Akademia Muzyczna w Krakowie komunikaty muzyka poważna 10 marca 2014

Wieczór z Mozartem

Recenzja z koncertu Maestro Paula Badury-Skody z dnia 9 marca 2014.

Mówi się, ze Mozart nauczył fortepian mówić. Trudno się z tym nie zgodzić, kiedy miało się okazję usłyszeć trzy koncerty fortepianowe klasyka wiedeńskiego. Wieczorem, 9 marca w Sali Koncertowej Akademii Muzycznej rozbrzmiały Koncerty G-dur, Es-dur i d-moll w wykonaniu maestro Paula Badury-Skody oraz uczestników kursów mistrzowskich z mistrzem. Pod względem programu wieczorny koncert był powtórką przedpołudniowego, jednak dobrej muzyki nigdy za wiele. Wszystkimi utworami dyrygował Badura-Skoda, inspirując tym nie tylko solistów, ale i Orkiestrę Kameralną Akademii Muzycznej.

Koncert G-dur KV 453 to dzieło bardziej intymne od niektórych wirtuozowskich kompozycji Mozarta. Został prawdopodobnie napisany dla jednej z uczennic kompozytora, której umiejętności pianistyczne nie pozwalały na wykonanie szerokich kaskad pasaży i długich figuracji. Tym samym Koncert G-dur jest bardzo trudny interpretacyjnie. Solistka Agnieszka Kopeć, jak na swój młody wiek te trudności przełamywała dobrze. Brakowało może trochę wyraźniejszych kontrastów dynamicznych oraz finezji w potraktowaniu zawsze śpiewnej frazy, ale są to tajniki, do których artyści dochodzą latami (i nie zawsze mają pewność, że owe tajniki zgłębią).

Utworem daleko różniącym się od Koncertu G-dur jest Koncert Es-dur KV 482. Już zwycięska tonacja przywodzi na myśl fanfarowe brzmienie początku Symfonii koncertującej na skrzypce i altówkę, czy z dzieł nieco późniejszych Eroicę Beethovena. Wioletta Fluda wykonała koncert bardzo odważnie, jak przystało na charakter kompozycji. Grała bardzo żywo, co czasem odbijało się na precyzji i trudnościach w wyczuciu pulsu. To jednak kwestia, która przysporzyłaby problemów wielu pianistom. Jeśli jednak chodzi o kantyleny, to pianistka pięknie i z wyczuciem rozwijała całe zdania muzyczne, sprawiając, że fortepian rzeczywiście zaczynał mówić.

Punktem wieczoru był oczywiście Koncert d-moll KV 466 w wykonaniu Paula Badury-Skody (jeden z dwóch mollowych koncertów fortepianowych Mozarta). Sam fakt, że maestro zgodził się na publiczny koncert, już było wielkim zaszczytem. Wiadomo, że lata świetności Badura-Skoda ma już za sobą, ale w ukochanej przez pianistę muzyce Mozarta, nie chodzi o sztuczną wirtuozerią. To, że palce prawie 90-letniego pianisty nie zawsze go słuchały, nie przeszkodziło w głębokim przeżywaniu tej dramatycznej muzyki, tonacją nawiązującej do Don Giovanniego czy Requiem. Pianista grał z wielką prostotą, wcale nie oszczędzając tempa, szczególnie w części II. Niestety od czasu do czasu  musiał „walczyć” z orkiestrą, a ściśle z sekcją dętą, która nie tylko w Koncercie d-moll nie ułatwiała soliście!!! O ile dęte ogólnie nie zachwyciły, o tyle duże brawa należą się kwintetowi, który stanął na wysokości zadania i zawsze czujnie realizował wskazówki maestro Badury-Skody.

Choć kursy dobiegły końca, to jednak pozostaje żywić nadzieję, że maestro jeszcze nie raz przyjedzie na Uczelnię, aby dzielić się swym doświadczeniem. W końcu pozostało jeszcze ponad 20 koncertów fortepianowych Wolfganga Amadeusza Mozarta do wykonania.

Share

podobne publikacje

  • słuchacz 11 marca 2014 at 16:37

    po co pisze takie farmazony, że dęciacy psuli Badurze? Koncert był live więc wszystko mogło się zdażyć! A to że Badura grał i dyrygował jednocześnie nie pokazując odpowiedno wejść to jeszcze inna sprawa. Gdyby faktycznie było tak źle jak to “autorek” opisuje to by nie było tak długich owacji i bisu!! Krytyk sie znalazł…

    • Damian Kułakowski 11 marca 2014 at 23:29

      Szanowny Słuchaczu! Bardzo cieszę się, że KTOŚ komentuje recenzję, bo oznacza to ni mniej ni więcej, że KTOŚ ją przeczytał. Niestety Pana/i postawa świadczy dokładnie o tym, o czym pisał w swych felietonach muzycznych Stefan Kisielewski: w Polsce zwyczaj pisania o muzyce po prostu nie istnieje i dlatego, Słuchaczu, jesteś tak zdziwiony tym, że ktoś ośmielił się napisać własną opinię, w której nie wszystko błyszczy. Na wszelki wypadek napiszę, że Stefan Kisielewski był wybitnym animatorem kultury, kompozytorem i posłem na sejm. Po pierwsze nie lubię słowa „krytyk”. Nie uzurpuję sobie prawa do pisania co jest dobre, a co złe. Piszę o tym, co mogło MI się podobać, a co niekoniecznie. Jak o każdej ze sztuk, również o muzyce należy mówić, a argument, że koncert był LIVE nie zmienia faktu, że wszystkie osoby, z którymi po koncercie rozmawiałem, zgodnie powiedziały, że sekcja dęta nie stanęła na wysokości zadania. Nie wyklucza to tego, że Panu/i mogła się ta „interpretacja” podobać. Kolejna sprawa to bis. Hmmm. Myślę, że w tym wypadku nagrodzonym nim został Maestro Badura-Skoda za swój kunszt, wieloletnią działalność koncertową, pedagogiczną i naukową. Myślę również, że jeśli już pisze Pan/i o osobie formatu Maestro Badury-Skody, warto pisać pełne nazwisko (chyba, że ma Pan/i tak samo niski szacunek do niego jak do ludzi, którzy dzielą się swoimi doznaniami estetycznymi po koncertach). Na zakończenie mam pewne pytanie: czy ma Pan/i odwagę podpisać się imieniem i nazwiskiem pod swoim mało konstruktywnym komentarzem? Żeby zyskać miano SŁUCHACZA trzeba trochę SŁUCHAĆ.