Relacja z koncertu Mikromusic w Klubie Studio

Codzienność opowiedziana za pomocą niecodziennych brzmień – tak w skrócie mogłabym podsumować koncert zespołu Mikromusic w Klubie Studio. Muzycy zaprezentowali się krakowskiej publiczności w ramach trasy promującej płytę Kraksa.

Tak specyficzny rodzaj muzyki wymaga wejścia w odpowiedni klimat. To zadanie perfekcyjnie wykonała Asia Nawojska, która przy pomocy swojego głosu i pianina oraz towarzyszących jej smyczków wyciszyła publiczność. Lekkość przenoszenia własnych myśli na muzykę i ekspresyjny sposób wyrażania emocji przykuwały uwagę słuchaczy. Po raz pierwszy miałam styczność z twórczością tej artystki i było to przyjemne spotkanie. Zupełnie inne odczucia towarzyszyły mi prawie dekadę temu podczas “zderzenia” z zespołem Mikromusic.

Był rok 2013 i utwór Takiego chłopaka można było usłyszeć niemal wszędzie. Powiedzieć, że mnie irytował, to jakby nic nie powiedzieć. Niechęć do tej piosenki sprawiła, że z twórczością zespołu nie miałam zamiaru się zapoznawać. I to był błąd, bo kiedy 3 lata później trafiłam przez przypadek na ich koncert, zbierałam przysłowiową szczękę z podłogi. Nie wiem, czy istnieje coś takiego jak dekalog wzorowego melomana, ale jeden z punktów powinien brzmieć: “Nie oceniaj zespołu po jednej piosence“.

Utwory, które w piątkowy wieczór zaprezentował zespół to oparta na kontrastach opowieść utkana z ludzkich przeżyć: refleksyjna i relaksującą, przeszywająca i kojąca jednocześnie. Muzycy stworzyli bezpieczną przestrzeń do przeżywania emocji. Niewątpliwie duże znaczenie miały słowa – jak zwykle proste, ale stroniące od tandety. Podobno ironia to trudna figura retoryczna. Biorąc pod uwagę reakcje publiczności i zaangażowanie w trakcie koncertu, na sali znalazły się osoby z niebanalnym poczuciem humoru i przyzwyczajone do rozszyfrowywania dowcipnych tekstów.

Muzycy wzmocnili przekaz słów przestrzennym brzmieniem niezakłóconym przeładowaniem aranżacyjnym. Namalowali melodyjne tło dla wyrazistego wokalu. Nie będę ukrywać, że jestem wielką fanką barwy głosu Natalii Grosiak. Nie miałabym nic przeciwko, gdyby cały koncert składał się wyłącznie z jej wokaliz. Ona nie śpiewa, tylko hipnotyzuje. Łapie za rękę i powoli prowadzi nas przez historie opowiadane za pomocą dźwięków, a my jako słuchacze nie musimy się niczego obawiać. Mamy pewność, że bezpiecznie wrócimy z tej podróży.

Na koniec muszę wspomnieć o tytułowej Kraksie, która odeszła dzień po premierze płyty. Pies to podobno najlepszy przyjaciel człowieka i ja się z tym zgadzam. Dla niego nie liczy się nasz wygląd, tytuły naukowe, status materialny, a jedynie to, jakimi jesteśmy ludźmi i sposób w jaki go traktujemy. Od razu wyczuwa fałsz. To trochę przypomina mi sposób, w jaki często odbieramy muzykę – wybitne umiejętności wokalne, wirtuozeria instrumentalisty, kwiecisty język tekstów i spektakularna oprawa sceniczna nie mają znaczenia, jeśli za twórczością nie stoją szczere intencje, prawdziwe emocje i szacunek do odbiorców. Wprawiony słuchacz takie rzeczy czuje.

Autorką zdjęć jest Monika Stachnik-Czapla. All Rights Reserved.

Podziel się swoją opinią
Obrazek domyślny
Monika Słupek

Studentka biofizyki. Sopran w chórze rozrywkowym, z różnym skutkiem próbuje grać na gitarze. Uwielbia zabiegany tryb życia oraz ciągły rozwój, sport i muzykę pod każdą postacią. Słucha bardzo różnorodnej muzyki z naciskiem na tę mało komercyjną. Noce poświęca na wyszukiwanie ciekawostek muzycznych.

Skip to content