Nigel Kennedy w hołdzie Krzysztofowi Komedzie – relacja z koncertu

Jak połączyć subtelność brzmienia i nostalgiczny czar melodii z energią, nonszalancją a czasem bruityzmem? Na jakiej scenie mogą się spotkać skrzypce klasyczne z elektrycznymi przy wtórze organów Hammonda z jednej strony, z drugiej zaś przy klasycznych dźwiękach fortepianu? Zestaw ten wydaje się kosmiczny, ale dla wielbicieli Nigela Kennedy’ego nie było to raczej zaskoczenie, gdyż artysta od lat poszukuje nowych dróg, zwłaszcza w muzyce jazzowej, wykorzystując przy tym znakomity warsztat skrzypcowy nabyty pod okiem wybitnych wirtuozów.

Koncert 22.07.17 w ramach XXII Letniego Festiwalu Jazzowego zgromadził wobec wielkiej ciekawości nowych dokonań Kennedy’ego całe Auditorium Maximum UJ. Ciekawość nowych dokonań i nowych projektów, gdyż wieczór składał się z dwóch części: pierwsza była hołdem złożonym Krzysztofowi Komedzie – artyście uważanego za współtwórcę polskiej szkoły jazzowej. Po przerwie Nigel Kennedy & Band zaprezentowali utwory z nowej płyty skrzypka zatytułowanej MY WORLD. Również i te kompozycje miały swoje przesłanie, gdyż muzyk chciał nimi wyrazić wdzięczność kilku postaciom, które w znaczny sposób wpłynęły na jego postawę artystyczną. Wśród wymienionej czwórki znalazły się nazwiska dwóch skrzypków klasycznych: Isaaca Sterna, sir Yehudiego Menuhina oraz skrzypka jazzowego – Stephane’a Grappelli. Czwartą ze wspomnianych postaci był Jarek Śmietana, zmarły 4 lata temu gitarzysta jazzowy, współpracujący kiedyś z Nigelem m.in. przy nagrywaniu płyty Psychedelic – music of Jimi Hendrix (2009).

Choć koncert był rodzajem hołdu dla wybitnych artystów i być może powinien panować nastrój powagi, to pamiętajmy, że był to wieczór Nigela Kennedy’ego, dlatego przede wszystkim liczył się kontakt z publicznością, bezpośredni, z charakterystycznym ruchem scenicznym, przybijaniem „żółwików” partnerom na scenie w podzięce za wspólne granie. No właśnie. Choć skrzypek był niewątpliwie gwiazdą wieczoru, nie można zapomnieć o wspaniałych muzykach jego Bandu, a zatem o Pawle Tomaszewskim (klawisze), Tomaszu Kupcu (kontrabas, bas) i Adamie Czerwińskim (perkusja), którzy oprócz znakomitego podążania za intencjami Nigela (czasem pewnie spontanicznymi) uraczyli słuchaczy kilkoma świetnymi solówkami.

Warto zwrócić uwagę, że standardy w pierwszej części koncertu nawiązywały ewidentnie do stylu Krzysztofa Komedy. Już sam dobór organów Hammonda był oczkiem puszczonym przeszłości. Pamiętajmy bowiem, że po 1945 roku nie było łatwo polskim jazzmanom, jako „propagatorom zachodniej sztuki kapitalizmu”. Organy Hammonda są swoistym symbolem przemycania „nowości” techniczno-muzycznych na grunt Polski Ludowej. Jednym z pierwszych, którzy szeroko sięgali u nas po ten instrument, skonstruowany jeszcze w latach 30-tych, był Czesław Niemen. Artyści wykonali m.in. balladę Komedy Nim wstanie dzień, znaną z interpretacji Edmunda Fettinga. Na sam koniec usłyszeliśmy znaną na całym świecie Kołysankę z filmu Dziecko Rosemary w reżyserii Romana Polańskiego. Na rzutniku, w tle wyświetlane były zdjęcia młodego Komedy – uśmiechniętego, zadumanego, przy fortepianie. Zachowane było wszystko co być powinno – oniryczny nastrój spokój, zaduma. Czy można wyobrazić sobie instrument lepszy od skrzypiec do realizacji Kołysanki…?

Nie można pominąć tematu samej wirtuozerii Kennedy’ego, którą wplatał w swe aranże. Były szybkie przebiegi modyfikowane przez syntezatory tak, by uzyskać efekty echa; ponadto tryle, tremola w najwyższych rejestrach. Skrzypek wprzągł w swą „jazzową misję” cały arsenał środków, które zdobył od swych mistrzów klasyki, dziękując im swym kunsztem. Wydaje się jednak, że to właśnie utwory wykonywane na skrzypcach klasycznych, a zatem ciszej, spokojniej, z naturalna głębią poruszały bardziej słuchaczy, choć oczywiście te przysłowiowe „szybkie i głośne” momentalnie porywały odbiorców. Czekamy zatem z niecierpliwością na kolejne „hołdy Kennedy’ego”, a zwłaszcza na polskie w nich akcenty, bo wiemy przecież, że skrzypek lubi Kraków i chętnie do niego wraca, zwłaszcza reminiscencjami muzycznymi.

foto © Andrzej Wodziński – Muzyczny Kraków

Share

Autor Damian Kułakowski

Damian Kułakowski - dziennikarz, absolwent Akademii Muzycznej w Krakowie w klasie skrzypiec. Laureat XXXVI Olimpiady Artystycznej w sekcji historii muzyki (2012). Działalność publicystyczną prowadzi od wielu lat, pisząc na łamach Młodzieżowej Gazety Muzycznej. Teksty były publikowane w dodatku do Gazety Wyborczej oraz Beethoven Magazine. Na koncie ma wywiady z artystami takimi jak maestro Krzysztof Penderecki, Julian Rachlin, Janusz Wawrowski, Amandine Beyer. Jego pasją jest kolekcjonowanie płyt a także gra na altówce we wszelkich formacjach kameralnych.