recenzje wydarzenia Kraków 27 stycznia 2018

Orfeusz schodzi do piekieł

Wieczór 21 stycznia w Teatrze Słowackiego był prawdziwą idyllą muzyczną. Zespół „Le concert de l’hostel dieu”, prowadzony od klawiatury klawesynu i pozytywu przez Francka-Emmanuela Comte’a wraz z solistami (Céline Scheen, Heather Newhouse, Majdouline Zerari, François-Nicolas Geslot, Kevin Skelton, David Witczak, Étienne Bazola), wykonał dwie opery francuskie z czasów Ludwika XIV. Ciekawe, że pierwsza z nich, Les arts florissants , określona została przez twórcę Marc-Antoine’a Charpentiera podtytułem „idyle en musique”. W drugiej połowie wieczoru usłyszeliśmy La descente d’Orphée aux enfers (Zejście Orfeusza do piekieł) także autorstwa Charpentiera.

Les arts florissants to utwór powstały ok. 1685 roku i w swej alegorycznej treści wychwala Króla Słońce. Pojawiają się tam postacie takie jak Muzyka, Poezja czy Malarstwo. Z tym muzycznym pejzażem doskonale korespondowała słynna kurtyna Siemiradzkiego z przedstawieniami m.in. upersonifikowanych sztuk, w tym Muzyki. Druga z oper, Zejście Orfeusza do piekieł, to dwuaktowy utwór oparty na jednym z popularniejszych tematów wykorzystywanych w operach. Dzieło zawiera w sobie pochwałę zarówno miłości jak i muzyki, która może swą siłą pokonać nawet piekielne siły. Pluton przełamuje się pod wpływem namów Prozerpiny oraz pięknego śpiewu poety i wypowiadając słowa „Wracaj do jasnego dnia / Zakochany i wierny Orfeuszu” pozwala mu wrócić na ziemię z Eurydyką.

Partia Orfeusza wykonana przez Cyrila Auvity’ego mogła poruszyć nawet najtwardsze serca. Artysta śpiewał z sugestywną ekspresją, wnikając w niuanse tekstu, często okraszonego wyrafinowanymi porównaniami i figurami retorycznymi. Swym głosem Auvity oddawał bardzo zróżnicowane emocje: od nadziei po ból i żałość z powodu straty Eurydyki. Tenor różnicował dynamikę czasem w sposób skrajny (fortissimo/pianissimo), a czasem modulując ją tylko nieznacznie. Zespół instrumentalny złożony z dwojga skrzypiec, dwóch fletów (różnego rodzaju) oraz consortu viol wraz teorbą także spisał się znakomicie. Szczególnie homogenicznie brzmiały viole da gamba, których rola wykonawcza wzrosła ze względu na niski rejestr wraz z przeniesieniem się akcji dramatu do otchłani Hadesu.

Francuska opera XVII wieku to zjawisko w muzyce bardzo ciekawe, warte kultywowania ze względu na charakterystyczne walory brzmieniowe, wynikające m.in. z bogatej ornamentacji, którą instrumentaliści realizowali ze smakiem i znawstwem. Po raz kolejny na tegorocznej edycji Festiwalu wizja piekła francuskiego kompozytora okazała się „idyllą muzyczną”

  • Foto: Alicja Wróblewska /materiały prasowe organizatora/

podobne publikacje