koncerty Kraków muzyka poważna recenzje 27 grudnia 2014

Mistrzowski Finał Kursów Dyrygenckich

10841975_740837085993737_7190429844670319677_o (1)

Dominika Peszko i OAB / fot. Europejskie Centrum Muzyki Krzysztofa Pendereckiego

Sobotni wieczór, 20 grudnia 2014 roku, można śmiało uznać za jeden z pierwszych prezentów pod choinkę. Koncert finałowy z okazji III Międzynarodowych Kursów Dyrygenckich, prowadzony przez Maestro Jacka Kaspszyka, był nim z wielu powodów.

Jednym z nich było miejsce, w którym się odbył: sala koncertowa Europejskiego Centrum Muzyki Krzysztofa Pendereckiego w Lusławicach. Minimalistyczna, wysmakowana i gustowna, niczym najelegantsze pudełeczko świątecznych pralinek. Przy tym ciepła, bezpretensjonalna i wciąż pachnąca świeżym drewnem, więc i przywodząca na myśl najbardziej przytulne wnętrza, jakie można sobie wymarzyć w grudniowy, wietrzny wieczór. Gwiazdami tego wydarzenia byli młodzi artyści: finaliści kursów dyrygenckich, pianistka Dominika Peszko oraz Orkiestra Akademii Beethovenowskiej. Koncert ten sprawił mi mnóstwo radości, a także ogromnie mnie wzruszył, co też postaram się Państwu niżej opisać.

W pierwszej części koncertu na lusławickiej scenie mogliśmy usłyszeć I Koncert fortepianowy op.15 Johannesa Brahmsa. Jako solistka wystąpiła wybitna pianistka Dominika Peszko. Utalentowana artystka, absolwentka klasy prof. Andrzeja Pikula, wielokrotna finalistka konkursów fortepianowych krajowych i zagranicznych oraz stypendystka Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Ta fenomenalna osoba gra na fortepianie w sposób przeczący temu, jak wygląda. Drobna, delikatna, wręcz eteryczna postać, potrafiła wykrzesać niesamowitą energię na scenie i radość z gry przelać na publiczność. Fragmenty wymagające największej biegłości zagrała z lekkością i łatwością, niczym dziecko bawiące się balonikiem. Mimowolnie wywoływało to uśmiech, z tego co obserwowałam, nie tylko na mojej twarzy. Liryczne frazy zaś brzmiały perliście i ciepło, co tworzyło idealną przeciwwagę dla zdumiewającej wirtuozerii.

Po przerwie zabrzmiały dźwięki IV Symfonii f-moll Piotra Czajkowskiego. Można wierzyć tym, którzy o Orkiestrze Akademii Beethovenowskiej mówią jak najlepiej, ponieważ z roku na rok słuchanie tego młodego zespołu sprawia coraz więcej radości. Nie inaczej było i tym razem. Dojrzałe, pełne brzmienie, świetna technika oraz zaangażowanie (często na próżno szukać go w ostatnich pulpitach innych orkiestr!) tworzyły znakomity efekt. Wisienką na torcie były jednolite stroje pań i panów – coś pięknego!

lutoslawice_baner

Dawid Runtz i OAB / fot. Europejski Centrum Muzyki Krzysztofa Pendereckiego

Przy okazji IV Symfonii nie sposób ominąć słowem dwóch spośród siedmiorga dyrygentów, którzy prowadzili sobotni koncert. Macieja Koczura z klasy Pawła Przytockiego oraz Dawida Runtza, podopiecznego Antoniego Wita. Ten pierwszy poprowadził II część Symfonii i nie będzie przesadą stwierdzić, iż rzucił czar na orkiestrę. Swoim pięknym, szerokim gestem obudził słodycz, nostalgię, ciepło i wszystko to, co w muzyce najbardziej wzrusza. Wytworzył przez tych kilka minut szczególną atmosferę i emocjonalną więź z zespołem, która przełożyła się na piękny, muzyczny obraz. To jeden z tych dyrygentów, którzy pokazują więcej niż metrum, dynamikę czy wejścia poszczególnych sekcji. Finał Symfonii poprowadził równie zjawiskowy człowiek, wspomniany wcześniej Dawid Runtz. Czytelny, precyzyjny i niezwykle charyzmatyczny, momentami wręcz nonszalancki, ale w granicach dobrego smaku. Niewątpliwie pewny każdego swojego gestu – gestu świadczącego zresztą o niesamowitej radości, jaką czerpie z dyrygowania.

Zarówno o nim, jak i o Macieju Koczurze, będzie kiedyś głośno. Tego, z okazji mijających świąt, życzę sobie i Państwu!

Share

podobne publikacje