Letnie osy kąsają nawet w listopadzie? Sprawdźmy z teatrem online!

Kolejne dni w domu, jeden ledwo odróżniamy od pozostałych, może warto teraz zacząć oznaczać dni tygodnia obejrzanymi klasykami teatralnymi? Kolejne teatry wychodzą ze swoimi propozycjami spektakli, aby pomóc nam przetrwać ten trudny czas. Początek kwarantanny większości z nas upływał nad odsypianiem, odpoczynkiem od zbyt szybkiej codzienności i rozkoszowaniu się domowym jedzeniem, to może teraz wykorzystajmy ten czas na nadrabianie zaległości teatralnych?

Kolejną propozycją spektaklu, który uważam za ważny, za świetnie przygotowany technicznie to Letnie osy kąsają nawet w listopadzie w reżyserii Wojciecha Urbańskiego na podstawie sztuki Iwana Wyrypajewa. Premiera odbyła się w Teatrze Dramatycznym w Warszawie w 2015 roku.

Komedia, teatr absurdu, autor bawi się w niej konwencjami komedii salonowej nawiązując do wielkiej literatury rosyjskiej. Spotkanie trojga bliskich sobie ludzi. Podczas salonowej konwersacji przyjaciół, wśród rozmów, zadawanych pytań, przekomarzań i wzajemnych podejrzeń, bohaterowie zdejmują kolejne maski, odsłaniając prawdziwe oblicza. Mistyfikacja, w jednym i drugim przypadku, właściwie nie zna końca. Do ostatniej chwili widz śledzący potyczki bohaterów nie wie, z kim ma do czynienia. Która wersja zdarzeń jest autentyczna i kim tak naprawdę są: Helene (Katarzyna Herman), Mark (Witold Dębicki) i Joseph (Zdzisław Wardejn) oraz Marta – żona Josepha (poznajemy ją tylko przez telefon).

W toku niewinnej wymiany zdań Helene, Marka i Josepha pojawia się istotny wątek wizyty Marcusa u Helene – pod nieobecność Marka. Czy Helene rzeczywiście zdradziła i nadal zdradza męża? Kim jest kochanek – bratem Marka czy żonatym nieznajomym? Czy Marcus spędził poniedziałek z Helene, czy z Josephem i Martą? Czy sąsiadka będąca świadkiem jego wizyty u przyjaciół istnieje naprawdę, czy została wymyślona przez Josepha? W którym momencie Helene przyznaje się do winy: wyznając w cztery oczy prawdę Josephowi czy przedstawiając kolejne wersje swojej zdrady Markowi? Choć na te mnożące się pytania pozornie odnajdujemy odpowiedzi, trudno uznać je za satysfakcjonujące. Nic tu do końca nie jest pewne, każdy wariant może być słuszny

Kulturalna z początku konwersacja też przemienia się w potok wzajemnych oskarżeń, wykrzyczanych pomówień, uszczypliwości, nieobjawionych do końca tajemnic. Odsłania się siatka zawiłych relacji, pełnych hipokryzji i dwuznaczności. W dialog wplecione są wypowiadane do widzów monologi, w których padają retoryczne pytania o istnienie Boga, jego brak, sens życia i zmęczenie nim, samotność, istotę miłości. Jak zwykle u Wyrypajewa kwestie tego rodzaju pobrzmiewają górnolotnie i nieco patetycznie, a nawet chwilami (celowo) banalnie.

W przedstawieniu aktorzy zręcznie i przekonująco tworzą postacie nierozpoznane do końca, zagadkowe. Otwierają się przed sobą i widzem na chwilę po to tylko, by już w następnej kwestii podważyć autentyczność poprzedniej wypowiedzi. Każde z bohaterów snuje prywatną wersję zdarzeń, łącząc po swojemu fakty, budując osobne relacje. Nie rozumieją się, choć chyba chcą się rozumieć, i nie kochają, choć pragną miłości. Jedno, co przeczuwają, a nawet są do tego przekonani: że letnie osy mogą pokąsać nawet w listopadzie.

Prawda wyjdzie na jaw, choć i wtedy może okazać się względna. Do kogo będzie należeć i kiedy nastąpi jej odkrycie – nie wiadomo. Podstawowe, przynajmniej na pozór, pytanie, jakie się wiąże z dochodzeniem do niej: czy Marcus był u Helene, czy też u Josepha w ostatni poniedziałek, powraca złowieszczo, przekornie i w sposób humorystyczny zarazem. Nie tylko postacie bawią się w detektywów, to zadanie postawione również przed publicznością. Od odpowiedzi wydaje się zależeć wszystko: przyszłość związku Helene i Marka, ich przyjaźń z Martą i Josephem. A nawetwięcej: odpowiedź odsłania portret postaci bardziej ogólny, widziany w kontekście całego życia i wyborów jakich się w nim dokonuje, wartości, jakie się wyznaje.


Spektakl do obejrzenia 25 kwietnia od godziny 19 do północy:

Więcej informacji na temat spektaklu:

Default image
Anna Maria Tryba
Technolog chemiczny, absolwentka Wydziału Inżynierii i Technologii Chemicznej Politechniki Krakowskiej, obecnie doktorantka Wydziału Inżynierii Materiałowej i Ceramiki AGH. W ramach swojej pracy doktorskiej pracuje nad otrzymaniem biomateriałów do zastosowań stomatologicznych. Z zamiłowania korepetytor z chemii, popularyzator nauki i publicystka. Na co dzień publikuje w takich czasopismach jak: Tatry, Witkacy!, TEMI, Tygodnik podhalański. Zafascynowana postacią Witkacego, kulturą podhalańską, teatrem i górskimi wędrówkami.