news recenzje 11 października 2019

Opowieść wigilijna, część 3: o nadziei, którą dla ZOUZY wyśpiewał Franciszek Handke z kolegami

W zamyśle autora 3-cia część opowieści wigilijnej, sięgającej do wakacyjnych koncertów, miała być pożegnaniem z ZOUZą i miała być o nadziei. Kanwą do niej stał się występ Franciszka Handke z kolegami.

Franciszek zapowiadał się bardzo niepozornie, jako niewinny i nieśmiały młody człowiek, a na scenie okazał się przebojowym dynamicznym wykonawcą, nie tylko dobrze śpiewającym, ale doskonale robiącym show. Nie był perfekcyjnie przygotowany, nie wszystkie teksty pamiętał, trochę improwizował, ale pomimo to stworzył widowisko muzyczne. A wybitnie pomogli mu w tym koledzy. I gitara sztuk jeden.

Pierwsza część koncertu to popis Franciszka, potem dołączyli do niego koledzy. Poza coverami chłopcy wykonali kilka swoich utworów, swoje chwile miał niejaki SEBA (nie zanotowałem imienia i nazwiska niestety), ale najmocniej utkwił mi w pamięci śpiewany wspólnie z Franciszkiem Ziębą (autorem tekstu) utwór o aptecznym tytule „Acodin”. Już w pierwszej zwrotce chłopaki uświadomili mi, ze cała ta nadzieja jest chyba mocno przereklamowana. Cytuję:

Daj 4 złote
Przecież mnie i tak już nic nie pomoże
nie wiem czemu wciąż mówisz o nadziei
może ja wcale nie chcę się zmienić

Dalej jest dużo mocniej, dosadniej, do śpiewania, ale nie do druku chyba 🙂 Dalej jest o realnym życiu, dylematach dorastania i uciekaniu w „lewitowanie”, które na chwilę dawało szczęście i pozwalało nie myśleć o przyszłości i enigmatycznej dla młodych ludzi nadziei.

Chciałem ubarwić rzeczywistość
Chciałem wyostrzyć zmysły
znajomi mówili ,że się zmieniłem
byłem głupi i w porę nie rzuciłem

Paradoksalnie tekst w swym wydźwięku poważny i smutny zaśpiewany został radośnie, z werwą i śmiechem. Choć wcale nie kończy się radośnie:

A gdyby tak wziąć ACODIN
i trochę marichuany
oczywiście wszystko popić wódką
i nie myśleć, co przyniesie jutro

Więc czy teraz dasz mi te 4 złote…?
Przecież mnie i tak już nic nie pomoże

A ja pomimo to po tym koncercie byłem pełen nadziei i wiary. Skąd ona? Otóż na koncercie objawiła się z Frankiem Handke świetna ekipa świetnych młodych ludzi, z krwi i kości. Ludzi błądzących, robiących w życiu głupoty, których robić się nie powinno (moje domysły, dowodów brak), ale pomimo to szukających siebie i sensu w słowie (własne teksty) i muzyce. W takim ogniu rzeczywistości wykuwają się prawdziwe charaktery – nie w rzędzie grzecznych ubranych w mundurki chłopców i dziewczynek, bezmyślnie wykonujących rozkazy, ale wśród buntowników zmagających się z realnością codzienności i szukających swojej drogi w szamotaninie z życiem. To skąd ta nadzieja, skoro mowa o szamotaninie i zmaganiach? Nadzieja w tym, że w tym poszukiwaniu odnaleźli drogę w tworzeniu tekstów i śpiewaniu. I może to naiwne, ale głęboko wierze w to, co kiedyś napisał Goethe: “Gdzie słyszysz śpiew – tam wchodź, Tam dobre serca mają. Źli ludzie – wierzaj mi – Ci nigdy nie śpiewają.”

Dzięki tym ludziom uwierzyłem, że istnieje jeszcze alternatywa – i dla Acodinu i dla wszechobecnego szklanego ekraniku. Muzyka stała się dla nich sposobem na życie, na relaks, na ucieczkę od codzienności albo… stała się dla nich codziennością. Uderzyło mnie to w czasie przerwy – kiedy w piękny lipcowy wieczór wszyscy wyszli na zewnątrz, wspomniany SEBA zabrał krzesło, gitarę i …. w przerwie między występami poszli sobie …. pograć. No czyż nie urocze?

Ta cudowna młodzież dała mi jeszcze jedną nadzieję – uwierzyłem w sens tego, co było realizowane jako Scena ZOUZY. I zaśpiewali o tym dwaj Frankowie w akapicie:

I w sumie to czasem się o siebie martwię
zwłaszcza kiedy przekraczam śmiertelną dawkę
I tak bardzo boję się śmierci, ale bardziej boję się
braku miejsca dla mnie w twojej pamięci.

Kiedy usłyszałem te słowa uśmiechnąłem się – wiedząc już, jaki los czeka ZOUZĘ – uświadomiłem sobie, że kilka osób zawsze będzie ją mieć w swej pamięci. A to jest ważniejsze od śmierci. Nie zdawałem sobie wtedy sprawy, uśmiechając się, jak Ona jest blisko nas, przekonaliśmy się kilka tygodni później, kiedy mentorka ZOUZY wylądowała w szpitalu na oddziale udarowym….. Dokładnie w dniu koncertu Vino i kapelusze.

ZOUZA biznesowo nie była sukcesem, za pieniądze w nią zainwestowane można byłoby odbyć kilka fajnych podróży po świecie. Jednak oceniając ten czas i te zmagania przychodzą mi do głowy słowa Władysława Bartoszewskiego o tym, że są w życiu rzeczy, które opłaca się robić, ale nie warto i są rzeczy, których się nie opłaca robić, ale warto. ZOUZA wpisała się w katogorie tych, które choć nieopłacalne okazały się wyjątkowo wartościowe. Zamiast wielu podróży po świecie osobom związanym z nią od początku do końca zapewniła możliwość odbycia podróży bezcennej, którą wcześniej czy później każdy odbyć powinien – podróży wgłąb siebie. I oczywiście nie taki był zamiar, to miał być zwykły biznes, a zmienił się w przygodę. Kosztowną, trudną i wymagająca wielu poświęceń, ale ciekawą i wartościową.

ZOUZA dziś kończy swoją działalność i kończy się też projekt Sceny ZOUZY. Umierać żal, ale dzięki tym 20-stu koncertom wierzymy, że nie zostanie zapomniana, że w pamięci przynajmniej części z tych występujących, tych odwiedzających i tych przy tych koncertach pracujących pozostanie. Jako epizod, chwila, na tyle jednak fajna, że na jej wspomnienie pojawiać się będzie uśmiech na twarzy.

Zapraszamy dzisiaj na ostatni koncert. Czy artyści będą fajni? Nie wiem, każdy z poprzednich 19 nas czymś zaskakiwał. Ale na pewno będą chcieli dać z siebie to, co najlepsze, na pewno będą to robić z sercem i na pewno będzie to sposób na realizację ich marzeń. Spędzać czas z takimi ludźmi to przywilej – uwierzcie mi, kilkanaście razy mam za sobą 🙂

Cafe ZOUZA – Franciszek Handke:

autor tekstu i zdjęć – TOMASZ MICHALCZYK

podobne publikacje