recenzje 25 września 2019

Opowieści wigilijne, część 1. “Radosny profesjonalizm nie musi być oskymoronem”

Wakacje – czy ktoś jeszcze pamięta, że były? Ja już prawie nie. A nie tak dawno się skończyły. Na Scenie ZOUZY w tym leniwym fajnym czasie odbyły się trzy koncerty, o których obiecałem napisać. Raz wykonawcy, dwa razy sobie. Trzy koncerty i trzy różne historie. Trochę jak opowieść wigilijna – przeszłość, teraźniejszość i przyszłość. Albo bardziej metafizycznie – ciało, serce i duch.

A zatem jedźmy…. Pierwsza opowieść będzie o łączeniu ognia z wodą czyli o połączeniu profesjonalizmu, który zawsze kojarzył mi się z chłodem i wstrzemięźliwością (spotkania biznesowe, wizyty u lekarza specjalisty itp.) z zupełnie do niego nie przystającą spontanicznością i radością.

Koncert zespołu „Po skosie” był ostatnim z trzech wakacyjnych. Ja go zapamiętałem jako koncert szczęśliwej, dobrze bawiącej się i zaangażowanej publiczności. A nic tego nie zapowiadało . Zespół „Po skosie” to „rozmiarowo” chyba największy band, który wystąpił w ZOUZ-ie – 5 osób, do tego klawisze i perkusja! Zatem już samym swoim rozłożeniem się wzbudzili respekt. Swoimi wykonaniami również dość szybko potwierdzili wysoki poziom profesjonalizmu. Szybko dało się zauważyć, że nie ma tam żadnej amatorszczyzny w tym graniu i trochę się zmartwiłem, bo takie mam przeświadczenie, że profesjonalizm zabija emocje i spontaniczność, a do tej pory w ZOUZie to one były najważniejsze.

Ale pomimo tego, że lat mam już dużo i doświadczeń też nie mało, życie raz na jakiś czas zaskakuje mnie czymś nowym i tak też było w tym przypadku. Profesjonalnie wykonywane utwory nie przeszkodziły w wybuchu spontanicznej radości i dobrej zabawy, nie wystraszyły publiczności i nie zdystansowały zespołu. I finalnie okazało się, że tak rozbawionej i zaangażowanej publiczności chyba ZOUZA jeszcze nie gościła.

W zasadzie to koncert miał charakter mocno ekskluzywny, taki trochę dla najbliższych, których zgromadził się cały lokal i od pewnego momentu to można było się zastanawiać, czy to koncert jeszcze czy już impreza. Zespół konwersował z publiką, publika przekomarzała się z zespołem, a wzajemne chichy i chachy przeplatały fajne, profesjonalne wykonania coverów i utworów własnych zespołu.

Gdy szukając light motywu do tekstu zapytałem Mary – menadżerkę ZOUZY, która muzykalność ma w genach po Tatusiu, co jej najbardziej utkwiło w pamięci z tego koncertu to powiedziała, że właśnie to, że jeszcze nigdy się nie zdarzyło na Scenie Zouzy, żeby publiczność znała piosenki zespołu, ale te własne – a nie covery. I w sumie wykonanie tych własnych utworów zespołu, wspierane przez publiczność robiło największe wrażenie – zaangażowaniem, emocjami i funem – takim czystym i beztroskim.

Właśnie na tych kawałkach objawiała się najmocniej więź publiczności z zespołem. I właśnie w tych kawałkach widać było w zespole najwięcej emocji, identyfikowania się ze śpiewanymi tekstami i oddającą emocje tych słów linią melodyczną. A publiczność to czuła i poddawała się tej wibracji tym mocniej.

Jeśli to ma być opowieść wigilijna, to powinna być jakaś pointa. Mój ulubiony guru, Jacek Walkiewicz mawia: pasja rodzi profesjonalizm, profesjonalizm daje jakość, a jakość to jest w życiu luksus. Historię o pasji i profesjonalizmie opowiedział nam podczas swego koncertu zespół „Po skosie”. Publiczność w ZOUZie dorzuciła od siebie klimat i beztroską zabawę, udowadniając że ta nie kłóci się z profesjonalizmem i pokazując, że jeśli ktoś wkłada serce w to co robi, to odbiorca sercem się odwdzięcza.

autor tekstu i zdjęć – TOMASZ MICHALCZYK

podobne publikacje