alternatywa recenzje 7 października 2016

Alright Gandhi & Lor – relacja z koncertu

Wyobraźcie sobie Państwo zasnutą dymem salę, w której publiczność siedzi na podłodze i w ogóle nie bije braw. Takie zjawisko miało miejsce 28 września w krakowskim klubie Alchemia. Na życzenie dziewczyn z grupy Lor, widownia od początku do końca, w ciszy i skupieniu wysłuchała utworów, które zespół przygotował na ten wieczór.

Lor to grupa składająca się z utalentowanych nastolatek z Krakowa.
Jagoda Kudlińska – wokalistka
Julia Skiba – gra na pianinie i komponuje
Julia Błachuta – gra na skrzypcach
Paulina Sumera – pisze teksty
Zespół powstał na początku 2015 roku, gdy pod wpływem obrazu Ogród Szczęśliwych Zmarłych Friedricha Hundertwassera została skomponowana pierwsza piosenka The Garden of Happy Dead People.

Ich muzyka nie należy do najweselszych. Mroczną aurę dopełnia słowiańska melancholia, a to wszystko uzupełnione jest przez wizerunek sceniczny – dominująca czerń. Zetknięcie z twórczością dziewczyn może oznaczać niemały wstrząs, ponieważ pomimo młodego wieku, tworzą niebanalne piosenki, w których wszystko do siebie pasuje, dzięki czemu brzmią jak dojrzały projekt muzyczny. Każdy z utworów opowiada pewną historię wolną w interpretacji. Paulina starała się przedstawić znaczenie piosenek, ale w żaden sposób nie zamykało ich to w jakichś analitycznych schematach.

Tym, co zdecydowanie wysuwało się na pierwszy plan i przykuwało uwagę słuchaczy, był ujmujący, wręcz przeszywający głos wokalistki. Najbardziej dotychczas rozpowszechniony numer – Windmill – pozostał w głowach wielu osób na długo. Z kolei Cinnamon jest kompozycją, która bardziej wyeksponowała możliwości wokalne artystki.

Ogromne wrażenie zrobiła na mnie podszyta chłodem ballada Patty Boo, przy której słuchacz przenosi się w zupełnie inną przestrzeń. Intrygujący wokal splatał się z dźwiękami fortepianu oraz skrzypiec w kolejnych eklektycznych utworach, jak Baths. Głównym atutem Death Comes On Foot był pełen emocji głos wokalistki i niesamowicie zaśpiewany refren.

Utwory Lor to subtelne melodie z bardziej lub mniej dominującym rytmem. Ich muzyka eksponuje wrażliwość i szeroką paletę brzmień, przy tym pozostaje bardzo atrakcyjna i absorbująca. Prośba o ciszę podczas koncertu okazała się niezwykle trafionym zabiegiem. Dzięki temu występ można było odebrać jako jedną spójną całość, pewien rodzaj spektaklu, a nie tylko pojedyncze utwory oddzielone oklaskami.
Dziewczyny obrały dobry kierunek i mają interesujący pomysł na swoją twórczość. Miejmy nadzieję, że będą wykorzystywać spore pokłady wrażliwości muzycznej, które posiadają i w przyszłości zaowocuje to wieloma nowymi utworami.

Ten wieczór obfitował w dużą ilość ciekawych muzycznych doznań. Po spokojnej pierwszej części wydarzenia, przyszedł czas na nieco bardziej energetyczne brzmienia.

Alright Gandhi to akustyczne trio z Berlina. Muzycy poznali się podczas jam session i w 2014 roku stworzyli zespół, który ma już na swoim koncie debiutancką płytę Little Traveler.

W kompozycjach grupy czuć próby uchwycenia codzienności, zatrzymania się nad tym, co naprawdę istotne, uświadomienia sobie, jakimi paradoksami potrafi częstować nas życie. Ich utwory można zaklasyfikować do szeroko pojętej muzyki popularnej z wyraźnymi akcentami jazzowymi , a nawet country.
Występ przeplatał energiczne utwory – Dark Matter, Ecstasy – tymi bardziej spokojnymi, jak The Flight, czy Long Way To the Moon.

Tym co napędza zespół, jest z pewnością niezwykły wokal i bas charyzmatycznej Rosy Fornary. Zaskakujące zmiany tempa to domena gitarzysty Pietro Fornary, który wręcz hipnotyzował widzów barwą swojego instrumentu. Brzmienie grupy ewoluowało dzięki dołączeniu do składu rewelacyjnego perkusisty Dominicka Gray’a.

Muzycy zagrali piosenki wolniejsze i szybsze, głębsze i płytsze, łagodniejsze i z pazurem. Sztuką jest przedstawić utwory naładowane rozmaitymi smakami oraz barwami, tak aby występ stanowił sensowną całość. Grupa podzieliła się z publicznością tanecznymi brzmieniami i pozytywną energią. Artystom udało się porwać do tańca nawet najbardziej zatwardziałych podpieraczy ścian, ani przez chwilę nie ocierając się o banał i prezentując ambitny repertuar. Wyraźnie widać, że muzycy lubią eksperymentować, dzięki czemu ich utwory są mocno zaskakujące. Skojarzenia jakie niesie ich twórczość to na pewno wolność, lekkość i beztroska. Nastrój stworzony przez muzyków jest niełatwy do podrobienia, a charakterystyczne brzmienie pozostaje w pamięci słuchaczy.

Trio ma mnóstwo pomysłów i pozostaje czekać, aż dzięki upływowi czasu, wykrystalizuje się ich rozpoznawalny styl …

Share

podobne publikacje