Tag Archives: rock

Piątek, deszcz i peryferie czyli znowu o Voo Voo

Szanowni Czytelnicy. Redakcja nasza zawsze wykazywała wyraźną predylekcję do wojaży, trzeba jednak uczciwie przyznać: tendencja ta przybiera coraz to bardziej wybujałe formy. Tym razem Waszą recenzentkę poniosło do Nowej Wsi Tworoskiej. Państwo pewnie nie bardzo wiedzą, gdzie to. Rozumiemy. Recenzentka do niedawna również nie wiedziała. Jednakowoż: siedzenie w domu w piątkowe wieczory zwykle średnio jej wychodzi; a jeśli w okolicy zapowiedziany jest jakiś interesujący koncert – wtedy już nie wychodzi jej zupełnie. Nawet, jeśli tego dnia pada, a słowo „okolica” jest ciut na wyrost.

Ranczo Baranówka – gdyż tam właśnie recenzentka zechciała wynaleźć sobie okazję do uprzyjemnienia swej egzystencji – leży więc w Nowej Wsi Tworoskiej. Ściśle biorąc, na samym jej końcu – tak nam się zdaje, bo dalej ulica Leśniczówka niknie w leśnej gęstwinie. Ta Nowa Wieś jest jeszcze trochę za Tarnowskimi Górami – trzeba wiedzieć, żeby trafić. Wokół Rancza ściana lasu, za oknami spora łąka, a do tego: eleganckie pokoje, przytulna kawiarnia oraz możliwość jazdy konnej, bo ranczo to ośrodek jeździecki. Miks nowoczesnego z romantycznym, urządzone starannie, stylowo, bezpretensjonalnie, ciepło. Ciemne drewno, czerwona cegła. Ładnie. Pan Właściciel wie, jak człowieka znęcić: zaprasza, jeśli chciałoby się zaznać kameralnej ciasnoty w doborowym towarzystwie z dala od miejskiego zgiełku. Recenzentka lubi nowe miejsca, boczne drogi i ogólnie peryferie; knajpiane koncerty lubi tym bardziej, więc wiadomo było, że namawiać jej nie będzie trzeba. Dlatego za nic mając szarobure popołudnie, piątkowe korki i uporczywe „zawróć, jeśli to możliwe” GPSa – jedzie się.

A wszystko po to, by w deszczowy wieczór posłuchać na żywo siedmiu długich, jednostajnych i absolutnie wciągających utworów z nowej płyty Voo Voo. Takie to ekstrawagancje. Pan Waglewski przewrotnie zapowiada koncert jako zestaw nudnych numerów z płyty, co to niby nikt nie będzie jej chciał kupić. A dla kurażu dowcipnie obwieszcza, że postarają się uwinąć w godzinę i będzie przerwa.

O albumie „7” już jakiś czas temu u nas było i w zasadzie wszystko, co wówczas napisano należy podtrzymać. Najlepiej się go słucha za którymś razem. Wyważony, stonowany, trochę melancholijny. Przebojów tam, na całe szczęście, nie ma. Jest za to dużo grania, swobodnego i po prostu. Teksty powściągliwe; nawet, jeśli momentami gorzkawe, to jednak ciepłe. To jest muzyka, która tworzy nastroje, bawi się półcieniami, wciąga w swój nieśpieszny rytm, daje sobie i słuchaczowi czas. Pasowało to bardzo do tej Tworoskiej Wsi, do ciemnego lasu za oknami, do niedużej sali (wypełnionej po brzegi) i upartej mżawki piątkowej gdzieś z dala od rozpędzonego miasta.

Utwory są mocno rozbudowane. Czyli takie po sześć, siedem minut. Żadne tam „radio edit”. W wersji na żywo chyba się jeszcze trochę rozrosły. Oparte na wytrwale przetwarzanych motywach nawiązują jeden do drugiego i tworzą jednolitą formę. Improwizacyjnie to wszystko brzmi; można poczuć się trochę jak na nocnym jamie w 4arcie czy jakimś innym Harrisie, z tym, że wyważony jest to jam, w ryzach, bez nerwowej zaciekłości, choć grany gęsto i mięsiście. No, może Pan Pospieszalski chwilami trochę się z tego stonowanego nastroju wyrywa ze swoimi transowymi solówkami.

W każdym razie posłuchać było przyjemnie. Jeżeli Państwo mieliby również ochotę – za Voo Voo można pojechać w najbliższych tygodniach jeszcze do Gniezna czy Wałbrzycha. Trochę daleko, ale gdyby ktoś z Miłych Czytelników pozazdrościł żurnalistce, co się po Nowych Wsiach Tworoskich rozbija…

No i w oczywiście z najpełniejszym przekonaniem proponujemy Państwu odwiedzić Ranczo. Koncerty bywają tam regularnie: tej wiosny wystąpi na przykład jeszcze Kraków Street Band czy Pan Mietek Szcześniak. Zdecydowanie warto wpaść również w zwykły weekend. Proszę tylko zwrócić uwagę, żeby to było między czwartkiem a niedzielą – w pozostałe dni tygodnia kawiarnia jest nieczynna. Starannie urządzone wnętrza, malownicza okolica, uśmiechnięci gospodarze, lasy, konie, rowery, kawy, wina. Przestrzeń. Żadnych korków, żadnego ścisku, żadnych akrobacji parkingowych.

No chyba, że akurat ktoś w muzycznej kawiarni gra. Wtedy może być trochę ciaśniej. Ale chyba już mówiliśmy, że warto.

Trasa Voo Voo promująca nowy album „7”:

 Ranczo Baranówka

Wishbone Ash w Polsce – zapowiedź koncertu!

Dziś zapowiedź. Niemcy, Holandia, Wiedeń, Southampton, a pomiędzy tym wszystkim – my. 30 stycznia w śląskich Czechowicach – Dziedzicach zagra Wishbone Ash. Będzie to jeden z czterech koncertów w Polsce; w ramach styczniowo – lutowej części trasy zespół wystąpi jeszcze w Gomunicach, Poznaniu i wrocławskim Starym Klasztorze.

Przedstawiać nie trzeba, rekomendacja zawiera się w nazwie. Klasyka i w encyklopedii rocka pozycja obowiązkowa. Brytyjczycy grają nieprzerwanie od 1969 roku (choć z licznymi personalnymi roszadami; początkowo jako Empty Vassels, w składzie zgoła innym, niż dziś). Od samego początku jednoosobowy trzon grupy stanowi jeden z jej założycieli, gitarzysta Andy Powell. Inni muzycy przychodzili i odchodzili, udało się jednak utrzymać spójność zespołu, który koncertuje niemal nieprzerwanie i konsekwentnie nagrywa kolejne albumy.

Dwie gitary prowadzące, skrzyżowanie muzyki progresywnej, bluesa, folku, balladowość z muzycznym nerwem, zaczepny, rockowy romantyzm – wszystko to złożyło się na ów „wysublimowany hard rock”, który mimo zawirowań, zmian i upływu czasu wciąż elektryzuje szeroką publiczność. Na koncerty przychodzą zarówno wierni fani pamiętający czasy pierwszych triumfów zespołu w latach siedemdziesiątych, jak i słuchacze, których daty urodzenia zbiegają się z kolejnymi wydaniami płyt Wishbone Ash. A tych jest ponad dwadzieścia. Ostatnia, „Blue Horizon” ukazała się nakładem wydawnictwa Solid Rockhause w roku 2014. Koncertów też jest niemało, panowie podróżują sporo i najwyraźniej za nic mają upływający czas. Zresztą, skład grupy to też mała pokoleniowa mieszanka. Bo poza gitarowymi weteranami gra w Wishbone Ash perkusista Joseph Crabtree, rocznik ’79. A więc i tu eklektyzm.

W zapowiedziach przewija się jedno: legenda.
Dinozaury?
Raczej drapieżniki, które, choć przyczajone, wciąż wiedzą, w czym tkwi siła rocka.
I na tę siłę czekają słuchacze.

 

źródło informacji:
Materiały prasowe organizatora | dokładamy wszelkich starań aby szanować prywatność i prawa autorskie. Jeśli jednak nasza publikacja narusza czyjeś prawa, prosimy o informację – treść zostanie bezzwłocznie usunięta.

Emergenza Festival 2016/2017 – relacja z eliminacji

W dniach 6 – 8 stycznia odbyła się krakowska edycja eliminacji do Emergenza Festival Polska 2016/2017. Klub Alchemia przez wszystkie trzy dni koncertów zgromadził 22 zespoły. Przez salę przewinęło się wiele osób, które przybyły, aby posłuchać dobrego grania i wspierać zaprzyjaźnione ekipy.

Emergenza jest międzynarodowym festiwalem dla młodych zespołów bez kontraktów płytowych. Stawka jest nie byle jaka, ponieważ główna nagroda to trasa koncertowa po Europie.
Każdy dzień to kilka godzin zmagań i podejmowania trudnych decyzji. Podczas tego weekendu zaprezentowały się zespoły, które w półgodzinnym secie miały za zadanie przekonać publiczność, że to właśnie ich twórczość zasługuje na docenienie.

Krakowskie eliminacje zostały zdecydowanie zdominowane przez mocniejsze brzmienia. Atmosfera była gorąca, nie tylko za sprawą zaciętej rywalizacji kapel, ale przede wszystkim dzięki niesamowitej energii, która rozpierała większość występujących muzyków.
Wydaje mi się, że publika niewielką uwagę przywiązywała do niuansów technicznych, warsztatu muzycznego i błędów, które się wkradały. Wyraźnie było widać radość, jaką sprawiały poszczególnym zespołom wspólne granie oraz kontakt z publicznością.

Doskonałe nastroje dopisywały wszystkim, ale dało się zauważyć nerwowość. Każdej grupie zależało na tym, aby zaprezentować się z jak najlepszej strony i dostać się do kolejnego etapu. Dodam, iż ciekawym rozwiązaniem okazało się potraktowanie publiczności jako jurorów. Grupy, które przeszły do półfinału, zostały wyłonione poprzez głosowanie za pomocą podniesionych rąk. Ze strony uczestników słyszałam w większości pozytywne opinie na temat festiwalu, jednak nie wszyscy byli zadowoleni ze swoich występów.

Co do organizacji Emergenza Festival w Klubie Alchemia nie mam żadnych zastrzeżeń. Cała impreza okazała się świetną okazją do posłuchania dobrej muzyki. Z kolei uczestnikom dała możliwość wykazania się, a często zaprezentowania szerszej publiczności u progu ich kariery. Emergenza jest bowiem pewnym krokiem w rozwoju zespołów.

Do kolejnego etapu zakwalifikowało się 14 grup – po cztery z każdego dnia oraz dwie z „dziką kartą”. Z niecierpliwością czekam na półfinały krakowskiej edycji, które odbędą się już wiosną w Klubie Alchemia.

Cronica – Jazz Rock Cafe

W niedzielę 02.10.2016 w krakowskim klubie Jazz Rock Cafe odbędzie się pierwszy koncert jesiennego tournée młodego folk-metalowego zespołu Cronica. Trasa “Na tej ziemi TOUR” połączona jest z oficjalną premierą debiutanckiej płyty grupy.

W każdym z odwiedzanych miast na scenie pojawią się zaproszeni goście. W Krakowie Cronice towarzyszyć będzie Runika – zespół z damskim wokalem grający inspirowane folkiem melodie w mocnej, metalowej oprawie oraz wrocławski Czertoróg poruszający w swoich polsko-rosyjskich tekstach tematykę słowiańskich podań i legend. W Katowicach wraz z gospodarzami zagra dobrze znany Radogost grający muzykę muzykę metalową z elementami folkowymi, mocno zakorzenioną w tradycji słowiańskiej. Wizytówką zespołu są pełne ekspresji koncerty oraz melodyjne, dynamiczne utwory, w których mocne, gitarowe riffy i agresywne bębny zestawiono z dźwiękiem skrzypiec oraz innych tradycyjnych instrumentów. Drugim gościem wieczoru będzie zespół Pelgathorium łączący ze sobą elementy melodic death metalu i black metalu oraz metalcore’ową rytmikę. Gośćmi Cronicy w Tarnowie będą zespół Vargarth – Melodic Death Metal oraz folk-metalowa grupa Diaboł Boruta. Na scenie wrocławskiego klubu zabrzmią utwory jeleniogórskiej kapeli Warbell grającej melodic death metal oraz Eagle The White, czyli wrocławskiej grupy łączącej melodyczny heavy/power metal z lekką nutką progresji. Wszystko to w tematyce wydarzeń historycznych z zamierzchłej przeszłości, wielkich krwawych bitew, losów postaci, które swoim bohaterstwem i brawurą zmieniały bieg dziejów.

Cronica to siedmioosobowy zespół folkmetalowy, który powstał w 2014 roku. Grupa zestawia ze sobą często bardzo różnorodne odmiany melodii wywodzących się z tradycji ludowych. Łączą ciężkie gitarowe riffy z liniami melodycznymi instrumentów oddających klimat średniowiecznych ballad, żeglarskich pieśni, powieści, podań, legend i innych utworów ludowych. Nazwa zespołu została zaczerpnięta z utworów dziejopisarskich, charakterystycznych dla średniowiecza, a jej doskonałym odzwierciedleniem jest tematyka piosenek. Zespół Cronica ma na swoim koncie już takie sukcesy muzyczne jak:
– występ na I, II, III Ogólnopolskim Zlocie Miłośników Folk Metalu (Kraków i Warszawa, Wrocław)
– support zespołów takich jak: Grai (Rosja), SatanaKozel (Rosja), Woodscream (Rosja), Forodwaith (Białoruś), Dalriada (Węgry), Welicoruss (Rosja), Radogost (Polska), Percival Schuttenbach (Polska) – koncert na I Przystanek Żory
– zajęcie pierwszego miejsca na koncercie eliminacyjnym Przeglądu Kapel Studenckich w Gliwicach
– koncert na Słowiańskiej Nocy Folk Metalowej w Brennej w 2015 roku
– koncerty w dwóch edycjach Folk Metal Night (Warszawa, Kraków)
– koncert na Festiwalu Kultury Słowian Stado

Cronica – “Na tej ziemi” Premiera pierwszej długogrającej płyty zespołu przewidziana jest na 2. października 2016 roku. Specjalnie na prośby słuchaczy Cronica nagrała pełną wersję utworu “Herr Mannelig” ze wszystkimi zwrotkami! Na płycie znajdzie się też inna średniowieczna ballada – “Herr Holger”, a także aranżacja góralskiej piosenki „Idzie dysc”, którą słuchacze grupy znają doskonale z koncertów. Cała reszta płyty jest wypełniona autorską muzyką i tekstami zespołu.

 

ICE Jazz „SBB & Tomasz Stańko” Relacja

ICE Jazz: SBB & Tomasz Stańko

Kiedy pierwszy raz usłyszałem formację SBB w roku bodaj 1976 a płyta nosiła nazwę „Pamięć” stwierdziłem, że to najlepszy polski zespół a od innych formacji dzielą ich „lata świetlne” …

Od tego czasu minęło okrągłe 40 lat. Po koncercie zespołu SBB z 4 września 2016 w ICE Kraków nie pozostało mi nic innego jak tylko tą opinię potwierdzić. No, może dzisiaj nie są to „lata” ale tylko „miesiące świetlne”. Jedno pozostaje dla mnie pewne. W swojej klasie SBB są nie do pobicia, nie mieli i nie mają w naszym kraju konkurencji. Miałem przyjemność wysłuchać trzech koncertów grupy SBB. Pierwszy na początku lat 70-tych (pamięć już z lekka zawodzi), w gliwickim klubie studenckim Spirala, później w 1980 roku w Operze Leśnej w Sopocie i ten ostatni w ICE Kraków. Koncerty bardzo różne, bo na innych etapach rozwoju zespołu, ale wszystkie były dla mnie przeżyciami muzycznymi najwyższej klasy.

A co działo się przez te 40 lat??? Ano – bywało różnie. Wystartowali jako bardzo młodzi ludzie, grający na Śląsku, gdzie mieszkali. Na początku nie było to SBB tylko „Grupa Niemen”, czyli grupa akompaniująca przez 1,5 roku Czesławowi Niemenowi. Później było to już SBB czyli „Silesian Blues Band” – tak tłumaczono skrót na początku, Szukaj, Burz i Buduj” … później.

Zespół w swojej karierze nagrał niezliczoną ilość płyt w tym niezliczoną ilość płyt koncertowych. W latach 70 tych zespół święcił triumfy w całej Europie. Ale pamiętajmy, że była to inna Europa. Ogarnięta zimną wojną i szczelnymi granicami. Poza tym, nie było Google, Facebooka, YouTube, mediów społecznościowych, płyt CD. Nie było reklam nie było komercji. A … i jeszcze jedno, choć dzisiaj wyda się to niemożliwe, wtedy – NIE BYŁO INTERNETU!!! Wtedy triumf liczyło się ilością sprzedanych płyt winylowych a nie „lajków” na Facebook.

Zespół został rozwiązany w 1980 roku. Później docierały do mnie informacje o koncertach Józefa Skrzeka w kościołach (pamiętajmy, że to okres stanu wojennego w Polsce) czy Planetarium Śląskim. Zespół kilkukrotnie okazyjnie koncertował w latach 80 i 90-tych, aby w po 2000 roku powrócić na scenę muzyczną z koncertami.

Dlaczego ten skrócony „rys historyczny”. Przed koncertem zrobiłem małą sondę, na grupie osób w wieku 20-25 lat, płci różnej – deklarującej się jako „miłośnicy muzyki”. Niestety – jej wynik był dla zespołu SBB jak i dla mnie … porażający. Zresztą, potwierdziła to średnia wieku publiczności w ICE Kraków, bardzo zbliżona do wielu muzyków tam występujących.

ice-jazz-sbb-tomasz-stanko-fot-robert-sluszniak-spheresis-com-dla-kbf

Koncert w ICE Kraków był popisem perfekcji muzyków, którzy poprzedni występowali w tym składzie w 1974 roku. Do trzonu zespołu w składzie: Józef Skrzek, Apostolis Anthymos i Jerzy Piotrowski, dołączył wybitny trębacz jazzowy Tomasz Stańko. Połączenie jazzrockowego brzmienia zespołu z trąbką Stańki dało efekt p-i-o-r-u-n-u-j-ą-c-y. Podobno, formacja przed koncertem odbyła tylko jedną próbę. Muzyka była perfekcyjnie precyzyjna … aż strach pomyśleć, co by było gdyby tych prób było więcej? A może nic by nie było – bo to muzycy najwyższego formatu, pewnie bez próby też by zagrali … Dalej już mogą być tylko achy i ochy – ale jak tu opisywać wspaniały koncert – tam po prostu trzeba było być. Publiczność reagowała żywiołowo, była huczna owacja na stojąco i bis … Wydarzenie było wielkim świętem dla miłośników muzyki, takim które nie zdarza się zbyt często.

A teraz kropelka dziegdźciu. Zespół SBB w moim mniemaniu ma olbrzymi potencjał twórczy. Może by tak, zgodnie ze swoim przesłaniem, czegoś poszukał, coś zburzył i wybudował na nowo. Ja myślę, że Ich czas jeszcze nie na pewno nie minął, sala ICE Kraków była w pełni zapełniona słuchaczami.

Na koniec, moja osobista, bardzo subiektywna uwaga. Muzyka była za głośna – momentami zlewała się w trudno rozpoznawalny hałas. Wiem, ze taki koncert musi mieć „czad”, ale jednak bez przesady. To oczywiście moja subiektywna opinia

źródło informacji:
Informacja własna, zdjęcia: Robert Słuszniak, spheresis.com dla Krakowskiego Biura Festiwalowego | dokładamy wszelkich starań aby szanować prywatność i prawa autorskie. Jeśli jednak nasza publikacja narusza czyjeś prawa, prosimy o informację – treść zostanie bezzwłocznie usunięta.

Dźwięki muzyki – Nowhere boy

Johna Lennona znają chyba wszyscy. Pierwsze skojarzenia z nim związane: The Beatles, Yoko Ono, Imagine … Jednak niewiele osób byłoby w stanie powiedzieć kim był, zanim stał się ikoną popkultury.

John Lennon. Chłopak znikąd. to brytyjsko – kanadyjski dramat z 2009 roku. Ekranizacja była pełnometrażowym debiutem reżyser Sam Taylor – Wood, a tytuł nawiązuje nie tylko do piosenki Nowhere boy zespołu The Beatles, ale przede wszystkim skomplikowanej sytuacji rodzinnej muzyka.

Film opowiada historię dorastającego Lennona zawartą w latach 1955 – 1960. Z pozoru typowy nastolatek okazuje się nieszczęśliwym chłopakiem, cierpiącym z powodu nieznajomości matki. Kobieta zaraża swojego syna miłością do rock’n’rolla i udziela mu pierwszych lekcji gry na gitarze, a będący pod jej silnym wpływem młodzieniec postanawia założyć zespół. Muzyka staje się dla Johna ucieczką i w pewnym momencie dla grania jest w stanie poświęcić prawie wszystko. Zanim dla bohatera rozpocznie się nowe życie, odkrywa prawdę o swojej przeszłości. Ten przełomowy moment doprowadza do wydarzeń, które na zawsze odcisnęły na nim swe piętno.

Scenariusz został skonstruowany bardzo ciekawie, a w wielopoziomowej fabule na pierwszy plan wysuwają się emocje szukającego własnej drogi, młodego muzyka. W wyraźny sposób zostały tutaj ukazane ekstrawertyzm i manieryczny ekscentryzm Lennona, przypominające niemalże bunt przeciwko całemu światu.

Realia epoki , które powinny być wyłącznie tłem dla całej historii, niekiedy wysuwają się na pierwszy plan, ale nie przeszkadza to w żaden sposób w odbiorze filmu, a nawet może być atutem dla osób zafascynowanych kulturą lat pięćdziesiątych ubiegłego stulecia. W ekranizacji ukazującej życie tak znaczącej dla muzyki XX wieku postaci, nie mogło zabraknąć wspaniałych kompozycji. Utwory takie jak In Spite of All the Danger, czy Mr. Sandman pozwalają widzom poczuć odpowiedni klimat.
Na szczególną uwagę zasługuje doskonała kreacja postaci drugoplanowych, czyli ciotki Mimi, w której rolę wcieliła się Kristin Scott Thomas oraz matki Johna – Anne – Marie Duff.

Taylor – Wood kontaktowała się w sprawie scenariusza z wieloletnim przyjacielem artysty, Paulem McCartney’em, aby w sposób jak najbardziej dokładny przedstawić młodzieńcze lata ikony muzyki. Artysta zaprzeczył kilku faktom, które mimo to znalazły się w produkcji. Na tym polega różnica między filmami fabularnymi a dokumentalnymi, że nie skupiają się na idealnym odwzorowaniu wszystkich szczegółów, ale nad wszystko przedkładają płynące z nich wartości.

Nowhere boy to nie tylko kilka faktów z życia nastoletniego Lennona, ale przede wszystkim potężna dawka emocji im towarzyszących i nauka dla widzów, aby doceniać w życiu wszystko, co mamy, dopóki możemy. Film ukazuje nam nie tyle muzyka, ile człowieka. Jeśli posłuchamy piosenek Beatlesów takich jak Help, czy Nowhere boy lub nawet późniejszych kompozycji z solowej twórczości Lennona jak Mother, łatwiej będzie nam zrozumieć genezę ich powstania.

Film John Lennon. Chłopak znikąd prezentowany był w ramach 56 Krakowskiego Festiwalu Filmowego

więcej informacji:

RSC i WALFAD – Koncert legendy rocka

RSC i WALFAD – Koncert legendy rocka – połączenie doświadczenia z młodością. Legendarne RSC powraca na scenę! Zespołowi towarzyszyć będzie coraz prężniej działający zespół Walfad. Będzie to spotkanie doświadczenia z młodością, a przede wszystkim z muzyką rockową podniesioną do rangi sztuki. Zespoły ruszają w trasę po Polsce, a pierwszym jej punktem jest Kraków.

RSC
Legenda Polskiej Sceny Rockowej, która swoją działalność artystyczną prowadziła w Rzeszowie od 1981 roku. Zespół występował podczas tras koncertowych wraz z wieloma gwiazdami polskiej estrady, był laureatem i uczestnikiem wielu festiwali takich jak: OPEN ROCK w Krakowie, Festiwal w Jarocinie, Rockowisko w Łodzi, Kart Rock w Jeleniej Górze. W 1983 roku płyta zespołu RSC uzyskała status złotej płyty, a dwie z ich piosenek – „Życie to Teatr” i „Fabryka snów” – znalazły się na składance pt. „NA LUZIE”, wśród przebojów zespołów takich jak: Lady Pank, Urszula, Budka Suflera, Maanam, Lombard. Po latach grupa reaktywowała się, koncertuje i nagrywa w oryginalnym składzie sprzed 34 lat, co jest ewenementem na rynku polskim.

Obecny skład zespołu:
Zbigniew Działa – wokal
Andrzej Wiśniowski – gitara
Wiesław Bawor – skrzypce
Piotr Spychalski – instrumenty klawiszowe
Krzysztof Dziuba – gitara basowa
Michał Kochmański – perkusja

WALFAD
Walfad (We Are Looking For A Drummer) powstał w 2011 roku z inicjatywy Wojciecha Ciuraja. Pierwszy skład stanowili uczniowie 1LO w Wodzisławiu Śląskim. Walfad powstał z marzeń o graniu muzyki ambitnej i bezkompromisowej. Mimo młodego wieku, w 2013 zespół nagrał debiutancki album zatytułowany – „Ab Ovo”. Był to zapis wczesnej twórczości zespołu, opowieść o o młodym człowieku ze Śląska, który wkracza w dorosłość. Materiał ten sprawił, że progresywny świat (USA, Japonia, Francja) dostrzegł młody wodzisławski zespół. Był to także początek współpracy z wytwórnią Lynx Music. Rok później Walfad zostaje kwartetem. Okazało się jednak, że właśnie w takim składzie zespół wszedł na nowy, wyższy poziom. Wojciech Ciuraj został wówczas jednym gitarzystą w zespole. Walfad nie zwalniał tempa, dzięki koncertom z takimi zespołami jak Osada Vida, czy Hipgnosis, a także ciężkiej pracy grupa weszła na wyższy poziom wykonawczy. Latem 2014 roku powstaje „An Unsung Hero, Salty rains&Him” – jeden z najlepszych artrockowych albumów roku w Polsce, a także na świecie. Doskonałe recenzje w prasie muzycznej, a także ciepłe przyjęcie przez samych słuchaczy wprowadziły Walfad do polskiej progresywnej ekstraklasy. Album cieszył się sporym zainteresowaniem od pierwszych dni po premierze. Magazyn Lizard nazwał zespół „nową siłą w polskim progu”. Na fali tego sukcesu Walfad ruszył w trasę promującą „An Unsung Hero, Salty rains&Him”. Zespół przemierzył cały kraj, a trasa zakończyła się dopiero wiosną 2015. Podczas występów grupa miała zaszczyt dzielić scenę m. in zespołem Lizard, Hipgnosis czy State Urge. W drugiej połowie 2015 roku dochodzi do zmian personalnych. Zespół opuszcza Daniel Rodzoń i Maciej Kucharski. Nowymi członkami zespołu zostają Dawid Makosz i Radosław Żelazny, a także Piotr Rachwał. Młodzi wodzisławianie na co dzień studiują w Krakowie i właśnie tam nowy Walfad ma swoją siedzibę.

Walfad gra muzykę z pogranicza rocka i rocka progresywnego. Charakterystyczne dla zespołu są poetyckie, zmuszające do myślenia teksty. Wśród natłoku grup nie przywiązujących wagi do słowa w muzyce rockowej, Walfad jest wyjątkowym projektem. Grupa nawiązuje do tradycji polskiej piosenki tworząc w ojczystym języku jednocześnie nie zamykając się na rynki zagraniczne („An Unsung Hero, Salty rains&Him” powstał w dwóch wersjach językowych). Autorem tekstów i większości muzyki jest Wojciech Ciuraj.

Nadchodząca trasa koncertowa z legendą RSC to niepowtarzalna okazja by zobaczyć na scenie nowy skład, a także usłyszeć nowe dźwięki!

Skład zespołu:
Wojciech Ciuraj – wokal, gitara
Dawid Makosz – instrumenty klawiszowe
Piotr Rachwał – skrzypce
Radosław Żelazny – gitara basowa
Kacper Kucharski – perkusja
 

KONCERTY NA TRASIE:
19.02.2016 – KRAKÓW, klub Rotunda
26.02.2016 – BIELSKO-BIAŁA, Rude Boy
27.02.2016 – PIEKARY ŚLĄSKIE, Andaluzja

 

Terra Bite zapowiada nowy teledysk

Terra Bite

Katowicki Terra Bite udostępnił na swoim profilu na portalu Facebook zapowiedź nadchodzącego teledysku do najnowszego utworu „YummY!” Jest to pierwszy obraz zrealizowany z nową wokalistką – Lucią. Półfinaliści 6 Edycji Must Be The Music zapowiedzieli premierę na 25 sierpnia.

Na temat najnowszego dokonania grupy wypowiedziała się Joanna Calinka Lacher – znana z zespołu Percival Schuttenbach „Dobra jakość. Dobry pomysł z dwiema alternatywnymi rzeczywistościami. Pyszna wokalistka

Z kolei raper Kleszcz, podsumował utwór oraz teledysk następująco: „Pięć różnych osób, jeden organizm, konkretne brzmienie

Sami muzycy Terra Bite tak opisują swoje najnowsze dzieło: „Nie możemy doczekać się premiery. Słuchaczy czeka olbrzymie zaskoczenie. Mamy nadzieję, że to co usłyszycie, zrekompensuje Wam czas jaki upłynął od naszego ostatniego teledysku.

Terra Bite rozpoczął współpracę z nową wokalistką w styczniu tego roku. Za produkcję teledysku odpowiedzialna jest agencja Ace of Art.

Terra Bite to formacja, której należy się dobrze przyjrzeć (i obserwować ich rozwój). Uważam że to grono dojrzałych (muzycznie) muzyków, muzykujących na wysokim poziomie. Pani, która z nimi śpiewa, też wydaje się bardzo utalentowana. Z takim warsztatem mogą daleko zajść … a czy zajdą czas pokaże. I czekamy na muzykę!

źródło informacji:
Materiały prasowe zespołu | dokładamy wszelkich starań aby szanować prywatność i prawa autorskie. Jeśli jednak nasza publikacja narusza czyjeś prawa, prosimy o informację – treść zostanie bezzwłocznie usunięta.

More Wine Please

More Wine PleaseMore Wine Please. Zespół założony we Wrocławiu przez dwójkę przyjaciół – maniaków muzyki, którzy w 2012 roku, jak mówią, wciągnęli w to wariactwo brata i dwójkę znajomych.
Od 2013 r. z pasją pracują nad autorskim materiałem, dzięki któremu zdążyli już zdobyć główną nagrodę największego dolnośląskiego przeglądu młodych zespołów – Muzycznej Bitwy Radia Wrocław. 29 sierpnia 2014 roku ukazała się ich debiutancka Ep’ka „Tides”.
W zeszłym roku wystąpili m.in. na Wyspie Słodowej we Wrocławiu, gdzie zagrali przed legendą polskiego rocka – Edytą Bartosiewicz. Są finalistami tegorocznego plebiscytu Slot Art Festival, zatem już w lipcu wystąpią pośród najciekawszych młodych zespołów w Lubiążu. Ich muzykę można było dotychczas usłyszeć m.in. na antenie Trzeciego Programu Polskiego Radia, gdzie Piotr Metz niejednokrotnie polecał ich w swojej Liście Osobistej, a także w Polskim Radiu Wrocław, czy Radiu Ram.
W muzyce łączą swoje odmienne osobowości i inspiracje takimi gatunkami jak pop, folk, funk czy jazz, uzupełniając się i tworząc mieszankę ciekawych rytmów i melodyjnych harmonii. Miłośnikom niebanalnych tekstów i akustycznych, nastrojowych brzmień na pewno przypadną do gustu.

Skład:
Małgorzata Rabiega – wokal
Szymon Dynia – gitara, wokal
Agata Solecka – klawisze, wokal
Krzysztof Dynia – gitara basowa
Paweł Matyasik – perkusja

Koncert
Klub Gwarek
Władysława S. Reymonta 17, 30-072 Kraków
25 czerwca 2015, godzina 20:30

źródło informacji:
Informacja prasowa Zespołu | Dokładamy wszelkich starań aby szanować prywatność i prawa autorskie. Jeśli jednak nasza publikacja narusza czyjeś prawa, prosimy o informację – treść zostanie bezzwłocznie usunięta.