O kameralnych koncertach, małych knajpach i wokalistkach, które tylko wyglądają na eteryczne

Lubię małe koncerty, niewielkie kluby, lubię mieć ulubiony stolik i gdy pan za barem wie, kto i co zwykł zamawiać lubię też. Spotykanie artystów nos w nos również lubię: żadnych kolejek przed wejściem, żadnego zadęcia, niepotrzebnego blichtru, nic z tych rzeczy. (Co nie znaczy, że od czasu do czasu nie lubię odwrotnie, ale o tym innym razem). W każdym razie – na wieczór, kiedy ma się potrzebę, żeby było kameralnie, świetny jest oświęcimski Bergson. Na górze kawiarnia z wielce obiecującym zestawem ciastek i prasy, na dole – niewielka galeria i przestrzeń koncertowa. Średnio raz w miesiącu gra zaproszony zespół, kameralnie, bo miejsc góra czterdzieści, a to już z założenia czyni wydarzenie interesującym. Rozpiętość tematyczna spora. Tym razem wystąpił duet BaiKa, czyli, rozszyfrowując kolejno, znany z „Hey” i „Indios Bravos” Piotr Banach i nieznana, lecz to być może kwestia czasu, Katarzyna Sondej, zwana Kafi.

Ona, on, jeden mały syntezator, jedna gitara, mnóstwo kabli. Tyle. W sekcji rytmicznej grzechotki i liczne im podobne przeszkadzała, w dziale scenograficznym staromodna lampa, kwieciste wzory i generalnie klimat retro. Artystów jest dwoje, ilością osprzętu zdecydowanie jednak nadrabiają personalny minimalizm. Uroczysty nastrój i strefę komfortu wyszykowanej na koncert publiczności rozbijają bezceremonialnie i od razu: każą śpiewać (śpiewamy), robią egzamin z rocka (z pewną nieśmiałością, lecz zdajemy!), stawiają pytania (udzielają się najaktywniejsi) i oczekują żywych reakcji (reakcje mają miejsce). Widownia chętnie pozwala wciągnąć się w koncertowy dialog, po trzeciej piosence atmosfera jest już zupełnie nieformalna, po czwartej pierwszy rząd bez ceregieli daje się zaangażować jako chórek. Pani Kafi jest naturalna, trochę niespokojnie kręci się przed mikrofonem, dużo się uśmiecha i sprawia wrażenie nieśmiałej licealistki. Dopóki nie zaśpiewa. W pierwszym zdaniu z rozbrajającą szczerością przyznaje, że denerwuje się niezmiernie, w pierwszej piosence robi wrażenie mocnym głosem o ciepłej, ciemnawej barwie i sporej skali. Pan Banach to ten bardziej scenicznie otrzaskany w tym duecie. Opowiada anegdoty, żartuje, sprawnie skraca dystans i wciąga publiczność w rozmowę. Teksty piosenek są jego, komponują wspólnie. Repertuaru Państwo BaiKa mają sporo: krótkie, melodyjne utwory, z zabawnymi, bezpretensjonalnymi tekstami, w stylu jednolitym, choć wyraźnie próbującym rzeczy różnych: chwilami brzmią ostro i rockowo, chwilami to bardziej poetyczna piosenka autorska, chwilami blues, trochę reggae. Całość trzyma się nieźle, jest pomysł na ten duet, jest muzyka, której dobrze się słucha i jest sposób na przyjemne spędzenie sobotniego wieczoru.

Czego brakuje? Żywej sekcji rytmicznej i łyżki dziegciu. Mam wrażenie, że lekko zachrypnięty głos wokalistki wypada lepiej w numerach idących w kierunku rocka i tych chętnie usłyszałabym więcej. A nieco słodkawe teksty tylko by zyskały doprawione trochę bardziej zadziorną nutą. Wszak wiadomo, że kontrasty zwykle sprawdzają się najlepiej. No a brak perkusji i basu trzeba przyjąć, zważywszy na warunki lokalowe. Coś za coś. Jak się chce kameralnego koncertu, należy się liczyć z elektronicznym beatem zamiast ekspresyjnego perkusisty. Czyż nie?

Zresztą – BaiKa działa zaledwie od roku, więc nie wiadomo, co przed nimi jeszcze.

O koncertach i innych wydarzeniach i koncertach w Cafe Bergson można poczytać na stronie facebookowej:

Share

Autor Karolina Momot

Karolina Momot – choreograf, tancerka, pedagog tańca. Absolwentka Choreografii i Technik Tańca Akademii Muzycznej w Łodzi oraz gliwickiego studium baletowego i wydziału rytmiki średniej szkoły muzycznej. Doświadczenie sceniczne zdobywała w teatrze tańca i teatrach muzycznych; zrealizowała też kilka własnych projektów choreograficznych („…znajdź mnie wśród nich…”, „Anatomia ciszy”, „Tango”). Interesuje się malarstwem, kinem, łyżwiarstwem figurowym; lubi koncerty, sportową jazdę samochodem, grywa w scrabble i na fortepianie.