Fair Weather Friends – relacja z koncertu

FWF - fot Filip Blank

Zespół Fair Weather Friends 29 kwietnia wrócił do Krakowa z materiałem z nowej EP-ki Hello Sunday, która miała swoją premierę we wrześniu ubiegłego roku. Mówi się o nich, że są jednym z ciekawszych zespołów polskiej sceny muzycznej. Mają o tym świadczyć występy na największych festiwalach oraz grono fanów w całym kraju.

Chłopaki zawładnęli sceną krakowskiego klubu Alchemia od pierwszych sekund. Pozytywnie zaskoczyło mnie rockowe zacięcie z jakim podano nam muzykę elektroniczną. Co prawda bliżej im do alternatywy niż popu, ale moje zdziwienie było niemałe.

Podczas koncertu nie zabrakło dobrze znanych utworów takich jak Fortune Player, czy Fake Love. Ich autorskie brzmienia to połączenie współczesnej elektroniki, klimatu lat ‘70 i ‘80, elektropopowych melodii oraz punkowej energii. Do tego można jeszcze dorzucić elementy skandynawskiej melancholii i otrzymujemy ciekawą mieszankę, a mimo tego wszystkiego udaje im się zachować spójną całość.

Elektroniczne granie jest ostatnio bardzo modne, ale dość monotonne. Potrzeba zatem czegoś, co wyróżni grupę spośród innych. W tym przypadku jest to z pewnością żywa sekcja rytmiczna. Zapewnia ona należytą dynamikę występu. Oprócz niesamowitej żywiołowości członków zespołu, nie trudno zauważyć ich wszechstronność muzyczną. Grali właściwie na wszystkim, co było potrzebne w danym momencie do tego, aby muzyka wybrzmiała w jak najlepszy sposób. Przez intrygujący i nieco przytłumiony głos wokalisty przebijała się ciekawa energia, którą potęgowały chórki i duży pogłos. Charyzmatyczny Michał Maślak przekonał do siebie chyba każdego.

Zespół wrócił z nowymi utworami zapowiadającymi ich drugi pełnoprawny album i wydaje mi się, że odbiór był pozytywny. Publika nie kryła tego, że dobrze się bawi. Po reakcjach osób w moim najbliższym otoczeniu mogę śmiało stwierdzić, że grupa ujęła ich swoim graniem. O to właśnie chodzi w koncertach. Wspaniale obserwuje się pasję innych, która wywołuje uśmiech na twarzach odbiorców. Muzycy się nie oszczędzali i mogliśmy zaobserwować, że granie sprawiało im ogromną przyjemność.

Szczerze przyznam, że nie jestem fanką elektronicznych brzmień, ale tego wieczoru zostały podane w sprytny i wysmakowany sposób, a to sprawiło, że odbiór był jak najbardziej pozytywny.

Share

Autor Monika Słupek

Studentka biofizyki. Sopran w chórze rozrywkowym, z różnym skutkiem próbuje grać na gitarze. Uwielbia zabiegany tryb życia oraz ciągły rozwój, sport i muzykę pod każdą postacią. Słucha bardzo różnorodnej muzyki z naciskiem na tę mało komercyjną. Noce poświęca na wyszukiwanie ciekawostek muzycznych.