Słów kilka o Kraków Street Band – wywiad

– Nie musimy podpisywać żadnych cyrografów i kontraktów, których podpisać byśmy nie chcieli – o produkcji nowej płyty, akcji pod kryptonimem „kot w worku” i muzycznej niezależności – opowiada Łukasz Wiśniewski, lider zespołu Kraków Street Band.

Kraków Street Band to dziewięciosobowy zespół, powstały w 2013 roku, znany początkowo z występów „streetowych” w okolicach krakowskiego rynku. Tworzona przez nich muzyka to nie tylko blues, ale także jazz, gospel i country. Na swoim koncie mają zarówno własne kompozycje, jak i covery znanych utworów autorstwa, m.in. Raya Charlesa czy Donny Summer. Posiadają również własne kompozycje. Obecnie pracują nad trzecim albumem. Wielokrotnie uczestniczyli w festiwalach, zarówno krajowych (m.in. Green Festival w Olsztynie, Bluesroads w Krakowie) jak i zagranicznych (m.in. Festiwal Haizetara w Hiszpanii, Uldum Street Music Festival w Danii). Zostali dwukrotnie nagrodzeni przez czasopismo „Twój Blues”, zdobywając tytuły „Odkrycie Roku 2014” oraz „Zespół Roku 2015”.

Monika Dąmbska: Wspólną karierę muzyczną rozpoczęliście w 2013 roku, zapewniając rozrywkę przechodniom na krakowskim rynku. „Uliczne” muzykowanie może być opłacalne? Stereotyp typowego, krakowskiego skąpca został obalony?

Łukasz Wiśniewski: Na pewno nam się to opłaciło pod kątem rozpoznawalności w Krakowie bo dużo osób nas po prostu na tej ulicy widziało, ale tak naprawdę już przynajmniej od dwóch/trzech lat mamy mało czasu na to, żeby grać na ulicy. Dużo czasu spędzamy w trasie koncertowej.

M.D.: Zdarza wam się koncertować charytatywnie?

Ł.W.: Oczywiście, zdarza nam się – szczególnie, kiedy idea jest szczytna.

M.D.: Jesteście finalistami VII edycji Must Be The Music. Jak udział w programie wpłynął na waszą karierę?

Ł.W.: Na pewno był dla nas dosyć dobrą reklamą, którą wykorzystaliśmy w taki sposób, aby nie zachłysnąć się krótkotrwałą popularnością, tylko po prostu wykorzystać to jako dobry początek do dalszej pracy.

M.D.: Co was inspiruje?

Ł.W.: Na pewno, co słychać w muzyce zespołu, inspirują nas wszelkie tradycyjne, amerykańskie gatunki muzyki jak blues, jazz tradycyjny, gospel, soul, bluesgrass, country…

M.D.: Zostaliście wytypowani do udziału w European Blues Challenge 2018, który odbędzie się w norweskim Hell już w marcu. Jakie to uczucie móc reprezentować kraj na jednym z najbardziej znanych festiwali bluesowych?

Ł.W.: Jest to dla nas wielki zaszczyt, ogromne wyróżnienie i pozostaje tylko trzymać kciuki za nasze dalsze losy podczas tego festiwalu.

M.D.: Z pewnością liczycie na wsparcie fanów. Jak chcielibyście przekonać ich do wzięcia udziału w tym wydarzeniu?

Ł.W.: Chcielibyśmy zachęcić ich, żeby trzymali za nas kciuki, bo ciężko mi ich tam zaprosić. Jeśli ktoś ma ochotę i troszeczkę zasobniejszy portfel, bo jak wiadomo Norwegia jest piekielnie drogim krajem, to oczywiście będzie nam niezmiernie miło, jeśli się z nami wybierze.

M.D.: Premiera nowego albumu zaplanowana została na czerwiec bieżącego roku. Czym będzie wyróżniać się płyta, nad którą pracujecie obecnie, na tle pozostałych?

Ł.W.: Przede wszystkim to będzie nasza pierwsza w pełni autorska płyta. Wszystkie kompozycje są naszego autorstwa, jak również i teksty, za które głównie odpowiedzialny był Tomek Kruk.

M.D.: Czy możesz powiedzieć coś na temat prowadzonej przez was akcji crowdfundingowej pod kryptonimem „kot w worku”? Na czym ona polega i skąd pomysł na takie określenie?

Ł.W.: Określenie „kot w worku” wynika z tego, że naszym fanom, przyjaciołom oferujemy tak naprawdę zakup płyty w przedsprzedaży z tym, że ta płyta jeszcze nie powstała. Nasza kampania crowdfundingowa właściwie opiera się na tym, że ludzie, którzy chcą nam pomóc w produkcji płyty po prostu sobie ją kupują, a jedyną niedogodnością, na którą muszą się zgodzić, jest dosyć długi czas oczekiwania na przesyłkę (śmiech). Premierę zaplanowaliśmy na czerwiec.

M.D.: Zebraliście już ponad 16 z 25 tys. złotych. Do zakończenia akcji zostało tylko 10 dni. Jakie nagrody związane udziałem w zbiórce najbardziej przyciągają jej uczestników?

Ł.W.: Najbardziej popularną nagrodą jest po prostu płyta. Dużym zainteresowaniem cieszyły się też ukulele – 3 sztuki podpisane przez nas. A czy 10 dni to jest „tylko”? Nie do końca, bo zazwyczaj akcje crowdfundingowe cieszą się największym zainteresowaniem na samym początku oraz na samym końcu swego trwania. A ten środkowy okres to jest taki… nudny (śmiech).

M.D.: W jaki sposób chcielibyście zachęcić tych, którzy jeszcze nie wsparli waszej inicjatywy?

Ł.W.: Chcielibyśmy im obiecać, że na pewno postaramy się zrobić wszystko, co możemy, żeby te piosenki były fajne i wspomnieć o tym, że dzięki właśnie takim akcjom jak ta, muzyka ma szansę być w pełni niezależna. Nie musimy podpisywać żadnych cyrografów i kontraktów, których podpisać byśmy nie chcieli. Produkując płytę w ten sposób, jedyne zobowiązania jakie na nas ciążą to te miłe – wobec naszych słuchaczy.

M.D.: Jaki jest wasz przepis na sukces w przemyśle muzycznym? Jak wyjść z krakowskiego podziemia?

Ł.W.: Nie wiem, bo nie wydaje mi się, abyśmy póki co tego dokonali, jednak zauważyłem, że najlepszą receptą na sukces jest nie myśleć o sukcesie za dużo, tylko skupić się na muzyce.

 

Więcej informacji na temat zespołu i akcji „kot w worku” na stronach:

Strona internetowa zespołu

 

Default image
Monika Godziemba - Dąmbska
Absolwentka administracji na Uniwersytecie Jagiellońskim, studentka dziennikarstwa. Miłośniczka rockowych brzmień i pasjonatka kina grozy. W wolnych chwilach chętnie sięga po kryminały a jej ulubioną autorką jest Agatha Christie. Muzyka nie jest jej specjalnością, ale stanowi nieodzowny element codziennej egzystencji. Największą pasją jest pisanie, głównie felietonów. Wciąż liczy, że jej twórczość kiedyś "wydostanie się z szuflady". Chętnie podejmuje wyzwania.