydowanie przyćmiewa religijność i spychając na najdalszy z możliwych planów, czyni z niej jedynie część wiejskiej tradycji?

Życie głównego bohatera zmienia się diametralnie, gdy ten ulega poważnemu wypadkowi, w którym traci twarz. Jacek stosunkowo szybko godzi się z sytuacją i akceptuje nowy wizerunek. To odwrotność sytuacji, w której sposób, w jaki postrzegamy samych siebie, kształtuje nasz obraz w oczach innych. Wykreowana przez Szumowską postać biorcy, który dzięki nowej twarzy zyskuje jednocześnie drugą szansę, pomimo akceptacji nowej rzeczywistości i wyglądu, nie doświadcza zrozumienia ze strony otoczenia. Zachowanie mieszkańców wsi negatywnie wpływa na samopoczucie Jacka. Jednak największej niechęci doświadcza ze strony matki, dla której stał się kimś obcym. Nie jest to jednak niepokój czy niechęć, wynikająca z niekomfortowej sytuacji w jakiej przyszło jej się odnaleźć, a poczucie odrazy i wstrętu – nienaturalne, przerysowane i nieprawdziwe. W czasie trwania seansu nieustannie zadawałam sobie pytanie – czy granice tej tragikomedii nie zostały już przekroczone? W końcu w głowie wciąż miałam jedno zdanie: “film inspirowany prawdziwymi wydarzeniami”. Raz po raz zastanawiałam sie więc, jak widz może rozgraniczyć to, co rzeczywiście w tej opowieści było prawdą i miało miejsce, od tego, co nazwać można mitem.

Z dramatu Szumowskiej wyłania się obraz pozbawionej elementarnej wiedzy, prowincjonalnej ciemnoty, upatrującej w zmagającym się z nową sytuacją Jacku, odrażającego potwora. Jest on nie tyle główną atrakcją małej mieściny i pożądaną wśród wieśniaków sesnacją, ale bacznie obserwowanym przez ciekawskich gapiów i osaczanym przez karmiących się tragedią przedstawicieli yellow press, trędowatym. Czy twórcom rzeczywiście udało się obnażyć prawdę i wskazać poważne problemy związane ze zjawiskiem wykluczenia społecznego czy też dokonać krzywdzącej stereotypizacji polskiego narodu? Kto tak właściwie stracił twarz? Postać Jacka, której pierwowzorem jest Grzegorz Galasiński czy może każdy z nas – członków polskiego społeczeństwa? W jakim świetle ukazuje nas ta produkcja wśród europejskich odbiorców. Czy artystyczna kreacja jest na tyle czytelna, by widz nie potraktował jej jako rzeczywistego wizerunku Polski – wschodniego, prymitywnego ciemnogrodu, pozostającego gdzieś daleko za niedoścignioną, nowatorską zachodnią granicą?

Co z Kościołem? Nastawienie na zysk i zepsucie duchownych. Takie przerysowanie sytuacji i generalizacja pojedynczych zachowań tej grupy społecznej może sprawiać wrażenie desperackiej chęci zdobycia uznania wśród widzów poprzez podsycanie aktualnie wszechobecnej krytyki Kościoła i uwypuklenie stereotypu żyjącego w przepychu, zdegenerowanego duchowieństwa. Jaki cel mieli twórcy “Twarzy”, stawiając instytucje kościelne w samym centrum wydarzeń?

A jak maluje się nasz obraz jako ludzi wierzących? Trudno zignorować problem, tak wyraźnie nakreślony w dramacie. Jak często zewnętrzna i pozorna pobożność maskuje brak czy też niedostatek wewnętrznej religijności? Jak często wartości, które tak ochoczo deklarujemy na forum, tuż przed obliczem Boga – w Kościele, nie znajdują żadnego odzwierciedlenia w rzeczywistości? Miłość względem siebie samego i bliźnich wydaje się być tylko typem idealnym, do którego dążyć nawet nam nie po drodze. Jak często stawiamy pomniki, by zakomunikować światu jak głęboko wierzącymi ludźmi jesteśmy? Wrażenie przerostu formy nad treścią to coś, czego doświadczamy. Coś, co już się dzieje.

Z drugiej strony Szumowska niezwykle trafnie ilustruje pewne negatywne zjawiska i procesy, zauważalne, ale wciąż niedostatecznie podejmowane. Brak refundacji leków ratujących życie, wysokie koszty rehabilitacji, umożliwiającej powrót do zdrowia…

Sarkazm i specyficzne poczucie humoru, to motory napędowe działania twórców filmu, co doskonale widać w sposobie przedstawienia mechanizmów funkcjonowania reklamy. Intrygująca historia, osobiste tragedie, a nawet trwałe oszpecenie nie stanowią przeszkody w branży marketingowej, wręcz przeciwnie. To właśnie odmienność stanowi kluczowe źródło dochodów reklamodawców. Osławione bilboardy z udziałem niepełnosprawnej, chorej na raka czy najmniejszej kobiety na świecie, reklamującej rajstopy firmy, która “kocha wszystkie kobiety”… Odwoływanie się do emocji, manipulacja…

Interpretacji “Twarzy” może być wiele. W zależności od regionu zamieszkania, więzi z kościołem katolickim, osobistych doświadczeń – emocje towarzyszące odbiorcy i opinie na temat produkcji będą się różnić… Dramat, okraszona znaczną dawką czarnego humoru komedia, a może baśń?

Share

podobne publikacje