muzyka poważna recenzje 21 stycznia 2018

Nocne wizje Schönberga i Szymanowskiego

Pierwszy koncert Festiwalu „Opera Rara” przeniósł nas do piekieł, drugi zaś (wykonania w dniach 19,20,22 stycznia) owiany był nocną marą. Orkiestra Festiwalowa złożona z artystów z całej Polski pod dyrekcją Michała Dworzyńskiego, chór Capelli Cracoviensis oraz soliści: Evelina Dobračeva (sopran) i Andrzej Lampert (tenor) zaprezentowali monodram Erwartung Arnolda Schönberga (1909) oraz III Symfonię Pieśń o nocy Karola Szymanowskiego (1916. Obydwa dzieła, napisane w dwóch pierwszych dekadach XX wieku, łączy je wysoki poziom ekspresji zarówno muzycznej, jak i źródeł inspiracji. Oczekiwanie Schönberga opowiada historię kobiety poszukującej w nocy swego kochanka, który na koniec okazuje się martwy. Kompozycja, która wciąż zaskakuje odbiorców „szorstkością” i nietypowym sposobem ujęcia czasu muzycznego, wykonana była przez solistkę znakomicie. Warto nadmienić, że kompozytor wymaga w partyturze od wokalistki umiejętności śpiewania znacznych skoków, które rzadko układają się w intuicyjną linię melodyczną. To jedno z głównych założeń nowej techniki Schönberga tzw. Klangfarbenmelodie, oraz innowacyjnego języka muzycznego wykorzystanego w kompozycji.

Noc w wizji Szymanowskiego daje możliwość zgłębienia odpowiedzi na ważkie tematy egzystencjalne jak bóg czy byt, a w nie wplecioną miłość. Orkiestra Festiwalowa, chór Capelli Cracoviensis oraz solista Andrzej Lampert pozwolili zbliżyć się do ekstatycznych myśli kompozytora za sprawą żywiołowego wykonania. Szczególnie emocjonalnie i przejmująco brzmiały ustępy, w których soliście towarzyszył chór. Być może niezbyt fortunne było jego ustawienie przed orkiestrą, gdyż paradoksalnie czasem przykrywał on orkiestrę, pomimo znacznej przewagi liczebnej zespołu instrumentalnego. Doskonale sprawdziła się sekcja dęta wielkiego aparatu orkiestrowego – zawsze z wyczuciem balansu i zgraniem w ramach ensemblu. Czasem brakowało smyczków, zwłaszcza skrzypiec, które szczególnie ukochał Szymanowski. Wyróżniał się za to koncertmistrz orkiestry Radosława Pujanka, który ze smakiem i pielęgnacją dźwięku wykonał solowe ustępy Symfonii, co w Teatrze im. Juliusza Słowackiego nie jest łatwe, ze względu na dość „suchą” akustykę.

I na tym zakończyłbym kwestie muzyczne wieczoru. Soliści znakomici, orkiestra sprawna i zgrana. To co brzmiało, było dobre, chociaż chętniej usłyszałbym ten repertuar w sali z dogodniejszą akustyką.

Powody do krytycznej refleksji dostarczała „akcja sceniczna”, która mówiąc wprost dekoncentrowała słuchacza. Leżąca na środku sceny rozświetlona obręcz, do której początkowo przywiązany był linami tancerz (Wojciech Marcinkowski) najpierw intrygowała, jednak w pewnym momencie na scenie zaczęło dziać się zbyt dużo. Wychodzące zza kulis postacie przypominały pracowników zakładu psychiatrycznego (może to „subtelne” nawiązanie do psychoanalitycznych zainteresowań Schönberga?). Nie można odmówić wysokich umiejętności tancerzowi, pojawia się jednak pytanie o zasadność takiej choreografii. Niestety jako słuchacz odniosłem wrażenie, że mało powiązane ze sobą zabiegi sceniczne i zbyt jaskrawe oświetlenie odwracają uwagę od tego co najważniejsze: od muzyki.

O ile w Erwartung zrozumiałe było zastosowanie choreografii (jest to bądź co bądź monodram), o tyle III Symfonia ucierpiała znacznie. Reżyser próbował chyba połączyć wątek nocnych poszukiwań zagubionego ukochanego z nocnymi wizjami o zjednoczeniu podmiotu lirycznego z bytem i bogami. Przed nawias można wyłączyć noc, nic poza tym. Czemu miał zatem służyć nagi tancerz stojący głównie tyłem do publiczności? Czy reżyser chciał nawiązać do homoerotycznych skłonności Szymanowskiego i zbyt dosłownie zinterpretował pierwszy wers tekstu Rumiego: „O nie śpij druhu nocy tej”?

Moje oczekiwania z każdą godziną przed koncertem rosły. Liczyłem na ucztę muzyczną, choć wiedziałem o planowanej grze scenicznej. Nie spodziewałem się, że ta ostatnia tak bardzo zdominuje wieczór. W relacji z koncertu inauguracyjnego zwróciłem uwagę na to, że współczesny odbiorca potrzebuje czasem dodatkowych bodźców np. wizualnych. Moim zdaniem Erwartung i Pieśń o nocy to kompozycje, które bronią się bez dodatkowych elementów. Podczas sobotniego wieczoru muzyka zamiast prowadzić zaledwie towarzyszyła, i to w tle, a większość uwagi skupiła na sobie choreografia, która w niewielkim stopniu oddawała warstwę słowną kompozycji. Odnalezienie równowagi dla zróżnicowanych środków wyrazu, które mają rozjaśnić często skomplikowane meandry muzyczno-literackie, to trudne zadanie. Realizacja Pawła Świątka nie przekonała mnie. Była to jednak pierwsza próba zmierzenia się z „operą” tego młodego reżysera, szukającego rozwiązań w teatrze idei i filozofii.

Share

podobne publikacje