Sława Frolowa – wywiad z założycielką Art Picnicu

Tradycyjnie już po raz trzeci multikulturalny Krakow gościnnie otworzył drzwi dla wydarzenia, które jest lubiane i doceniane w Polsce i na Ukrainie. W tym roku ArtPicnic, bo właśnie o niego chodzi, miał formę tygodniowego festiwalu.

Założyciele określają go jako platformę rozwoju społeczeństwa, które myśli i analizuje. Piknik jest tworzony dla tych, którzy szukają, chcą poznawać innych ludzi i ich kulturę. Wreszcie, integrować się w innym kraju. Wydarzenie propaguje tolerancję, tak bardzo ważną we współczesnym świecie.

Na temat tej niesamowitej kulturalnej przygody porozmawialiśmy z managerem artystycznym ArtPicnicu z Funduszu Rozwoju i Wsparcia Młodej Sztuki Ukraińskiej. Osobą bardzo kreatywną, ciekawą … Ukraińską rzeźbiarką, malarką, prezenterką telewizyjną i radiową, dziennikarką i reżyserką, członkiem jury jednego z największych projektów medialnych „Ukraina ma talent”. Rozmowa będzie również dotyczyć ulubionych miejsc w Krakowie i Polsce. Sława Frolowa opowie o drodze per aspera ad astra, o swoich dzieciach, charytatywnych projektach, oraz o swoich przodkach. Będą też tematy trudne – kwarantanna i samoizolacja.

Anna Szpilewska – Muzyczny Kraków: Pani Sławo, o ArtPicnicu słyszałam wiele dobrego. Jest to wspaniały i ciekawy projekt. Proszę opowiedzieć o nim jako organizator, założyciel i kreatywna osoba. Co panią zafascynowało najwięcej, co było najtrudniejsze, proszę też o wszystko, czym się pani chce z naszymi czytelnikami podzielić.

To trwało by do rana (śmiech), bo o ArtPicnicu i ludziach, z nim związanych mogę opowiadać całodobowo. Bardzo lubię ten projekt za to, że stał się prekursorem wielkich kulturalnych zmian na Ukrainie. Prawie wszystkie projekty, które są obecnie realizowane, stworzone są na bazie modułowości i multidyscyplinarności ArtPicnicu. Wcześniej tego typu wydarzenia były podzielone tylko na dane kierunki: muzyka, teatr, nauka, i tak dalej. Dzisiaj dzięki nam wszystko się przemieszało i festiwale nie są już monotematyczne. Odczuwamy dumę z naszych sukcesów i jesteśmy bardzo zadowoleni, że nasza formuła dała tak duży impuls do rozwoju. Może dlatego, że dewizą naszych działań jest wspaniałe słowo #inspirujemy. 

ArtPicnic to eksperyment społeczny, który rozpoczęłam w 2013 roku wynajmując powierzchnię i pawilony w Kijowie. Rozpoczęłam tworzenie modelu świata, w którym osobiście chciałabym żyć i w którym moje dzieci mogły by poczuć sie wspaniale i interesująco. Miałam współwyznawców. Krok po kroku dołączyła do nas, progresywna warstwa wciąż śpiącego skromnego społeczeństwa. Ludzie zawsze mnie inspirowali, a wśród nich większość była nie znana. Według standardów ludzkości te osoby nie koniecznie były ludźmi sukcesu, ale dla mnie ci ludzie są latarniami morskimi. Za „Latarnie morskie” uznaję osoby z jaskrawą osobowością, wolne, które cały czas się uczą i nie boją się swoich błędów, ale uznają je. A także tych, którzy nie boją się porażek, ponieważ znają swoją wartość… Która nie jest mierzona pieniędzmi, (no bo nie ma takich pieniędzy).

O takich osobach rzadko powstają piosenki, ale ArtPicnic to właśnie „piosenka na ich cześć”. Inspirowali mnie ludzie, ja inspirowałam ludzi, razem zrobiliśmy niezwykły projekt. Uwielbiam pisać o naszych wolontariuszach, o zespole, o ludziach, którzy zajmują się sprawami społecznie „niezauważalnymi”.

Na ArtPicnicu w parku Puszkina mieliśmy Saszę, który sprzątał teren. Jako organizator dobrze wiem, od czego zaczyna się każdy projekt, w którym są ludzie. Nie od wyboru muzyków lub obrazów do wystaw, ale od toalet i sprzątania. Bo tam, gdzie jest człowiek, zawsze istnieją śmiecie. Osoba, która ma tego świadomość, utrzymuje czystość. Ludzie nie lubią swoich brudów, więc praca sprzątającego w naszym społeczeństwie jest czymś wstydliwym i niedocenianym.

W naszych zasadach, dzięki publikacjom na oficjalnych stronach, osoba, która pomaga zrobić świat czystym, jest naszym bohaterem. Sasha jest naszym bohaterem. Ludzie zaczęli smiecić mniej lub sprzątać po sobie dzięki temu, że my pokazaliśmy twarz naszej czystości. Nasze mikrospołeczeństwo stało się bardziej odpowiedzialne. Uważam, że powinniśmy obudzić i delikatnie doprowadzić człowieka do odpowiedzialności i umiejętności życia swoim własnym życiem. To maleńka historia tego, na co miało wpływ ArtPicnic.  

Zrobiliśmy pierwszy w kraju integracyjny plac zabaw, z udziałem tłumaczy języka migowego. Dla tych, którzy chcieli wziąć udział w wykładach lub warsztatach aby nie czuć się oderwanym od aktywnego życia, robiliśmy place zabaw dla dzieci z autyzmem i problemami ze wzrokiem, a także dla dzieci na wózkach.

Organizowaliśmy zbiórki dla potrzebujących rodzin, codziennie działał Klub Teatralny, którzy pod koniec każdego miesiąca robił inscenizacje na naszej głównej scenie. Organizowaliśmy warsztaty gestów, wykłady i zajęcia praktyczne dla osób słabowidzących. 

W trudnych dla kraju czasach nasz projekt działał jako platforma akceptacji, adaptacji i pomocy psychologicznej dla uchodźców z terytorium objętego konfliktem zbrojnym na wschodzie Ukrainy. W naszych pawilonach mieszkali ludzie z Ługańska i Doniecka. Przyjmowaliśmy osoby z dziecięcym porażeniem mózgowym. To była tylko część naszej aktywności.

Ale tego wszystkiego prawie nie było widać za głównym nurtem ArtPicnicu. Chcieliśmy połączyć to, co kiedyś było podzielone: różne rodzaje sztuki, ludzi o różnych statusach społecznych, gustach muzycznych. Ludzi w różnych kategoriach wiekowych, wyznań religijnych, poglądów, orientacji seksualnych… Ludzi, którzy chcieli dzielić się bogatym doświadczeniem i tych, którzy chcieli spróbować czegoś po raz pierwszy. Tych, którzy chcieli poznać innych ludzi, znaleźć przyjaciół. Połączyliśmy wszystkich, zaprosiliśmy wartościowe i kochane przez nas festiwale, zintegrowaliśmy, nadaliśmy sens i wartość ArtPicnicu.

I zadziałało. Ludzie zaczęli wymieniać się doświadczeniami, pomagać sobie nawzajem, słuchać muzyki, sprzątać po sobie, utrzymywać porządek, uczyć się tańczyć i rysować, robić udane startupy.

Zmieniliśmy wszystko. I jesteśmy z tego bardzo szczęśliwi. Jestem bardzo szczęśliwa. Teraz prawie wszystkie projekty są multidyscyplinarne, łączą ludzi w różnych kategoriach wiekowych. I to dla mnie jako organizatora i managera zmian, jest najwyższym stopniem sukcesu. Myślę, że w tym momencie można wstawić wielokropek …. bo nawet nie zaczęłam zbliżać się do istoty tego przedsięwzięcia (śmiech)

Anna Szpilewska – Muzyczny Kraków: Dlaczego ArtPicnic odbywa się w Willi Decjusza w Krakowie? Może dlatego, że to miejsce było zawsze otwarte dla cudzoziemców i pomagało w ich integracji?

Po pierwsze, zawsze szukam ciekawych miejsc, które łączą krajobraz parkowy i architekturę. To miejsce świetnie nadaje się na wszelką działalność kulturalną. Na przykład wystawa „Ukraińska Mowa” z dziełami współczesnych artystów i znanej ukraińskiej artystki Prymachenko, była by trudna do zrealizowania w innej przestrzeni.

Po drugie, bardzo lubię odkrywać nowe miejsca również dla ludzi mieszkających w sąsiedztwie. Polacy znają piękną Willę Decjusza, dyrekcję, którą organizuje wspaniałe imprezy kulturalne. Ale Ukraińcy, których w Polsce jest wielu, nie znają tego miejsca i działającego tu Stowarzyszenia Willa Decjusza. Dlatego staram się, aby ludzie odkrywali ciągle coś nowego.

Po trzecie, kiedy otworzyłam dla siebie Park Decjusza i Willę Decjusza, zakochałam się w jego pięknie. 

Po raz pierwszy zobaczyłam wyjątkowy park, w którym gałęzie drzew pochylają się do samej ziemi, tworząc ukrycia dla dzieci. Jakaś Narnia, albo jak mówię „Park druidów” w centrum którego dumnie stoi luksusowa renesansowa Willa. Kiedy po raz pierwszy zobaczyłam to wszystko, powiedziałam sobie: „Byłoby wspaniale zrobić tu ArtPicnic, a wy wiecie, jak działa ta fraza, „myśli są materialne”.

Cóż, no i najważniejsze, że willą kieruje osoba bardzo ciekawa, dynamiczna i otwarta pani Dominika Kasprowicz, z którą wyznajemy te same wartości. I to jest bardzo ważne, żeby robić projekty z ludźmi o zbieżnych poglądach.  

Instytut Kultury Willa Decjusza pod kierownictwem pani Dominiki Kasprowicz, przyjął kurs na wielokulturowość, na wspieranie relacji z różnymi narodami w szczególności z Ukrainą. Bo w Krakowie i w całej Polsce mieszka wielu Ukraińców. I wydaje się, że bardzo mądrze jest nawiązywać relacje kulturowe z ludźmi, którzy żyją, uczą się lub pracują w tym samym miejscu. Robienie wspólnych projektów i eksperymentowanie to podnoszenie wspólnego poziomu kulturowego, bezpieczeństwa i komfortu mieszkańców i gości. Bardzo przyjemnie jest być częścią mądrych i wartościowych ruchów społecznych. 

Anna Szpilewska – Muzyczny Kraków: Pani zawsze jest stylowo ubrana, a każdy wygląd ma jakąś rodzynkę, akcent. Co pani założyła na ArtPicnic? Pamiętam, że wśród innych były to haftowane koszule. Którą markę pani preferuje? 

Dziękuję. Jest mi bardzo miło. Więc, przygotowałam się do projektu bardzo starannie. W pierwszym i drugim dniu założyłam niesamowitą, bardzo piękną koszule haftowaną mojej ulubionej ukraińskiej marki ETNODIM, która popularyzuje poprzez modne haftowane koszule, kulturowe tradycję naszego narodu. Nawet córeczka, kiedy zobaczyła moje stroje powiedziała, że też chce haftowaną koszulę. Uważam, że tak właśnie przekazuje się szacunek i miłość do tradycji.

Na zakończenie sezonu ArtPicnic miałam na sobie sukienkę, którą specjalnie wybrała i podarowała mi moja przyjaciółka Lena. Ta sukienka w stylu romantyzmu z nadrukiem ornamentów Morrisa (William Morris (1834-1896) – angielski malarz, rysownik, architekt, projektant, pisarz i poeta – red.) bardzo pasowała do stylu Willi Decjusza, w szczególności jej gobelinów. 

Anna Szpilewska – Muzyczny Kraków: Zauważyłam, że pani ma bardzo oryginalny profil na Instagramie. Zwykle influencerzy czy blogerzy tworzą konto na Instagramie w jednym stylu, jest to łączący motyw. Ma pani piękny, żywy Instagram, żyje pani w tej chwili… To znaczy tu i teraz i nie próbuje pokazywać retuszowanych zdjęć. Widzi pani życie takim, jakim ono jest. Ostatnio zauważyłam, że lubi pani podróżować, wiem, że kocha pani  Lwów. A miasto Lwa i Kraków są dla mnie bardzo podobne. Obydwa są wielokulturowe, oba są kulturalnymi stolicami państw. Dlaczego akurat Kraków tak pani się podoba i właśnie tu powstaje ten projekt? Jakie są ulubione miejsca, w których serce odpoczywa w królewskim mieście?

Chyba już pani wszystko powiedziała za mnie. Zakochałam się w Krakowie właśnie ze względu na jego wielokulturowość, historyczną urodę i zieleń. Czuję się komfortowo i bezpiecznie tam, gdzie szanowana jest tożsamość, autentyczność, wielonarodowość, różne kultury. A poza tym podoba mi się to, że miasto ma historię i legendy. 

Miejsc jest wiele, wśród nich są takie jak Wawel, czy muzeum pod Sukiennicami, ale z serdecznie ukochanych to chyba MILK studio fotograficzne & sala szkoleniowa moich przyjaciół Julii Bogdan i Aleksandra Kowalenka w centrum Starego Kazimierza. Bardzo podoba mi się widokowa restauracja-hotel koło Wieży, która znajduje się w zabytkowej kamienicy na Przegorzalskich skałkach, pod którą wije się wężem Wisla i widać piękną panoramę krajobrazu. Najlepsze miejsce, do którego przyjeżdżam z przyjaciółmi, aby podziwiać zachody słońca lub obserwować różne niebiańskie zjawiska. Na przykład w zeszłym roku specjalnie tam pojechałam aby obserwować krwawy księżyc. Jest jeszcze Kopiec Kościuszki i cały Bielańsko-Tynniecki Park krajobrazowy, a w pobliżu znajduje się obserwatorium.

Obserwatoria, latarnie morskie i stare zamki to moja słabość. Więc jeśli odkrywam jakieś nowe miejsce, zawsze zaczynam od ich zwiedzania. Wieliczka i park Ojcowski też mnie zachwycają… I wiele innych miejsc również. Kraków jest skarbonką klimatycznych i ciekawych miejsc. Królewskie miasto jest zielone, chowa się w parkach, klombach, łąkach. Podziwiam Krakowskie Błonia, z których jak na dłoni widać Wawel i wieże głównych katedr miasta. A także jego pokwitanie magnoliami lub jesiennym złotem. Ładne miejsce. Dlaczego nie robić wspaniałego projektu w pięknym mieście?

Anna Szpilewska – Muzyczny Kraków: Ma pani racje, Kraków jest naprawdę przepiękny. A jakie jeszcze miasta w Polsce udało się odwiedzić? Jakie miejsca najbardziej się spodobały? Ostatnio na zdjęciu w Instagramie widziałam polskie góry. Podejrzewam, że to było na Podhalu, gdzie znajdujemy niesamowitą energię? 

Byłam w wielu miastach. Jestem podróżniczką i badaczką. Jestem też łowcą inspirujących i posiadających atmosferę miejsc. Dużo podróżowałam po kraju. Mój syn studiował przez jakiś czas w Niemczech, jeździłam do niego. Zawsze szukałam nowych tras, zwiedzałam wioski, małe miasteczka. Szukałam ciekawych, niezwykłych małych hoteli, aby zatrzymać czas i cieszyć się drogą. Znalazłam pałac, który był odrestaurowywany przez filantropa. Pozostałam tam na kilka dni, chodziłam na spacer po obrzeżach. Spotykałam się z właścicielem pałacu, architektami i projektantami wnętrz, którzy odbudowali stary park i pałac, kawałek po kawałku. Opowiedzieli mi o tym miejscu, jego historii, pokazali stare zdjęcia, opowiadali o ceramice, mozaice, rzeźbie i oprowadzali po domu. To była niezwykła przygoda, którą wciąż jestem podekscytowana i planuję tam jeszcze kiedyś pojechać.

Bardzo lubię Bałtyk, jeździłam wszędzie gdzie jest to możliwe. Lubię góry i jeziora. Podoba mi się Łódź, tam mieszkają moi przyjaciele.

Anna Szpilewska – Muzyczny Kraków: Chciałabym porozmawiać o mediach społecznościowych. Jak reaguje pani na hejt, krytykę? Czy bierze pani do serca? Co odpowiada pani tym, którzy psują humor? Wyobraźcie sobie taką sytuacje: usłyszała pani jakieś ostre słowo, przeczytała zły komentarz o sobie, na przykład na Facebooku. Wraca pani do domu z niesmakiem i walczy ze stresem?

Całkowicie to ignoruję albo mnie to rozbawia. Ale to przyszło z czasem. Wcześniej bardzo się martwiłam i przeżywałam to. A potem zrozumiałam jak to działa, nauczyłam się tego nie dostrzegać i hejterzy zniknęli. Bo chyba nie są już mną zainteresowani. Istnieje przypowieść o walczących wilkach w środku człowieka: białym i czarnym. Prawidłowa odpowiedź na pytanie: “Który Wilk wygra?”- Ten, którego karmisz. Nie karmcie czarnego wilka w środku siebie, wtedy biały wygra. 

Anna Szpilewska – Muzyczny Kraków: Lub, na przykład, ciężki dzień, 12 godzin w pracy … Jak pani odpoczywa? Czy jest to rozmowa z drogimi sercu ludźmi, wypoczynek na świeżym powietrzu, gorąca kąpiel ze świecami, a może szydełkowanie? 

Tak jest, to wspaniałe przepisy na relaks i regenerację. Coś pani w tym wie :)))

Moja lista jest bardzo szeroka. To muzyka, teatr, kino, sporty motorowe i żeglarstwo. Również moje dzieci, które mnie zachwycają, nawet gdy się kłócą. Uściski ukochanego dziecka mnie uszczęśliwiają. Jesteśmy bardzo dotykowo-przytulano-całowaną rodziną. Moje dzieci lubią czasami włazić pod kołdrę i kręcić się jak  kocięta. Chociaż Mark ma już dwa metry wzrostu. Ale to nie ma znaczenia, dla mnie są to moje okruchy. W języku polskim jest zabawne dla naszego ukraińskiego ucha słowo “buziaki”. Tak więc wydaje mi się, że “buziaki” to nasza rodzina :))) Ale potrafię też przestawić się na inny rodzaj działalności, na przykład ogrodnictwo, nauka języków i tym podobne. 

Anna Szpilewska – Muzyczny Kraków: Mamy teraz trudny czas. Pandemia, kwarantanna. Jest pani bardzo odważna, ponieważ zrobiła festiwal w takiej rzeczywistości. Dobrze, że nie zapomniała pani przypomnieć swoim współpracownikom, o maskach, dezynfekcji i dystansie. To bardzo odpowiedzialne z pani strony. Jednak kwarantanna nie ominęła pani tak samo jak każdego z nas. Co pani robiła w tym trudnym okresie? Widziałam, że pani gotowała, czytała, zajmowała się szydełkowaniem. Czy bawiła się pani z dziećmi? Starszy jest już dorosły. A córeczka? Niektórzy mówią, że na kwarantannie ludzie albo bardzo się kłócą, albo zbliżają się do dzieci / połówek, albo szukają złotego środka w komunikowaniu. Jak było w pani przypadku? 

Tak, to jeden z najbardziej odpowiedzialnych i skomplikowanych projektów w całym moim doświadczeniu organizacyjnym. Jestem bardzo wdzięczna zespołowi Willi Decjusza za ich wsparcie. Willa ma teren, który można kontrolować. Dzięki temu projekt nie został zamknięty, jak wszystkie inne otwarte projekty, gdy Kraków wszedł do żółtej strefy. Tak więc nasz limit dla odwiedzających wynosił tylko 100 osób. Jest to katastrofalnie mało jak dla organizatorów. Przygotowaliśmy obszerny program, jednocześnie mieliśmy różnorodne działania, z których każdy posiadał własną publiczność. Dlatego z jednej strony boli, gdy niewielka liczba osób jest na wykładzie, ale z drugiej zdaliśmy sobie sprawę, że chodzi o bezpieczeństwo i reputację ArtPicnicu jako odpowiedzialnego projektu.

Bardzo uważnie to obserwowaliśmy i uczyliśmy się od partnerów wytrwałości i dokładności w najdrobniejszych szczegółach. Były chwile, kiedy nie można było wpuszczać chętnych. Te osoby zostawały na poza terenem Willi Decjusza i słuchały naszych koncertów z zewnątrz, ale były z nami. To z jednej strony dziwne, a z drugiej bardzo piękne, bo jesteśmy ludźmi, którzy nawet przez przeszkody, maski, dystans – pragnęli uczestniczyć w wydarzeniu. Chcemy być razem z innymi, komunikować się… żyć. 

Jeżeli chodzi o kwarantannę, to ona stała dla mnie szansą, którą wykorzystałam maksymalnie. Teraz mieszkam w dwóch krajach. W Polsce uczą się dzieci, więc ciągle tu przyjeżdżam, na Ukrainie mam zupełnie inne życie. Ale na kwarantannie postanowiłam zostać z dziećmi w Polsce. A potem rozpoczął się proces przygotowania do ArtPicnicu, a potem sam Picnic… i to chyba najdłuższa moja podróż. My z rodziną lubimy być razem.  

Okazało się, że jesteśmy zgraną drużyną. Każde z moich dzieci jest wyraźną osobowością, każde posiada swoją indywidualną kreatywność.. Ale mamy wiele wspólnych zainteresowań. Rysowaliśmy, gotowaliśmy, nauczyliśmy się robić chleb na żywym zakwasie, zostaliśmy ogrodnikami i zaczęliśmy uprawiać jagody, zioła i warzywa, robiliśmy generalne sprzątania, po prostu rozmawialiśmy i cieszyliśmy się spędzonym razem czasem. 

Anna Szpilewska – Muzyczny Kraków: W jednym z wywiadów padło pytanie „Jaki jest przepis na sukces?” pani dała bardzo mądrą odpowiedz. W końcu wszyscy widzą nasze zwycięstwa i nikt nie zauważa, ile razy zawiedliśmy. Proszę o kilka ciekawych sytuacje z życia. Mogą być zabawne, może też inne. Przecież przeszła pani lekcję życia?

Całe życie przechodziłam przez jakieś przeszkody i to straszne „nie”. Tak często to słyszałam, że w pewnym momencie zdałam sobie sprawę, że „nie” kształtuje i daje szansę na „tak” w długim potoku życia. Zdarzają się przypadki typu szansy, lub po prostu jakiś fart. Sukces uważam za efekt uboczny życia osoby, która żyje własnym życiem. To bardzo obszerny temat. Nie mamy teraz czasu, żeby jego rozwinąć. Ale bardzo ważnym jest usłyszeć swój wewnętrzny głos w tym wielogłosowym świecie. Niestety nie udaje się to wielu ludziom. Fajnie jest, że w każdej chwili możesz zacząć słuchać siebie i budować swoje życie w sposób naturalny. Wtedy sukces jest nieunikniony, tak również jak  i porażka. Bo nie ma jednego bez drugiego. Wygrywa ten, kto jest gotowy na porażkę. 

Jeżeli chodzi o opowieści: miałam trudne dzieciństwo, pochodzę z rodziny z małym budżetem. Jestem dyslektykiem i dysgrafikiem, o charakterze buntowniczki i woluntarystki. Niezbyt pasowałam do sowieckiej idealnej rzeczywistości. Byłam pod bardzo dużą presją nauczycieli, którzy prorokowali mi okropne obrazy przyszłości. A ja marzyłam o zostaniu artystą, rzeźbiarzem. Nie wiem dlaczego nauczyciel rysunku powiedział mi kiedyś: „Nie zrobisz tego, nic ci się nie uda”. Poszłam na studia, uzyskałam najniższy, ale wystarczający wynik. I… moje miejsce zostało oddane dla chłopaka ze wsi. Był taki program w sowieckich czasach, aby wspierać młodzież pochodzącą z wiosek. Nie trafiłam na studia. Ale w końcu się udało, potem los rzucił mnie do telewizji. Zajmuję się sztuką. Mam więcej niż mogłabym marzyć, dziewczyna – nieudacznik. Ponieważ żyję i słucham siebie. Miałam na koncie wiele porażek, ale ten nauczyciel bardzo się mylił co do mnie. Ponieważ nie zawsze okoliczności decydują za nas, możemy również podjąć decyzję i pokazać swój charakter. 

Anna Szpilewska – Muzyczny Kraków: Zastanawiam się, jaka krew płynie w pani żyłach. Powiedziała kiedyś pani, że jest to mieszanka wybuchowa. Czy udało się dowiedzieć więcej o swoich przodkach?

Oprócz ukraińskiej mam polską krew. W akcie urodzenia mamy jest nawet napisane, że babcia jest Polką. Podejrzewam, że to nie tylko Polacy, ale żydowscy Polacy. Jedni mieszkali w Krakowie, inni gdzieś we Lwowie, ich wszystkich bardzo dręczyła władza, wysyłała na Syberię, odbierała majątek. Straszne były czasy dla ludzi. Ale szczegółowo niestety nie zostało to jeszcze wyjaśnione. Od lat buduję drzewo genologiczne rodziny… Na razie jest ciężko. Ale „miks” się rozwija i to dość potężny! Tak jak ja to czuję, mam również skandynawską i cygańską  krew. Wszyscy jesteśmy mozaiką różnych narodów. Wydaje mi się, że bardzo ważne jest, aby szanować, rozumieć… Oczywiście, mieć własną definicję siebie, tym, kim jesteś. Ważne też jest nie zapominać, skąd jesteś. 

Anna Szpilewska – Muzyczny Kraków: Nasza strona internetowa nazywa się Muzyczny Kraków i relacjonuje wydarzenia kulturalne, w szczególności muzyczne. Więc chciałabym zadać następujące pytanie: Jaka muzyka gra teraz w pani słuchawkach? Jakie kompozycje muzyczne słucha pani, gdy robi pani coś kreatywnego, wypoczywa?

Ma pani talent do zadawania dokładnie tego, o czym mogę opowiadać godzinami (śmiech)

Jestem różnokolorowa. Muzyka jest wszechświatem. Nie można usunąć jakiegoś koloru, w obrazie mojego świata wszystko jest ważne. Dlatego muzyka to moje kolory, w których koloruję moje życie, inspiruję się, odzyskuję, marzę, pracuję, tańczę, zakochuję się… I nie może być jednakowa. Na Wawelu wiosną lubię spacerować z Pergolesim i Stabat Mater. Kiedy mam liryczny humor, potrzebna jest wiolonczela, mogę posłuchać ciekawych teho teardo & blixa bargeld. A ile dziś ciekawych kierunków muzycznych: Lowercase, Rap, Indie music i wszystkie jego style, Future Bass, Soul & R ‘ n ‘ B, Wonky, Trep… Jest sporo muzyki elektronicznej, nie będę nawet zaczynać wymieniać.

Prowadzić samochód serpentynem Amalfi w nocy z Daft Pank. Spacerować w kaloszach po kałużach w deszczu słuchając Bjork. Rysować z Davidem Bowie. Uwielbiam beat boxing i zespół Stomp grający na zwykłych rzeczach od patelni po gazetę. Po Krakowie miło jest chodzić z muzyką Brahmsa, Chopina lub słuchając arii z dzwonkami Lakme. Bardzo lubię ciekawy kobiecy wokal Annie Lennox, Janice Joplin, Kate Bush, Lucinda Williams, Tanita Tikaram, PJ Harvey, Cesaria Evora, Roisin Murphy, Morcheeba, Celeste, Skunk Anansie i w tym duchu. I jaką piękną mamy teraz ukraińską muzykę, niesamowitą ilość zespołów: DahaBraha, Pianoboj, Jamala, Odyn w kanoe, Bitanga, AlonaAlona, Jerry Heil, Onuka, Vogonovazhati, Gapochka… Proszę mnie zatrzymać!

Tu musi być piosenka 🙂 I jako DJ radiowy z ogromnym stażem „wstawiam»”kompozycję zespołu GrozovSka Band Sumno (Smutno)

Dziękuję serdeczne za wspaniałą rozmowę, życzę zdrowia i sukcesów, na Ukrainie, w Polsce, i na świecie!

Art Piknik w Willi Decjusza odbył się w dniach 24 do 30 sierpnia 2020 roku.

Default image
Anna Szpilewska
Muzykolog, dziennikarz muzyczny, początkująca pisarka, absolwentka Akademii Muzycznej we Lwowie. Pracowała jako dziennikarz w Lwowskiej Filharmonii, a także nauczyciel teorii w szkole muzycznej "Dudaryk". Odbyła praktykę w gazecie "Lwowska poczta" i w lwowskim radiu. Pisze teksty dla różnych magazynów, stron internetowych, blogów. Aktualnie mieszka w Krakowie i stara się rozwijać, rozwija też uczniów w szkole muzycznej jako nauczyciel gry na pianinie. Pisze teksty dla różnych mediów. Uwielbia muzykę klasyczną, jazzową, folkową.
Skip to content