Chick Corea trio w ICE Kraków – relacja

Bardzo dobrze pamiętam ten moment, kiedy ponad 30 lat temu, w programie III Polskiego Radia słuchałem jak gra Chick Corea. Ech – chciałbym dożyć takiej chwili, kiedy będę mógł Go posłuchać na żywo ... Tak właśnie wtedy myślałem i chociaż wtedy nadzieja na taką chwilę była niewielka – właśnie tak się stało.

Doczekawszy czasów kiedy można bez większych problemów pójść na koncert takiej miary artysty jak Chick Corea w mieście Krakowie – w dniu 8 maja 2017 roku właśnie na takie wydarzenie się udałem. Kończąc temat poruszony we wstępie, możliwość posłuchania muzyki z najwyższej światowej półki, była w „onych czasach”, czyli latach 70-tych, bliska zeru. Owszem, zdarzało się, że przyjeżdżał sporadycznie „ktoś Wielki”, ale występował wtedy w Sali Kongresowej (Pałacu Kultury i Nauki) w Warszawie. Bilety na takie wydarzenie były „według rozdzielnika” (młodsza część czytelników pewnie nie we czym był „rozdzielnik”) i dla młodzieńca z prowincji były praktycznie niedostępne.

Tak więc w tych pięknych czasach, po prostu kupuje się bilet i idzie na koncert Chick Corea trio – tak po prostu. Zresztą ten koncert to już trzeci występ artysty w naszym mieście. Sala ICE wypełniona jest w 99%. Nie może być inaczej, Chick Corea to jeden z największych muzyków jazzowych w historii. 

By Alberto Cabello from Vitoria Gasteiz (Chick Corea) [CC BY 2.0 (http://creativecommons.org/licenses/by/2.0)], via Wikimedia Commons
By Alberto Cabello from Vitoria Gasteiz (Chick Corea) [CC BY 2.0], via Wikimedia Commons
Koncert zaczyna się … i potwierdza moją teorię o rozgrzewaniu się muzyków (i to nie tylko jazzowych), podobnie jak robią to sportowcy. W tym przypadku artyści zrobili to całkiem świadomie i planowo. Pierwsze 10 minut koncertu to muzyka przeplatana dialogami z publicznością (w wielkim stylu oczywiście) i … dialog fortepianu z publicznością. Z wielkim zdziwieniem i niedowierzaniem na początku, słuchałem śpiewającej publiczności ICE Kraków. Wielokrotnie pisałem, że krakowska publiczność jest wyrobiona i ma klasą, teraz okazało się że potrafi również pięknie śpiewać, co docenił również Chick Corea nie kryjąc zadowolenia i powtarzając dialog ze słuchaczami pod koniec koncertu. Chapeau bas – krakowska publiczności!

Wracając do rozgrzewki – wydaje się, że Chick Corea wcale rozgrzewać się nie musi. Basista  Eddie Gomez potrzebował kilku minut by osiągnąć wirtuozerską formę, najwięcej potrzebował perkusista Brian Blade. W jego przypadku pierwsze uderzenia w bębny były dość niezdarne, ale po chwili było już wiadome, że to muzyk absolutnie najwyższej klasy. Mój znajomy perkusista mówi, że grający na tym instrumencie dzielą się na tych którzy bębnią i na tych którzy grają na perkusji. Idąc dalej tym rozumowaniem, mogę śmiało powiedzieć, że Brian Blade na perkusji „bardzo grał”.

Słuchanie światowej sławy muzyków to coś wyjątkowego a słuchanie ich na żywo to coś bardzo szczególnie wyjątkowego. Wspólnym mianownikiem ich muzyki jest pewien fantastyczny rodzaj powściągliwości i nie dotyczy to tylko muzyki jazzowej. Ci ludzie już niczego nie muszą udowadniać, nie popisują się techniką i sprawnością. Muzyka wirtuozów niesie ze sobą coś w rodzaju emocjonalnego spokoju i równowagi. Ta atmosfera przenosi się na publiczność – co moim zdaniem sprawia, że radość słuchania właśnie takiej muzyki jest ogromna. Atmosferę rozluźnił na samym początku sam Chick Corea, wyciągając smartfona i robiąc sobie (ze sceny) – „selfie” z całą publicznością …  To oczywiście moje osobiste odczucie, które w przypadku odbioru sztuki u innych ludzi może być zupełnie inne.

Nie będę nawet próbował relacjonować czy recenzować tego koncertu. Kilkukrotnie w czasie jego trwania doznałem uczucia zachwytu. Ale zaraz uzmysłowiłem sobie, że tak właśnie być powinno. Przecież to artyści z absolutnie najwyższej półki – wyższego poziomu po prostu nie ma.

Chick Corea to pianista, którego można rozpoznać po tylko jednym uderzeniu w klawisz. Brzmienie, które wydaje wtedy fortepian jest niepowtarzalne i fantastyczne.  Eddie Gomez zachwycił publiczność oryginalną i perfekcyjną techniką gry na kontrabasie. Często używał smyczka za którym kontrabasiści jazzowi nie przepadają. „Smyczkowa” partia w zagranym na bis Concierto de Aranjuez na długo pozostanie w pamięci słuchaczy. Jak już wcześniej napisałem Brian Blade „bardzo grał” na perkusji. W kilku dialogach z fortepianem udowodnił, że perkusja to pełnoprawny instrument, służący nie tylko do „wybijania rytmu”.

Publiczność (w tym piszący te słowa), została oczarowana i zaczarowana muzyką ale też  atmosferą jaką stworzył Chick Corea Eddie Gomez i Brian Blade. Było to wielkie przeżycie estetyczne i emocjonalne. Oczywiście były owacje, owacja na stojąco i bis. Zespół zagrał swój „popisowy bisowy zestaw” czyli wiązankę  Concierto de Aranjuez Joaquína Rodrigo i kompozycji Spain której autorem jest sam Chick Corea. Publiczność (w tym piszący te słowa) wpadła w euforię. Ale zaraz przypomniałem sobie to, o czym już wcześniej pisałem …. Przecież to artyści z absolutnie najwyższej półki – wyższego poziomu po prostu nie ma.

  • Koncert odbył się w ramach cyklu Świat Wielkiej Muzyki organizowanego przez Cracovia Music Agency. Kolejny koncert 9 czerwca w ICE Kraków, zagra Ivo Pogorelic.

 


PS

O tym napisać muszę, ale to w zasadzie inny temat więc umieszczam go w post scriptum. Bywałem na wielu różnych koncertach w ICE Kraków. Ten był pierwszym (!) na którym nagłośnienie było do przyjęcia. Piszę do przyjęcia, bo sala ICE nie jest salą koncertową, więc nie należy spodziewać się cudu.  Nie jestem akustykiem, ale posiadam zmysł słuchu, wcześniej, kilka koncertów zostało „pogrzebanych” przez fatalne nagłośnienie. 

Share

Autor Andrzej Wodziński

Redaktor naczelny serwisu. Autor nie ma wykształcenia muzycznego i jakichkolwiek kwalifikacji do bycia krytykiem muzycznym. Publikowane teksty są „nieobiektywnie emocjonalne”. Słucha muzyki każdej (z małymi, nieobiektywnymi wyjątkami). Muzyka towarzyszy mu (w różnych formach i przejawach) przez całe życie i czyni go piękniejszym. Informacje dodatkowe: autor, jeśli nie słucha muzyki to ogląda filmy ... Każdą wolną chwilę stara się (z różnym skutkiem) spędzać w górach. Wegetarianin i cyklista.