fotogaleria recenzje 9 października 2019

Opowieść wigilijna 2: o tym, jak ZOUZA gościła dziewczynę, która spełnia marzenia

O marzeniach wszyscy piszą. Definicji i wszelakich prawd na ich temat jest mnóstwo. Ale naprawdę fajne nie jest mówienie o nich, ale ich spełnianie. W wakacje ZOUZĘ odwiedziła dziewczyna, która marzenia spełnia. Nazywa się Julia Niedzielin.

Natchnieniem dla nazwy i idei Caffe ZOUZA była argentyńska wokalista jazzowa Karen Souza, która zainspirowała właścicieli narkotycznymi, głębokimi i ciepłymi wykonaniami popularnych utworów popowych. Wokalistka, która nie sili się na autorskie przeboje (choć takie też ma w repertuarze), ale potrafi swym niesamowitym głosem wyczarować magiczny nastrój z tych znanych kompozycji (Every Breath You Take, Creep). Ta muzyka stała się na swój sposób ucieleśnieniem marzeń o ciekawym, ciepłym, przytulnym i wyjątkowym miejscu, gdzie będzie miło przysiąść przy czymś smacznym i dać się otulić ciepłym jazowym dźwiękom. Julia na chwilę pozwoliła spełnić te marzenia w całej okazałości.

Julia to w moim przypadku była miłość od pierwszego usłyszenia. Krzątałem się na dachu REGENT-a podczas prób laureatów koncertu Niemena. Pomagałem w rozkładaniu kabli, przenoszeniu gratów itp., jednym okiem (i uchem) zerkając na kolejnych wykonawców. Kiedy usłyszałem piosenkę Sade „Smooth operator” stanąłem i nie ruszałem się aż do końca wykonania młodej, nie znanej mi wtedy dziewczyny. Byłem pod takim wrażeniem, że jak tylko skończyła podszedłem do niej i powiedziałem „Jejku, dziewczyno jak Ty śpiewasz”. Uśmiechnęła się dziękując. Wiem, konwersacja nie na artykuł. Ale prawdziwa. Po jakimś czasie pojawiła się na koncercie w ZOUZIe.

Jak Julia śpiewa? Gęsto, ciepło, miękko. I błogo. Jej głos działa jak głaskanie na kota, dusza zaczyna mruczeć. Muzyczny Kraków ma na swojej stronie takie motto chyba Franka Zappy o bezsensowności opisywania muzyki słowami. Przy Julce człowiek zaczyna czuć jego głębie, bo cały czas ma się przeświadczenie, że słów brak, żeby to śpiewanie opisać. Jest w życiu tak, że jesteśmy w stanie innym wybaczać błędy, niedociągnięcia albo zachowania, których nie lubimy, jeśli w zamian dostajemy coś wyjątkowego.

Dobremu uczniowi odpuszcza się chwilową niedyspozycję, a swoim dzieciom zachowania, które u innych dzieciaków doprowadzają do szału. Julka gadała jak najęta. Między poszczególnymi piosenkami zasypywała słowotokiem – i nie były to wystąpienia w stylu Demostenesa ani głębokie prawdy Margaret Thacher, ale takie zwykłe kolesiowskie ględzenie. Generalnie nie znoszę, jak wykonawcy silą się na monologi, generalnie uważam, że to muzyka ma być przekazem. A u Julki w ogóle mi to nie przeszkadzało, bo było swobodne i luźne, ale przede wszystkim, bo ciągle byłem w narkotycznym transie jej utworów, ciągle mruczałem.

Marzenia sią czymś odświętnym (a jakże – Jacek Walkiewicz), wyjątkowym. Dają siłę i nadzieję. Ich realizacja jednak najczęściej jest chwilą. I dojrzewamy do tego dopiero z czasem, że to chwile nadają sens bezmiernym minutom, godzinom, dniom i miesiącom szarego zwykłego życia. Jak małe gwiazdy na bezkresnym ciemnym niebie. Pamiętam, że pierwszy raz uświadomiła mi to Meryl Streep w swoim monologu w „Godzinach” *. To, jak to opisała było dla mnie uderzające (odsyłam, trudny film, ale warto). Teraz, wiele lat później jest zrozumiałe.

Ten wieczór w ZOUZie był taką krótką chwilą – wieczorem spełniania marzeń – właścicieli (odnalazłem potem też „Smooth operator” w wykonaniu Karen Souzy – ten Julki jest lepszy!), może Julki (pierwszy występ, zauroczona publika), a na pewno jej ojca. Kiedy spojrzałem na jego twarz dostrzegłem, że rozpiera go duma. Adam Niedzielin jest muzykiem z licznymi osiągnięciami i długim stażem. Potrafi ocenić to, co słyszy lepiej, niż wszyscy pozostali w lokalu razem wzięci. Spójrzcie na jego minę (załączam fotografię) – jego dusza mruczała bardziej niż moja. Jego córka błyszczała na miarę największych gwiazd, z jakimi grywał.

Julia, fajnie jest spełniać swoje marzenia, ale jeszcze cudowniej być osobą, która spełnia marzenia innych. Wkraczasz dopiero w dorosłe życie, wiele wyzwań jeszcze przed Tobą – zawodowych i osobistych. Trzymamy kciuki za Ciebie, obyś szła drogą którą obrałaś i bez względu na przeciwności losu – obyś nie przestała śpiewać.

* Clarissa Vaughn (grana przez Meryl Streep): Pamiętam, któregoś ranka wstałam o świcie. Poczułam, że życie stoi przede mną otworem. Pamiętam jak pomyślałam: Oto początek szczęścia. W tej chwili się zaczyna, i od tej chwili zawsze będę je odczuwać. Nigdy mi nie przyszło do głowy, że to nie był początek. To było szczęście. Ta chwila. Właśnie wtedy.


autor tekstu i zdjęć – TOMASZ MICHALCZYK

podobne publikacje