Tribute to Amy Winehouse – relacja z koncertu

23 maja 2017 roku w Filharmonii Krakowskiej odbył się piękny koncert upamiętniający niezwykle charyzmatyczną wokalistkę jaką była Amy Winehouse. Było to pierwsze wydarzenie z cyklu RE: STARS. Tego wieczoru zabrzmiały najlepsze utwory tragicznie zmarłej artystki, której nie trzeba przedstawiać chyba nikomu.

Na scenie pojawiło się pięć niezwykle utalentowanych wokalistek: Ewelina Przybyła, Joanna Azzja Mądry, Sandra Mika, Aicha Słoniec i Małgorzata Chruściel oraz wokalista Wojciech Myrczek. W finale koncertu wystąpiła KAYAH, jedna z najbardziej rozpoznawalnych i docenianych wokalistek na polskiej scenie muzycznej. Zaproszeni do współpracy artyści zaprezentowali 18 utworów Amy, w tym Valerie i Body and Soul. Gospodarzem wieczoru był aktor Tomasz Schimscheiner, który w dość chaotyczny, ale dzięki temu zabawny sposób poprowadził koncert.

Na repertuar złożyły się kompozycje z różnych okresów twórczości artystki. Różnorodność okazała się wielką zaletą koncertu. Kontrastów bowiem nie brakowało. Od subtelnego i delikatnego Love Is A Loosing Game, przez smutne Just Friends, do energicznych i przyjemnych Tears Dry On Their Own oraz Me and Mr. Jones. Melancholię można było dostrzec w utworze Back To Black, który obok świetnego Rehab, stał się popisowym numerem Winehouse. Zatem przejmujące i emocjonalne utwory przeplatały się z pozytywnymi, wręcz tanecznymi melodiami. Wszystko było jednak uporządkowane, zwięzłe i nienudne.

Koncert określiłabym jako spójny, dopracowany i przede wszystkim stuprocentowo szczery, bo taka właśnie była twórczość Amy. W swojej muzyce dzieliła się przeżyciami bardzo osobistymi. Opowiadała o trudach dnia codziennego, niespełnionej miłości, alkoholizmie i narkotykach.

By tom.beetzFlickr: Amy Winehouse, CC BY 2.0, Link

Elementem łączącym Tribute to Amy z samą artystką poza jej piosenkami, była zdecydowanie stylistyka wykonania oraz oryginalna obsada instrumentalna – rozbudowana sekcja dęta, chórek towarzyszący, ale przede wszystkim charyzmatyczne wokalistki. Warto podkreślić, że wszystkie utwory nie brzmiałyby tak dobrze, gdyby nie zespół FOURS Collective i niepowtarzalne aranżacje przygotowane przez ich lidera, pianistę i kompozytora, Michała Salamona. Mieliśmy do czynienia przede wszystkim z dźwiękami soulowymi, podkręconymi nowoczesną produkcją, z domieszką rhythm and blues. Takie połączenie dało ciekawy efekt w postaci muzyki brzmiącej bardzo retro, a jednocześnie świeżo. Aranżacje odwzorowały oryginalność stylu i aurę artystki. Nie była to w żadnym wypadku próba doskonałego kopiowania. Zdolni wokaliści oraz muzycy wykonali utwory w zgodzie ze sobą, zachowując przy tym prawdziwy przekaz kompozycji. Dzięki temu w indywidualny sposób ukazali nam swoje interpretacje jej twórczości.

Organizatorom udało się odtworzyć niezwykły nastrój jaki otaczał piosenkarkę. Bez wątpienia byliśmy świadkami jednej z ciekawszych muzycznych inicjatyw. Koncert okazał się prawdziwą ucztą dla wszystkich, którzy kochają Amy, ale również dla tych, którzy lubią niekonwencjonalne wydarzenia.

Duch zmarłej 6 lat temu artystki zagościł na chwilę w Krakowie i dał do zrozumienia, że jej muzyka jest wciąż żywa i w dalszym ciągu może docierać do ludzi. Wielu utalentowanych muzyków żegna się z tym światem niespodziewanie i często tragicznie. Dzięki utworom, które pozostawiają po sobie, ich cząstka może być ciągle pośród nas.

Share

Autor Monika Słupek

Studentka biofizyki. Sopran w chórze rozrywkowym, z różnym skutkiem próbuje grać na gitarze. Uwielbia zabiegany tryb życia oraz ciągły rozwój, sport i muzykę pod każdą postacią. Słucha bardzo różnorodnej muzyki z naciskiem na tę mało komercyjną. Noce poświęca na wyszukiwanie ciekawostek muzycznych.