komunikaty muzyka poważna recenzje wydarzenia Kraków 28 marca 2014

Krakowska Wiosna Wiolonczelowa czyli „Prześliczna Wiolonczel(istk)a”

Co łączy Fritza Kreislera, Artura Zagajewskiego i Leonarda Bernsteina? Oprócz ich szeroko pojętego związku z muzyką na pozór nic. Pierwszy to wielki wirtuoz skrzypiec przełomu XX i XXI wieku, drugi to prawdziwy eksperymentator muzyczny, a ostatni to kompozytor, ale przede wszystkim dyrygent, goszczący na wszystkich najważniejszych salach koncertowych na świecie. W dniach 20-23 marca 2014 nazwiska tych znanych muzyków, ale jak bardzo od siebie odległych (również na osi czasu), znalazły się obok siebie w jednym programie i to za sprawą instrumentu, z którym żaden z artystów nie był związany.

Cztery dni festiwalowe obfitowały w moc wiolonczel i to dosłownie, bowiem na każdym z koncertów w roli głównej występowała większa siostra skrzypiec i altówki udowadniając, że wiolonczela sama może się obronić. Najlepszym tego dowodem był już koncert inauguracyjny Only Cello! 2 w Auli Florianka, gdzie siłę i piękno brzmienia wiolonczeli przedstawili studenci Krakowskiej Akademii Muzycznej, a także znani i cenieni wirtuozi tego instrumentu jak Dominik Połoński czy Morten Zeuthen. Apogeum cellomania osiągnęła w opracowaniu musiclau West Side Story Bernsteina, gdzie na scenie jednocześnie zasiadło 16 wiolonczelistów.

Tak rozpoczęty festiwal zdawałby się wyczerpać impet artystyczny. Nic bardziej mylnego. Po dawce opracowań „muzycznych hitów” Schuberta, Piazzoli czy Kreislera następnego dnia przyszedł czas na Arcydzieła Muzyki Kameralnej. Silvia Chiesa (wiolonczela) i Maurizio Baglini (fortepian) sięgnęli po utwory, bez których literatura wiolonczelowa byłaby pusta, a europejski dorobek muzyczny bardzo okrojony. Sonaty Arpeggione Schuberta, e-moll Brahmsa czy g-moll Rachmaninowa tworzą niejako ciąg stylistyczny, a jednocześnie mówią, jak wiele znaczyła wiolonczela dla romantyków, zarówno tych wczesnych, jak i późnych. XIX wiek był dla wiolonczeli wiekiem renesansu, kiedy kompozytorzy dostrzegli nieosiągalne w takim stopniu dla innych instrumentów walory brzmieniowe: intymność, nostalgię, ale i dramatyzm. Hołdem złożonym rodzimej muzyce, była Sonata D-dur op. 38 Francesco Cilea, włoskiego kompozytora znanego raczej z dzieł operowych.

Aby przywrócić znów lżejszą atmosferę, Koło Naukowe Wiolonczelistów Akademii Muzycznej przygotowało koncert pt. Piazzola i Bolling- Tango i Jazz. Taki repertuar nie pozostawia złudzeń, że tak ciepły początek wiosny to najlepszy czas, by uraczyć słuchaczy rytmami rodem z Argentyny i domieszką synkopującego jazzu francuskiego. Obok Libertanga czy Oblivionu, muzycy wykonali Suitę Jazzową Bollinga. Dwa pierwsze utwory już dziś należą chyba do najczęściej opracowywanych utworów i to na wszelkie możliwe składy. Wiolonczela z akordeonem czy fortepianem wydają się być obsadą dość konserwatywną, ale energia i flow towarzyszą tej muzyce zawsze.

Na końcowym koncercie Krakowskiej Wiosny Wiolonczelowej rozbrzmiała muzyka polskich kompozytorów- Antoniego Stolpe, Krzysztofa Pendereckiego i Andrzeja Panufnika. Solistami byli Jan Kalinowski i JM Zdzisław Łapiński. Taki festiwal nie mógłby się odbyć bez kompozycji tak ważnych dla polskiej kultury kompozytorów, a ponadto silnie związanych z Krakowem. Solistom towarzyszyła Orkiestra Filharmonii Kaliskiej pod dyrekcją Adama Klocka (nota bene również wiolonczelisty będącego w posiadaniu instrumentu Antonio Stradivariusa). Cieszy również, a może przede wszystkim, odświeżanie repertuaru kompozytorów zapomnianych, takich jak Antoni Stolpe, którego twórczość oczywiście nie dorównuje twórczości Chopina czy swego nauczyciela, Stanisława Moniuszki, ale warta jest przywrócenia polskim scenom, chociażby po to, aby wyprowadzić ludzi z błędu, że pomiędzy Chopinem i Szymanowskim kultura muzyczna w Polsce nie istniała.

Te 4 dni, w czasie których wiolonczeliści mieli swoje święto, to niewątpliwy sukces Akademii Muzycznej, ale tu nie o sukcesy przecież chodzi. Podstawowym założeniem Wiosny było promowanie młodych wiolonczelistów, wzajemna współpraca w zakresie promowania literatury wiolonczelowej (również międzynarodowa, o czym świadczą tak znakomite nazwiska gości) i wreszcie najważniejszy cel: możliwość spotkania się ludzi, dla których wiolonczela jest ich drugą połówką.

 

podobne publikacje