Pasja Według Świętego Jana. Dzieło godne wyrzeczeń.

foto: Wikimedia Commons – repozytorium wolnych zasobów.
Johann Sebastian Bach. Foto: Wikimedia Commons – repozytorium wolnych zasobów.

Jak ubogie byłyby Święta Wielkanocne, gdyby nie cała otoczka kulturalna, jaką na przestrzeni wieków wykształciła kultura zachodnioeuropejska. A może „otoczka” to złe określenie? Może to właśnie liczne piety, rzeźbione w drewnie czy marmurze, malarstwo pasyjne i wreszcie nabożna muzyka stanowią o niezwykłości tego okresu? Żadne bodaj wydarzenie biblijne nie doczekało się tylu opracowań muzycznych, co właśnie opowieść o męce Pańskiej. W tym roku po jedną z największych kompozycji Jana Sebastiana Bacha, Pasję według Św. Jana, sięgnęła Capella Cracoviensis pod dyrekcją Kai Wessela. Partie solowe wykonali znakomici członkowie zespołu: Jolanta Kowalska-Pawlikowska (sopran), Łukasz Dulewicz (alt), Karol Kozłowski (tenor, ewangelista) i Sebastian Szumski (bas, Jezus). Partie chorałowe zaś zostały wykonane przez chór Dominanta Uniwersytetu Ekonomicznego oraz chór I Liceum Ogólnokształcącego im. Bartłomieja Nowodworskiego.

Ktoś, kto choć trochę orientuje się np. w kantatach Bacha, wie jaka to muzyka. Pasja Janowa to jednak coś o wiele większego. To monumentalna budowla dźwiękowa, dramaturgiczna, ale przede wszystkim pomyślana jako misterium. Choć wśród muzykologów panuje przekonanie, że pierwsza z pasji napisanych dla kościoła św. Tomasza w Lipsku ustępuje drugiej, czyli tej opartej na relacji św. Mateusza, nie umniejsza to Pasji Janowej ani trochę. Tekst Ewangelii wg św. Jana „nie chciał” poddać się muzycznemu opracowaniu, dlatego Bach uzupełnił go ustępami z Ewangelii. wg. św. Mateusza, która relację o śmierci Chrystusa podaje przystępniej.

Już sam wstęp instrumentalny zawiera tak ogromny ładunek emocjonalny, że nie sposób oprzeć się wrażeniu, że muzyka będzie „mówić” o rzeczach wzniosłych i przejmujących. Zespół świetnie pokazywał opóźnienia harmoniczne, które czasem „gryzły” zamierzonymi półtonami i nierozwiązywanymi trytonami. Narastanie napięcia znajduje swą kulminację w wejściu chóru na słowach „Herr, Herr”. Owa kulminacja jednak nie osiągnęła oczekiwanego apogeum z powodu zaledwie podwójnej obsady czterogłosu. Bardzo dobrze pod tym względem brzmiał turba przy wykonywaniu chorałów. Mimo bardzo dużej obsady selektywne były spółgłoski na końcach słów, co często stanowi piętę achillesową chórów, nawet najlepszych.

Dramaturgia utworu postępowała doskonale dzięki doskonałym recytatywom Karola Kozłowskiego. Jako ewangelista przykuwał on uwagę zarówno siłą brzmienia głosu jak i emfazą, z jaką wykonywał ustępy narracyjne, czy dialogi z Piłatem czy Jezusem (Sebastian Szumski). Również arie sopranowe i altowe wykonano z należytą precyzją, nie forsując temp (doskonała interpretacja arii „Ich folge dir gleichfalls” przez Jolantę Kowalską-Pawlikowską). Coś, czego znów trochę zabrakło w ariach altowych, to moc. Mimo przestrzeni w dźwięku i łagodnego tembru, głos Łukasza Dulewicza okazał się miejscami niesłyszalny. Warto dodać, że skład instrumentalny miał obsadę optymalną, do której dodanie lub usunięcie jakiegoś instrumentu smyczkowego zaburzyłoby proporcje brzmieniowe.

Ostatnia rzecz, na którą muszę zwrócić uwagę, to kwestia wyboru miejsca wykonania. Bez wątpienia lepszym okazałby się dowolny kościół, będący w stanie pomieścić zespół. Muzyka spokojnie zniosłaby wówczas pomniejszenie chóru, gdyż jego siła brzmienia broniłaby się akustyką kościoła. Jak widać genius loci jest niezmiernie ważny przy wykonywaniu muzyki, szczególnie TEJ muzyki. Wydaje mi się, że niezależnie od tego, czy ktoś jest wierzący, czy nie, wysłuchanie dowolnej Pasji bachowskiej w jej docelowym miejscu przeznaczenia, czyli świątyni, potęguje wrażenia estetyczne towarzyszące odbiorowi. Również problemy związane z nasyceniem dźwięku rozwiązałyby się same, lub przynajmniej nie byłyby tak słyszalne. Wiadomo, że spędzenie dwóch godzin w chłodnym kościele byłoby zdecydowanie trudniejsze, niż ten sam czas spędzony na wygodnych siedzeniach Filharmonii (nie mówiąc o wykonawcach), ale jednak może to dzieło Jana Sebastiana Bacha jest godne tego wyrzeczenia?

Relacja z koncertu Capelli Cracoviensis w Filharmonii z 13 kwietnia b.r.

Default image
Damian Kułakowski
Damian Kułakowski - dziennikarz, absolwent Akademii Muzycznej w Krakowie w klasie skrzypiec. Laureat XXXVI Olimpiady Artystycznej w sekcji historii muzyki (2012). Działalność publicystyczną prowadzi od wielu lat, pisząc na łamach Młodzieżowej Gazety Muzycznej. Teksty były publikowane w dodatku do Gazety Wyborczej oraz Beethoven Magazine. Na koncie ma wywiady z artystami takimi jak maestro Krzysztof Penderecki, Julian Rachlin, Janusz Wawrowski, Amandine Beyer. Jego pasją jest kolekcjonowanie płyt a także gra na altówce we wszelkich formacjach kameralnych.