recenzje 6 października 2017

Festiwal Sacrum Profanum – 7 wspaniałych

Łączyć wysokie z niskim – to w zasadzie niemożliwe, ale Rada Programowa festiwalu Sacrum Profanum 2017 przynajmniej starała się to zrobić. Chociaż efekt czasami był przytłaczający (zgodnie z hasłem reklamowym Wejdź do strefy dyskomfortu), to na pewno zawsze intrygujący każdego odbiorcę. Oto 7 wspaniałych cech festiwalu, którego warto było być częścią między 26 września a 1 października.

1. Awangarda potrafiła bawić. Z zasady jest ona bardzo wymagająca dla odbiorcy, lecz jak widać, wystarczy choć trochę kompromisu, szczypta widowiskowości – i od razu staje się bardziej zjadliwa.

2. Kraków to także Nowa Huta. Fajnie, że stolica Małopolski ma wreszcie festiwal, który traktuje poważnie tę dzielnicę. NCK, Teatr Nowa Łaźnia – te przestrzenie sprawdzają się nie gorzej, niż ICE Kraków, a na pewno lepiej, niż Filharmonia.

3. Nie jest zbyt drogo. Oczywiście podlega to dyskusji, czy i ile powinien kosztować koncert muzyki nowej. Faktem jednak jest, że dzięki takiemu, a nie innemu podejściu organizatorów do tych przyziemnych spraw, Sacrum jest wydarzeniem dla wszystkich, a nie tylko przedstawicieli bogatszej klasy średniej.

4. Punktualność. Mała rzecz, a cieszy – dokładny czas trwania koncertów podany na stronie internetowej. Co prawda Spółdzielnia Muzyczna zakończyła swój koncert pół godziny wcześniej, niż zapowiadano, ale poza tym, raczej obyło się bez wpadek.

5. Bezpretensjonalność. Każdy rozumie to słowo inaczej, ale na pewno Sacrum wyzbyło się pewnego rodzaju zadęcia, które nadal jest bolączką niektórych festiwalu poświęconych muzyce współczesnej, jak np. Warszawskiej Jesieni.

6. Różnorodność. Co prawda hasło „każdy znajdzie coś dla siebie” może niekoniecznie pasuje do festiwalu, który z założenia prezentuje widzom awangardę. Ale z drugiej strony – łączy akademickie myślenie z intuicyjnym postrzeganiem nowoczesności. A to już dużo.

7. Bo jest odważny. Kraków uchodzi od wieków za stolicę konserwatyzmu w Polsce. A tymczasem w piątek gościliśmy tutaj Jennifer Walshe. Obecnie jedną z najbardziej kontrowersyjnych postaci muzyki nowej, łączącej energiczny performance z przemyślanym, głębokim programem, a także barwną i ostrą warstwą wideo. Takie koncerty jak ten: brawurowe, bezkompromisowe, budzą nadzieję, że kultura w tym mieście może być naprawdę niezależna. A przy tym nie musi chować się po kątach. W końcu Sacrum, powiedzmy sobie szczerze, to nadal główny nurt.

I właśnie za ten powiew świeżości na mieszczańskich salonach należą się wielkie dzięki dyrektorowi Krzysztofowi Pietraszewskiemu. A także życzenie powodzenia i wytrwałości – oby Sacrum Profanum 2018 przyniosło jeszcze więcej takich spektakularnych, pozytywnych zaskoczeń.

podobne publikacje