Piątek, deszcz i peryferie czyli znowu o Voo Voo

Szanowni Czytelnicy. Redakcja nasza zawsze wykazywała wyraźną predylekcję do wojaży, trzeba jednak uczciwie przyznać: tendencja ta przybiera coraz to bardziej wybujałe formy. Tym razem Waszą recenzentkę poniosło do Nowej Wsi Tworoskiej. Państwo pewnie nie bardzo wiedzą, gdzie to. Rozumiemy. Recenzentka do niedawna również nie wiedziała. Jednakowoż: siedzenie w domu w piątkowe wieczory zwykle średnio jej wychodzi; a jeśli w okolicy zapowiedziany jest jakiś interesujący koncert – wtedy już nie wychodzi jej zupełnie. Nawet, jeśli tego dnia pada, a słowo „okolica” jest ciut na wyrost.

Ranczo Baranówka – gdyż tam właśnie recenzentka zechciała wynaleźć sobie okazję do uprzyjemnienia swej egzystencji – leży więc w Nowej Wsi Tworoskiej. Ściśle biorąc, na samym jej końcu – tak nam się zdaje, bo dalej ulica Leśniczówka niknie w leśnej gęstwinie. Ta Nowa Wieś jest jeszcze trochę za Tarnowskimi Górami – trzeba wiedzieć, żeby trafić. Wokół Rancza ściana lasu, za oknami spora łąka, a do tego: eleganckie pokoje, przytulna kawiarnia oraz możliwość jazdy konnej, bo ranczo to ośrodek jeździecki. Miks nowoczesnego z romantycznym, urządzone starannie, stylowo, bezpretensjonalnie, ciepło. Ciemne drewno, czerwona cegła. Ładnie. Pan Właściciel wie, jak człowieka znęcić: zaprasza, jeśli chciałoby się zaznać kameralnej ciasnoty w doborowym towarzystwie z dala od miejskiego zgiełku. Recenzentka lubi nowe miejsca, boczne drogi i ogólnie peryferie; knajpiane koncerty lubi tym bardziej, więc wiadomo było, że namawiać jej nie będzie trzeba. Dlatego za nic mając szarobure popołudnie, piątkowe korki i uporczywe „zawróć, jeśli to możliwe” GPSa – jedzie się.

A wszystko po to, by w deszczowy wieczór posłuchać na żywo siedmiu długich, jednostajnych i absolutnie wciągających utworów z nowej płyty Voo Voo. Takie to ekstrawagancje. Pan Waglewski przewrotnie zapowiada koncert jako zestaw nudnych numerów z płyty, co to niby nikt nie będzie jej chciał kupić. A dla kurażu dowcipnie obwieszcza, że postarają się uwinąć w godzinę i będzie przerwa.

O albumie „7” już jakiś czas temu u nas było i w zasadzie wszystko, co wówczas napisano należy podtrzymać. Najlepiej się go słucha za którymś razem. Wyważony, stonowany, trochę melancholijny. Przebojów tam, na całe szczęście, nie ma. Jest za to dużo grania, swobodnego i po prostu. Teksty powściągliwe; nawet, jeśli momentami gorzkawe, to jednak ciepłe. To jest muzyka, która tworzy nastroje, bawi się półcieniami, wciąga w swój nieśpieszny rytm, daje sobie i słuchaczowi czas. Pasowało to bardzo do tej Tworoskiej Wsi, do ciemnego lasu za oknami, do niedużej sali (wypełnionej po brzegi) i upartej mżawki piątkowej gdzieś z dala od rozpędzonego miasta.

Utwory są mocno rozbudowane. Czyli takie po sześć, siedem minut. Żadne tam „radio edit”. W wersji na żywo chyba się jeszcze trochę rozrosły. Oparte na wytrwale przetwarzanych motywach nawiązują jeden do drugiego i tworzą jednolitą formę. Improwizacyjnie to wszystko brzmi; można poczuć się trochę jak na nocnym jamie w 4arcie czy jakimś innym Harrisie, z tym, że wyważony jest to jam, w ryzach, bez nerwowej zaciekłości, choć grany gęsto i mięsiście. No, może Pan Pospieszalski chwilami trochę się z tego stonowanego nastroju wyrywa ze swoimi transowymi solówkami.

W każdym razie posłuchać było przyjemnie. Jeżeli Państwo mieliby również ochotę – za Voo Voo można pojechać w najbliższych tygodniach jeszcze do Gniezna czy Wałbrzycha. Trochę daleko, ale gdyby ktoś z Miłych Czytelników pozazdrościł żurnalistce, co się po Nowych Wsiach Tworoskich rozbija…

No i w oczywiście z najpełniejszym przekonaniem proponujemy Państwu odwiedzić Ranczo. Koncerty bywają tam regularnie: tej wiosny wystąpi na przykład jeszcze Kraków Street Band czy Pan Mietek Szcześniak. Zdecydowanie warto wpaść również w zwykły weekend. Proszę tylko zwrócić uwagę, żeby to było między czwartkiem a niedzielą – w pozostałe dni tygodnia kawiarnia jest nieczynna. Starannie urządzone wnętrza, malownicza okolica, uśmiechnięci gospodarze, lasy, konie, rowery, kawy, wina. Przestrzeń. Żadnych korków, żadnego ścisku, żadnych akrobacji parkingowych.

No chyba, że akurat ktoś w muzycznej kawiarni gra. Wtedy może być trochę ciaśniej. Ale chyba już mówiliśmy, że warto.

Trasa Voo Voo promująca nowy album „7”:

 Ranczo Baranówka

Share

Autor Karolina Momot

Karolina Momot – choreograf, tancerka, pedagog tańca. Absolwentka Choreografii i Technik Tańca Akademii Muzycznej w Łodzi oraz gliwickiego studium baletowego i wydziału rytmiki średniej szkoły muzycznej. Doświadczenie sceniczne zdobywała w teatrze tańca i teatrach muzycznych; zrealizowała też kilka własnych projektów choreograficznych („…znajdź mnie wśród nich…”, „Anatomia ciszy”, „Tango”). Interesuje się malarstwem, kinem, łyżwiarstwem figurowym; lubi koncerty, sportową jazdę samochodem, grywa w scrabble i na fortepianie.