blues recenzje 2 marca 2018

Słów kilka o Kraków Street Band – wywiad

– Nie musimy podpisywać żadnych cyrografów i kontraktów, których podpisać byśmy nie chcieli – o produkcji nowej płyty, akcji pod kryptonimem „kot w worku” i muzycznej niezależności – opowiada Łukasz Wiśniewski, lider zespołu Kraków Street Band.

Kraków Street Band to dziewięciosobowy zespół, powstały w 2013 roku, znany początkowo z występów „streetowych” w okolicach krakowskiego rynku. Tworzona przez nich muzyka to nie tylko blues, ale także jazz, gospel i country. Na swoim koncie mają zarówno własne kompozycje, jak i covery znanych utworów autorstwa, m.in. Raya Charlesa czy Donny Summer. Posiadają również własne kompozycje. Obecnie pracują nad trzecim albumem. Wielokrotnie uczestniczyli w festiwalach, zarówno krajowych (m.in. Green Festival w Olsztynie, Bluesroads w Krakowie) jak i zagranicznych (m.in. Festiwal Haizetara w Hiszpanii, Uldum Street Music Festival w Danii). Zostali dwukrotnie nagrodzeni przez czasopismo „Twój Blues”, zdobywając tytuły „Odkrycie Roku 2014” oraz „Zespół Roku 2015”.

Monika Dąmbska: Wspólną karierę muzyczną rozpoczęliście w 2013 roku, zapewniając rozrywkę przechodniom na krakowskim rynku. „Uliczne” muzykowanie może być opłacalne? Stereotyp typowego, krakowskiego skąpca został obalony?

Łukasz Wiśniewski: Na pewno nam się to opłaciło pod kątem rozpoznawalności w Krakowie bo dużo osób nas po prostu na tej ulicy widziało, ale tak naprawdę już przynajmniej od dwóch/trzech lat mamy mało czasu na to, żeby grać na ulicy. Dużo czasu spędzamy w trasie koncertowej.

M.D.: Zdarza wam się koncertować charytatywnie?

Ł.W.: Oczywiście, zdarza nam się – szczególnie, kiedy idea jest szczytna.

M.D.: Jesteście finalistami VII edycji Must Be The Music. Jak udział w programie wpłynął na waszą karierę?

Ł.W.: Na pewno był dla nas dosyć dobrą reklamą, którą wykorzystaliśmy w taki sposób, aby nie zachłysnąć się krótkotrwałą popularnością, tylko po prostu wykorzystać to jako dobry początek do dalszej pracy.

M.D.: Co was inspiruje?

Ł.W.: Na pewno, co słychać w muzyce zespołu, inspirują nas wszelkie tradycyjne, amerykańskie gatunki muzyki jak blues, jazz tradycyjny, gospel, soul, bluesgrass, country…

M.D.: Zostaliście wytypowani do udziału w European Blues Challenge 2018, który odbędzie się w norweskim Hell już w marcu. Jakie to uczucie móc reprezentować kraj na jednym z najbardziej znanych festiwali bluesowych?

Ł.W.: Jest to dla nas wielki zaszczyt, ogromne wyróżnienie i pozostaje tylko trzymać kciuki za nasze dalsze losy podczas tego festiwalu.

M.D.: Z pewnością liczycie na wsparcie fanów. Jak chcielibyście przekonać ich do wzięcia udziału w tym wydarzeniu?

Ł.W.: Chcielibyśmy zachęcić ich, żeby trzymali za nas kciuki, bo ciężko mi ich tam zaprosić. Jeśli ktoś ma ochotę i troszeczkę zasobniejszy portfel, bo jak wiadomo Norwegia jest piekielnie drogim krajem, to oczywiście będzie nam niezmiernie miło, jeśli się z nami wybierze.

M.D.: Premiera nowego albumu zaplanowana została na czerwiec bieżącego roku. Czym będzie wyróżniać się płyta, nad którą pracujecie obecnie, na tle pozostałych?

Ł.W.: Przede wszystkim to będzie nasza pierwsza w pełni autorska płyta. Wszystkie kompozycje są naszego autorstwa, jak również i teksty, za które głównie odpowiedzialny był Tomek Kruk.

M.D.: Czy możesz powiedzieć coś na temat prowadzonej przez was akcji crowdfundingowej pod kryptonimem „kot w worku”? Na czym ona polega i skąd pomysł na takie określenie?

Ł.W.: Określenie „kot w worku” wynika z tego, że naszym fanom, przyjaciołom oferujemy tak naprawdę zakup płyty w przedsprzedaży z tym, że ta płyta jeszcze nie powstała. Nasza kampania crowdfundingowa właściwie opiera się na tym, że ludzie, którzy chcą nam pomóc w produkcji płyty po prostu sobie ją kupują, a jedyną niedogodnością, na którą muszą się zgodzić, jest dosyć długi czas oczekiwania na przesyłkę (śmiech). Premierę zaplanowaliśmy na czerwiec.

M.D.: Zebraliście już ponad 16 z 25 tys. złotych. Do zakończenia akcji zostało tylko 10 dni. Jakie nagrody związane udziałem w zbiórce najbardziej przyciągają jej uczestników?

Ł.W.: Najbardziej popularną nagrodą jest po prostu płyta. Dużym zainteresowaniem cieszyły się też ukulele – 3 sztuki podpisane przez nas. A czy 10 dni to jest „tylko”? Nie do końca, bo zazwyczaj akcje crowdfundingowe cieszą się największym zainteresowaniem na samym początku oraz na samym końcu swego trwania. A ten środkowy okres to jest taki… nudny (śmiech).

M.D.: W jaki sposób chcielibyście zachęcić tych, którzy jeszcze nie wsparli waszej inicjatywy?

Ł.W.: Chcielibyśmy im obiecać, że na pewno postaramy się zrobić wszystko, co możemy, żeby te piosenki były fajne i wspomnieć o tym, że dzięki właśnie takim akcjom jak ta, muzyka ma szansę być w pełni niezależna. Nie musimy podpisywać żadnych cyrografów i kontraktów, których podpisać byśmy nie chcieli. Produkując płytę w ten sposób, jedyne zobowiązania jakie na nas ciążą to te miłe – wobec naszych słuchaczy.

M.D.: Jaki jest wasz przepis na sukces w przemyśle muzycznym? Jak wyjść z krakowskiego podziemia?

Ł.W.: Nie wiem, bo nie wydaje mi się, abyśmy póki co tego dokonali, jednak zauważyłem, że najlepszą receptą na sukces jest nie myśleć o sukcesie za dużo, tylko skupić się na muzyce.

 

Więcej informacji na temat zespołu i akcji „kot w worku” na stronach:

Strona internetowa zespołu

 

Share

podobne publikacje