Archiwum tematu: recenzje

Paweł Mykietyn – koncert monograficzny – relacja

A oto i paradoks nad paradoksami! Poważny Festiwal Muzyki Polskiej organizuje w nie mniej poważnej Filharmonii Krakowskiej koncert monograficzny artysty przez wiele lat nazywanego błaznem i kpiarzem. Paweł Mykietyn, bo to o nim mowa, nie za bardzo nadaje się na stawianie na pomniku.

Paweł Mykietyn / fot. mat. prasowe Nowy Teatr

Kapryśny, mało akademicki, często czerpie inspirację również z muzyki popularnej i w dodatku eksperymentuje, nie licząc się z publicznością. Tymczasem z jakiegoś powodu kuratorzy festiwalu postanowili z kompozytora uczynić klasyka, choć do sędziwego wieku jest mu mniej więcej tak samo daleko(rocznik ‘71) , jak do konserwatyzmu.

Trzy utwory, na które składał się program wieczoru, dobitnie to potwierdziły. 3 dla 13, Koncert podwójny na dwa flety oraz Symfonia II nadal brzmią ciekawie, miejscami dziwnie, gdzie indziej znowuż kpiąc sobie z naszych przyzwyczajeń. Słyszalnym jest też, że każdy z nich powstał w innym czasie (kolejno: 1994, 2013 oraz 2007), co świadczy jeszcze dobitniej o nieustannym poszukiwaniu nowych środków wyrazu przez artystę.

Wykonawcom należą się cześć, szacunek i chwała, ponieważ dokładna prezentacja takiej muzyki to naprawdę nie lada wyzwanie. Tymczasem wszyscy, począwszy od Bassem Akiki, dyrygenta irańskiego pochodzenia, a na orkiestrze Sinfonia Varsovia skończywszy, spisali się po prostu na medal. Na dwa medale spisała się natomiast dwójka flecistów – solistów: Łukasz Długosz oraz Agata Kielar – Długosz, zwłaszcza, że ich partie do szczególnie efektownych nie należały, a napracować i tak się musieli.

Szkoda jedynie frekwencji. Wakacyjna data – 13 lipca – i środek tygodnia (czwartek), to faktycznie niezbyt fortunna pora na koncert. Mimo to zwyczajnie dziwi, że tak mało melomanów zawitało wczoraj do Filharmonii, wszak w Krakowie jest ich od groma. Może zawiodła tutaj promocja? Albo dużą część odstraszyła trudna w odbiorze muzyka Mykietyna?  Bo z pewnością nie ceny biletów – były śmiesznie tanie, co zresztą dotyczy wszystkich koncertów organizowanych w ramach Festiwalu Muzyki Polskiej.

Tym bardziej więc zachęca się czytających do nieco bardziej czynnego udziału w owym cyklu. W sobotę i niedzielę zaplanowano po dwa koncerty, a program każdego z nich zapowiada się wyśmienicie. Tymczasem pogoda – wręcz odwrotnie! Co tu dużo mówić – wnioski nasuwają się same.

Nigel Kennedy w hołdzie Krzysztofowi Komedzie – relacja z koncertu

Jak połączyć subtelność brzmienia i nostalgiczny czar melodii z energią, nonszalancją a czasem bruityzmem? Na jakiej scenie mogą się spotkać skrzypce klasyczne z elektrycznymi przy wtórze organów Hammonda z jednej strony, z drugiej zaś przy klasycznych dźwiękach fortepianu? Zestaw ten wydaje się kosmiczny, ale dla wielbicieli Nigela Kennedy’ego nie było to raczej zaskoczenie, gdyż artysta od lat poszukuje nowych dróg, zwłaszcza w muzyce jazzowej, wykorzystując przy tym znakomity warsztat skrzypcowy nabyty pod okiem wybitnych wirtuozów.

Koncert 22.07.17 w ramach XXII Letniego Festiwalu Jazzowego zgromadził wobec wielkiej ciekawości nowych dokonań Kennedy’ego całe Auditorium Maximum UJ. Ciekawość nowych dokonań i nowych projektów, gdyż wieczór składał się z dwóch części: pierwsza była hołdem złożonym Krzysztofowi Komedzie – artyście uważanego za współtwórcę polskiej szkoły jazzowej. Po przerwie Nigel Kennedy & Band zaprezentowali utwory z nowej płyty skrzypka zatytułowanej MY WORLD. Również i te kompozycje miały swoje przesłanie, gdyż muzyk chciał nimi wyrazić wdzięczność kilku postaciom, które w znaczny sposób wpłynęły na jego postawę artystyczną. Wśród wymienionej czwórki znalazły się nazwiska dwóch skrzypków klasycznych: Isaaca Sterna, sir Yehudiego Menuhina oraz skrzypka jazzowego – Stephane’a Grappelli. Czwartą ze wspomnianych postaci był Jarek Śmietana, zmarły 4 lata temu gitarzysta jazzowy, współpracujący kiedyś z Nigelem m.in. przy nagrywaniu płyty Psychedelic – music of Jimi Hendrix (2009).

Choć koncert był rodzajem hołdu dla wybitnych artystów i być może powinien panować nastrój powagi, to pamiętajmy, że był to wieczór Nigela Kennedy’ego, dlatego przede wszystkim liczył się kontakt z publicznością, bezpośredni, z charakterystycznym ruchem scenicznym, przybijaniem „żółwików” partnerom na scenie w podzięce za wspólne granie. No właśnie. Choć skrzypek był niewątpliwie gwiazdą wieczoru, nie można zapomnieć o wspaniałych muzykach jego Bandu, a zatem o Pawle Tomaszewskim (klawisze), Tomaszu Kupcu (kontrabas, bas) i Adamie Czerwińskim (perkusja), którzy oprócz znakomitego podążania za intencjami Nigela (czasem pewnie spontanicznymi) uraczyli słuchaczy kilkoma świetnymi solówkami.

Warto zwrócić uwagę, że standardy w pierwszej części koncertu nawiązywały ewidentnie do stylu Krzysztofa Komedy. Już sam dobór organów Hammonda był oczkiem puszczonym przeszłości. Pamiętajmy bowiem, że po 1945 roku nie było łatwo polskim jazzmanom, jako „propagatorom zachodniej sztuki kapitalizmu”. Organy Hammonda są swoistym symbolem przemycania „nowości” techniczno-muzycznych na grunt Polski Ludowej. Jednym z pierwszych, którzy szeroko sięgali u nas po ten instrument, skonstruowany jeszcze w latach 30-tych, był Czesław Niemen. Artyści wykonali m.in. balladę Komedy Nim wstanie dzień, znaną z interpretacji Edmunda Fettinga. Na sam koniec usłyszeliśmy znaną na całym świecie Kołysankę z filmu Dziecko Rosemary w reżyserii Romana Polańskiego. Na rzutniku, w tle wyświetlane były zdjęcia młodego Komedy – uśmiechniętego, zadumanego, przy fortepianie. Zachowane było wszystko co być powinno – oniryczny nastrój spokój, zaduma. Czy można wyobrazić sobie instrument lepszy od skrzypiec do realizacji Kołysanki…?

Nie można pominąć tematu samej wirtuozerii Kennedy’ego, którą wplatał w swe aranże. Były szybkie przebiegi modyfikowane przez syntezatory tak, by uzyskać efekty echa; ponadto tryle, tremola w najwyższych rejestrach. Skrzypek wprzągł w swą „jazzową misję” cały arsenał środków, które zdobył od swych mistrzów klasyki, dziękując im swym kunsztem. Wydaje się jednak, że to właśnie utwory wykonywane na skrzypcach klasycznych, a zatem ciszej, spokojniej, z naturalna głębią poruszały bardziej słuchaczy, choć oczywiście te przysłowiowe „szybkie i głośne” momentalnie porywały odbiorców. Czekamy zatem z niecierpliwością na kolejne „hołdy Kennedy’ego”, a zwłaszcza na polskie w nich akcenty, bo wiemy przecież, że skrzypek lubi Kraków i chętnie do niego wraca, zwłaszcza reminiscencjami muzycznymi.

foto © Andrzej Wodziński – Muzyczny Kraków

Relacja z koncertu Jakuba Kusiora w prywatnym mieszkaniu

5 lipca w ramach akcji House Gig w jednym z krakowskich mieszkań zagrał Jakub Kusior – młody kompozytor, gitarzysta i wokalista.

Artysta swoją przygodę z muzyką rozpoczął od gitary akustycznej. W czerwcu 2013 roku wydał debiutancką płytę Step by step, na której znalazły się jego autorskie utwory zagrane techniką fingerstyle. Muzyk postanowił jednak do grania dołączyć śpiewanie. W 2016 roku powstał minialbum Far away wydany przez wytwórnię Fonografika. Jego utwory to połączenie popu, folku, bluesa, rocka i indie.

Koncert rozpoczął się spokojnie od utworu Far away, ale jak się okazuje, muzyka Kuby to nie tylko ballady. Wokalista potrafi podczas występu pokazać rockowy pazur. Przez cały czas melodyjne, lekkie momenty przeplatały się z tymi mocniejszymi.

Oprócz autorskich kompozycji, muzyk zaprezentował również cover zespołu Twenty One Pilots Stressed out. Chyba nikt nie spodziewał się usłyszeć rapującego Jakuba Kusiora, więc nasze zaskoczenie było niemałe, ale odbiór jak najbardziej pozytywny. W szczególny sposób przykuła moją uwagę piosenka Nie tłumaczę. Utwór jest tajemniczy i ma swój niepowtarzalny klimat.

Muszę podkreślić, że prezentowana przez młodego artystę muzyka do najweselszych nie należy. Większość utworów została zbudowana na schemacie łagodnej i sentymentalnej piosenki. Zróżnicowana tematyka nie ma dużego wpływu na warstwę muzyczną. Powiedziałabym, że jest w niej pewna powtarzalność, a co za tym idzie przewidywalność. Dobrze skomponowane utwory o podobnym klimacie spowodowały, że występ był spójny.
Kulminacyjne były dla mnie te momenty, w których na pierwszy plan wysuwały się gitarowe riffy. Co prawda nie doczekaliśmy się utworu instrumentalnego, ale w kilku kompozycjach mieliśmy przyjemność podziwiać brawurowe partie solowe.

Nie był to wieczór zdominowany przez efekty wizualne i dźwiękowe. Taki rozmach potrafi przykryć samą muzykę. Utwory, które znamy z płyty, w wersji akustycznej brzmiały ciekawie. To tak, jakby artysta odnalazł w swojej muzyce zupełnie nowe barwy. Sprawiło to, że piosenki, nie tracąc melodyjności, nabrały mocniejszej energii.
Koncert przebiegł w bardzo miłej atmosferze, a kameralne miejsce, jakim było mieszkanie, jeszcze bardziej ten nastrój pogłębiło. Najlepszą oceną występu była reakcja publiczności. Dwa utwory zagrane na bis są z pewnością dowodem na to, że się podobało.

Dołożenie do palety dźwięków słów, okazało się dobrym kierunkiem rozwoju artysty. Obrana formuła twórczości solowej wydaje się idealnie mu odpowiadać. Polecam szczególnie miłośnikom spokojniejszych klimatów z pogranicza popu i folku. Mimo wszystko liczę na to, że dane nam będzie posłuchać jeszcze jego instrumentalnych kompozycji.

Dzień trzeci Festiwalu EtnoKraków/Rozstaje 2017 – Plac Wolnica

Trzeciego dnia Festiwalu EtnoKraków/Rozstaje 2017 publiczność bawiła się na Placu Wolnica. Tym razem na scenie królowały trzy śpiewające kobiety … a pod sceną kapryśna pogoda.

Jako pierwsza wystąpiła Karolina Cicha w towarzystwie Barta Pałygi. Karolina jest rozpoznawana dzięki oryginalnej technice gry na kilku instrumentach jednocześnie. Na scenie udowodniła, że granie na akordeonie, instrumentach perkusyjnych oraz elektronicznych można połączyć i jednocześnie w imponujący sposób panować nad swoim głosem. Jej muzyczny towarzysz wcale nie odstawał. Pałyga zaprezentował tradycyjne instrumenty strunowe m.in. fidel płocką i dutar. Nie zabrakło także śpiewu gardłowego i alikwotowego.
Duet przedstawił harmonijną i ciepłą muzykę inspirowaną tradycją tatarską. Muzycy odegrali szeroką paletę brzmień – od delikatnych melodii po skomplikowane struktury i rytmiczne improwizacje. Warto podkreślić, że utwory niosły ze sobą nie tylko wartość estetyczną, ale przede wszystkim przesłanie płynące z wyśpiewywanych tekstów. Artyści zafascynowali publiczność swoimi głosami oraz niebywale otwartym podejściem do muzyki.

Następnie na scenie pojawiła się Elida Almeida. Artystka pochodząca z Wysp Zielonego Przylądka nie tylko rozgrzała krakowską publiczność, ale również porwała do tańca. Młodość i energia wokalistki przełożyły się na bardzo żywiołowy występ. Poza ujmującym głosem Almeidy, zachwycały także bogate aranżacje kreowane przez muzyków. Podczas tego występu gitary odegrały bardzo dużą rolę, nadając specyficzny charakter niektórym piosenkom.
Dojrzała twórczość i młodzieńczy czar, przeplatanie radości i melancholii – to wszystko złożyło się na barwną muzykę. Choć wokalistka zaprezentowała brzmienia ludowych twórców, muzyka, którą zaproponowała, brzmiała nowocześnie.

Na zakończenie tego wieczoru wystąpiła „pierwsza dama polskiego folkloru”, czyli Joanna Słowińska – pieśniarka i skrzypaczka. Jest jedną z najbardziej wszechstronnych i wyrazistych postaci polskiej sceny muzycznej. Fani etno znają ją z repertuaru inspirowanego polską i słowiańską muzyką tradycyjną.
Oprócz świetnie brzmiącego zespołu, na scenie towarzyszyła artystce fińska wokalistka Outi Pulkkainen. Prezentując Archipelag 2, Słowińska zabrała nas w interesującą podróż przez bogaty świat słowiańskiej muzyki. Dynamiczne aranżacje folkowe zostały podane w sposób niezwykle nowoczesny. Wszystko to łączyło się z wielkimi możliwościami głosowymi, ponieważ na scenie spotkały się dwie niesamowicie charyzmatyczna wokalistki. Ten popis okazał się idealnym ukoronowaniem trzeciego dnia festiwalu.

Foto: materiały prasowe organizatora, © Michał Ramus

Dzień drugi Festiwalu EtnoKraków/Rozstaje 2017 – kościół św. Katarzyny

Dzień drugi Festiwalu EtnoKraków/Rozstaje 2017. Trzy koncerty w kościele św. Katarzyny w Krakowie. To specjalne miejsce – bardzo przyjazne muzyce i muzykom. Świątynia posiada doskonałą akustykę i (jak to świątynia) fantastyczną energetykę. Drugi dzień Festiwalu to trzy bardzo różne formacje, które jednak stworzyły wspaniałe widowisko. Wspólnym mianownikiem była ekspresja, która na różne sposoby poruszyła umysły i emocje słuchaczy.

Pierwszym wykonawcą była Katarina Malikova. Jest kompozytorką i wykonawczynią pieśni (piosenek?), opartych na tradycyjnych słowackich motywach. Wraz z zespołem tworzą niezwykle dynamiczny i żywiołowy spektakl. Oprócz tradycyjnej muzyki (wspieranej tradycyjnymi instrumentami), w muzyce tej znajdziemy motywy muzyki pop, jazzu, muzyki klasycznej a także elementy, które można nazwać umownie world music.

Artystka jak i towarzyszący jej zespół zaprezentowali bardzo dużą kulturę muzyczną i doskonały warsztat. Mimo bardzo młodego wieku zaprezentowali dynamiczny i muzycznie dojrzały spektakl. Myślę, że usłyszymy o nich jeszcze nie raz.

Następnie wystąpił ormiański zespół Gurdjieff Ensemble. Ich muzyka doskonale wpisała się w nastrój i energetykę świątyni. Forma muzycznego przekazu nawiązuje do ormiańskiego mistyka Georgija Gurdżijewa. Usłyszeliśmy niezwykle ekspresyjną muzykę, również śpiew. Muzyka ormiańska jest bardzo specyficzna. Na tym koncercie, muzycy zabrali nas w podróż. Podróż w góry Kaukazu – wyjątkowa muzyka prawie namacalnie odtworzyła w wyobraźni słuchających szczyty i skaliste krajobrazy. Przyznam się, że tak zasłuchanej i skupionej publiczności dawno nie widziałem. U mnie muzyka wyzwoliła “górskie projekcje”, ale jest to pewnie kwestia indywidualnego odbioru. Jedno jest pewne, uruchomiła emocje i wyobraźnie, była wielkim duchowym przeżyciem. Grupa grała na autentycznie brzmiących ludowych instrumentach. Nie mogę nie wspomnieć tu o “duduku”, drewnianym instrumencie dętym, będącym dla Ormian czymś bardzo szczególnym. Uważam, że jego brzmienie należy do najpiękniejszych dźwięków jakie można wydobyć ze stworzonych przez człowieka instrumentów.

No i na koniec Maria Pomianowska wraz z Aleksandrą Kauf absolwentką Akademii Muzycznej w Krakowie w klasie fideli kolanowych. Panie zagrały wraz z Kayhan Kalhor, światowej sławy wirtuozem gry na kemancze – tradycyjnym, perskim instrumencie strunowym, wpisanym na Listę Niematerialnego Dziedzictwa Kulturowego Ludzkości, trzykrotnie nominowany do nagrody Grammy (w tym roku otrzymał nagrodę jako członek Silk Road Ensemble za najlepszą płytę w kategorii world music) Towarzyszył im Ali Bahrami Fard, mistrz gry na santurze. Artysta komponował muzykę do filmu, teatru i telewizji. Jest autorem książek i esejów o muzyce irańskiej.

Muzyka zagrana w takim składzie instrumentów i takiej klasie muzyków, w mojej opinii była czymś absolutnie fantastycznym. Muzyka oparta na tradycji perskiej w sposób trudny do opisania zabrzmiała w uduchowionej świątyni. Nie będę nawet próbował opisywać stanu ducha jaki powstał u (większości) słuchaczy. Słuchanie takiej właśnie muzyki powoduje, że życie staje się piękniejsze … Po koncercie były owacje na stojąco, bisy – a na twarzach muzyków i publiczności – RADOŚĆ.

Na koniec uwaga. W tym roku nagłośnienie i oświetlenie wnętrza kościoła było bardzo dobre, chociaż wcześniej bywało różnie. Dziękujemy ludziom, którzy ciężko pracowali nad tym, a zwykle pozostają w cieniu. Owszem, mówi się o nich … jeśli coś nie wypali.

Fotorelacja z koncertu:

Copyright © Andrzej Wodziński – Muzyczny Kraków

Kraków górą! Gabriel Niedziela triumfuje w II Konkursie im. Jarka Śmietany

Gabriel Niedziela / fot. mat. prasowe / www.smietanacompetition.co

To już druga edycja jednego z najważniejszych jazzowych konkursów w Polsce i kolejna, w której po najwyższe trofeum sięga polski gitarzysta związany z Krakowem – Gabriel Niedziela (przypomnijmy – dwa lata temu zwycięzcą okazał się Szymon Mika). Finałowa gala konkursu w sali Filharmonii Krakowskiej nie potwierdziła jednak do końca, czy trudny bądź co bądź wybór jurorów był całkiem słuszny. Laureatowi pierwszego miejsca faktycznie nie brakuje niczego, co powinno charakteryzować świetnego wykonawcę – techniki, opanowania, czy wyrafinowania. Zabrakło jednak tego, co dla odbiorcy jest najcenniejsze, czyli oryginalności i polotu.

Nie zabrakło jej natomiast w bardzo energicznej i ryzykownej grze zdobywcy II miejsca, czyli Seanowi Clapis z Nowego Jorku. To pewnie owa brawura przyczyniła się do przyznania mu nagrody specjalnej: sesji nagraniowej w londyńskim studiu Abbey Road. Trzecia nagroda trafiła do rąk dwóch gitarzystów: Roberta Lufta z Wielkiej Brytanii oraz Łukasza Kokoszki. Pierwszy z nich unikał technicznego popisu i skupiał się na delikatnych brzmieniach, subtelnej sugestii swoich nut; być może to dlatego przyznano mu najniższe miejsce na podium.

Łukasz Kokoszko wylądował tam natomiast prawdopodobnie ze względu na swoje gadulstwo. Kojarzą Państwo sytuację, w której wasz rozmówca mówi i mówi, ale nie wiadomo właściwie po co i dokąd to zmierza? To właśnie zdarzało się raz po raz Łukaszowi w jego improwizacjach. Ale kto wie? Jest jeszcze bardzo młody i być może za dwa lata stanie w szranki konkursowe jeszcze raz, tym razem grając dużo bardziej ciekawie.

Sean Clapis / fot. materiały prasowe / www.smietanacompetition.com

Nieprzyjemni krytycy zawsze mają zastrzeżenia, lecz trzeba pamiętać, że mówimy tutaj sprawach decydujących nie o profesjonalizmie wykonawców, a raczej o ich sukcesie artystycznym. Innymi słowy, laureaci konkursu zaprezentowali bardzo wysoki poziom, a piszącemu te słowa pozostaje najwyżej snuć przypuszczenia, dlaczego nie słucha ich się aż tak przyjemnie, jak jurorów konkursu, którzy grali na zakończenie wieczoru.

Poziom konkursu był niesamowicie wysoki, aż trudno sobie wyobrazić, jaki będzie podczas kolejnej edycji. Mamy nadzieję, że muzyka mojego taty będzie inspiracją dla kolejnych młodych gitarzystów. To zaszczyt słyszeć jego kompozycje w tak wielu świetnych interpretacjach – mówiła Alicja Śmietana podczas ceremonii wręczenia nagród.

Przypomnijmy: Konkurs im. Jarka Śmietany został powołany nie tylko dla celebrowania muzyki gitarowej, ale również (czy może przede wszystkim?) by promować kompozycje tego zmarłego przed czterema laty jazzmana. Być może uczestnicy rywalizacji zachowają niektóre utwory w swoim repertuarze. I kto wie, może członkowie Jury, a więc tak wielkie tuzy gitary jazzowej, jak Mike Stern czy Peter Bernstein, również po nie sięgną? Z pewnością oczarowanej ich grą publiczności zebranej podczas niedzielnego, upalnego wieczoru 2 lipca 2017 roku w Filharmonii Krakowskiej, będzie się to śniło po nocach.

Studio Nagrań im. Janusza Muniaka w Dworku Białoprądnickim – relacja z koncertu

W dniu 30 czerwca 2017 Studio Nagrań Dworku Białoprądnickiego otrzymało imię Janusza Muniaka. Z tej okazji odbył się koncert „Rozjazzowanie”. Usłyszeliśmy utwory z płyty Jazzthetics nagranej w Studio oraz kompozycje Janusza Muniaka w wykonaniu znakomitych krakowskich młodych i bardzo młodych jazzmanów. Koncert prowadził Antoni Krupa.

Płyta Jazzthetics to kawał dobrego jazzu w wykonaniu krakowskich jazzmanów młodego pokolenia. Tak też było na koncercie, usłyszeliśmy jazzowe kompozycje w nienagannym wykonaniu. Piszę nienagannym, bo zabrakło mi czegoś co można nazwać „ogniem”, chociaż nie – to określenie dobre dla góralskich kapel. Żebym został dobrze zrozumiany, jak wcześniej napisałem wykonania były nienaganne. Ale może „to coś” nabywa się z wiekiem???

Zdecydowanie „to coś”, „ogień”, czy jak to tam nazwać, posiadał kwartet prowadzony przez Marcina Ślusarczyka. Moim zdaniem muzyk ten należy do absolutnej czołówki polskich saksofonistów jazzowych. Jest równocześnie nauczycielem akademickim w Akademii Muzycznej w Krakowie – za co mu chwała, ale przez to jego kalendarz koncertowy i nagraniowy jest dość ograniczony.

Uroczystego nadania imienia wybitnego saksofonisty i kompozytora jazzowego Janusza Muniaka Studiu Nagrań Dworku Białoprądnickiego i laudacji na tą okoliczność dokonał prof. Jan Pilch – Kierownik Katedry Muzyki Współczesnej, Jazzu i Perkusji Akademii Muzycznej w Krakowie. Słuchałem wielokrotnie wystąpień publicznych Pana Profesora ale to było wyjątkowe, bardzo emocjonalne i osobiste.

Nie ma się jednak co dziwić. Janusz Muniak był wyjątkowo związany z krakowskim środowiskiem jazzowym, podejrzewam, że zdecydowana większość muzyków grających na tym koncercie – miała kontakt z Mistrzem.

Dla mnie osobiście, postać Janusza Muniaka i jego twórczość to skondensowana historia polskiego jazzu, przecierał szlaki dla tego rodzaju muzyki w Polsce.

Autor: Jarosław Roland Kruk / Wikipedia, licence: CC-BY-SA-3.0 via Wikimedia Commons

Janusz Muniak (1941- 2016) – legenda polskiego jazzu, jeden z najciekawszych, najbardziej kreatywnych artystów, saksofonista tenorowy, sopranowy, kompozytor, aranżer, lider wielu zespołów, uprawiający różne gatunki jazzu – od mainstreamu po free. Współpracował m.in. z Krzysztofem Komedą, Andrzejem Trzaskowskim, Tomaszem Stańką, Freddiem Hubbardem, Hankiem Jonesem. Jego styl gry miał ogromny wpływ na kilka pokoleń muzyków w Polsce i Europie.

Wybitny historyk i propagator jazzu Joachim Ernst Berent wymienił go jako pierwszego europejskiego muzyka grającego free-jazz.

Od 1992 prowadził Klub u Muniaka, który stał się kuźnią młodych talentów polskiego jazzu. W 2015 otrzymał nagrodę Złotego Fryderyka za całokształt osiągnięć artystycznych.

Bardzo dobrze się stało, że Studio Studio Nagrań Dworku Białoprądnickiego otrzymało imię Janusza Muniaka. W trakcie uroczystości, wielokrotnie padała nazwa Studio Nagrań Dworku Białoprądnickiego. Ale, czym jest studio nagrań … to budynek, elektronika. Jednak tak naprawdę o poziomie i jakości dokonywanych tam nagrań stanowią ludzie, czyli ekipa Studia Nagrań Dworku Białoprądnickiego. I to im należą się największe słowa uznania i to ich ciężka praca sprawiła, że studio otrzymało ten zaszczytny patronat. Moim zdaniem o tych ludziach powiedziano zbyt mało. Z drugiej strony, miałem przyjemność poznania osób tworzących studio. To ludzie bardzo skromni i pewnie woleli pozostać w cieniu. Ale pamiętajmy o nich bo ciężko pracują na dobre imię Studia Nagrań Dworku Białoprądnickiego.

STUDIO NAGRAŃ – Dworek Białoprądnicki. Jego historia sięga lat 80. Współpracowało z wieloma muzykami, artystami, kompozytorami i aktorami, byli to miedzy innymi: Jarosław Śmietana, Jan Kanty Pawluśkiewicz, Pod Budą, Grzegorz Turnau, Ryszard Rynkowski, artyści Piwnicy Pod Baranami, Zygmunt Konieczny, Alicja Majewska, TVP Kraków.

Poniżej skromna fotorelacja ze skromnego i kameralnego, ale bardzo dobrego koncertu:

 

IX Spotkania z Muzyką Perkusyjną – relacja

Muzyka perkusyjna ma swoich zagorzałych fanów i … może nie przeciwników, ale tych którzy ją, powiedzmy… lekceważą. Piszący ten tekst należy do grupy pierwszej, przez co pewnie ta relacja obiektywną nie będzie.

Myślę, że rzesza “lekceważących” instrumenty perkusyjne byłaby znacząco mniejsza, gdyby muzyka perkusyjna znalazła więcej miejsca na deskach sal koncertowych. Dlatego też, ukłony dla Filharmonii Krakowskiej za organizację koncertu IX Spotkania z Muzyką Perkusyjną w dniu 17 czerwca 2017 roku.

Mogliśmy posłuchać i zobaczyć cały przekrój instrumentów zaliczanych do grupy perkusyjnych. Piszę zobaczyć, bo niektóre z nich mają bardzo ciekawą konstrukcję a gra na nich dostarcza oprócz doznań muzycznych, również tych estetycznych. Oprócz tych instrumentów mieliśmy okazję usłyszeć organy i japoński flet shakuhachi. Ten ostatni jest wyjątkowym instrumentem o fascynującym brzmieniu, przyznam się, że na koncercie odczuwałem pewien niedosyt brzmienia fletu shakuhachi.

Koncert rozpoczął i zakończył kwartet na instrumenty perkusyjne z „przewagą” marimby. Usłyszeliśmy dwie bardzo melodyjne i bardzo piękne kompozycje. Pomiędzy nimi znalazło się kilka utworów, zagranych popisowo. Muzycy grali na baaardzo wielu instrumentach, nazwy niektórych mogę się jedynie domyślać, inne – widziałem po raz pierwszy w życiu. Utwory były bardzo różne, dlatego też słuchacze reagowali bardzo żywiołowo. Muzyka perkusyjna niesie ze sobą, wiele energii, to rytm, który ma bardzo duży wpływ na stan emocjonalny człowieka – czego mogliśmy doświadczyć na tym koncercie. Muzyka była bardzo zróżnicowana a dźwięk fletu shakuhachi i organów dodały jej kolorytu.

Nie podejmuje się opisywania poszczególnych kompozycji. Była to muzyka współczesna, momentami przewijały się przez nią elementy jazzu. Koncert był ucztą dla miłośników instrumentów perkusyjnych. Ci, którzy instrumenty te „z lekka lekceważą” a zbłądzili na ten właśnie koncert – z pewnością przeszli do “fanclubu” perkusji i perkusjonaliów …

W koncercie wystąpili:

Ryszard Haba – inicjator Spotkań z Muzyką Perkusyjną, założyciel zespołu Haba Percusion Group. Artysta od 1988 roku związany z Filharmonią Krakowską w której od 1996 roku pełni rolę pierwszego kotlisty; jest również kierownikiem grupy perkusyjnej. Od wielu lat prowadzi również działalność solistyczną i kameralną. Z Kają Danczowską tworzą niezwykle rzadki duet skrzypcowo – perkusyjny, wykonujący między innymi kompozycje skomponowane specjalnie dla nich. W ramach Krakowskiego Duetu Perkusyjnego wraz z Tomaszem Sabańcem dokonał prawykonania Koncertu na dwie perkusje i orkiestrę Marka Stachowskiego. Aktywnie koncertuje ze swoim zespołem Haba Percusion Group. W 2012 roku artyści dokonali prawykonania utworu Agaty Zubel Percussion Store, w 2013 roku wraz z Polskim Chórem Kameralnym nagrał płytę z Psalmami Dawida, Krzysztofa Pendereckiego. W jubileuszowym, 70 sezonie artystycznym Filharmonii Krakowskiej Ryszard Haba został odznaczony medalem Honoris Gratis przyznawanym przez Prezydenta Miasta Krakowa.

Karolina Zielińska – absolwentka Akademii Muzycznej w Krakowie. Ukończyła studia w klasie prof. Jana Pilcha (dyplom z wyróżnieniem). Swoje umiejętności doskonaliła pod okiem takich muzyków jak : Francisco Navarro, Jochen Schorer, Vincent Houdijk, Ramon Lormans jak również podczas prestiżowych kursów i warsztatów organizowanych przy międzynarodowych festiwalach takich jak: Festiwal Perkusyjny Źródła i Inspiracje, ASTAPER, European workshop for Contenporary Music. Regularnie współpracuje z zespołami orkiestrowymi i kameralnymi: Sinfonietta Cracovia, Orkiestra Filharmonii Krakowskiej, Capella Cracoviensis, Passionart czy Haba Percusion Group. W sezonie artystycznym 2009/10 była członkiem europejskiej orkiestry CEI-YO. Występowała także podczas festiwali: Warszawska Jesień, Triduum Muzyki Nowej Axes, podczas których dokonała wielu prawykonań. Aktywnie uczestniczy w projektach kulturalnych oraz zngażuje się pedagogicznie ucząc gry na instrumentach perkusyjnych. W orkiestrze Wieniawa pełni funkcję lidera sekcji perkusyjnej.

Michał Białko – ukończył studia w krakowskiej Akademii Muzycznej w klasie organów prof. Andrzeja Białki (dyplom z wyróżnieniem). Jest również absolwentem Conservatorium van Amsterdam, gdzie studiował w klasie organów prof. Pietera van Dijka. Jest doktorantem Akademii Muzycznej w Krakowie. Koncertował jako solista i kameralista w Polsce i wielu krajach Europy. Współpracuje z Capellą Cracoviensis, zespołem OCTAVA Ensamble,Collegium Zieleński, Orkiestrą Kameralną Fresco Sonare, Chórem Mieszanym Katedry Wawelskiej oraz Filharmonią Krakowską.

Jan Baryła – absolwent klasy fletu i fortepianu Szkoły Muzycznej II stopnia w Częstochowie oraz Akademii Muzycznej w Krakowie na Wydziale Wychowania Muzycznego. Podczas studiów prowadził Chór Związku Nauczycielstwa Polskiego w Sandomierzu. Od 1991 kieruje Klubem Muzyki Współczesnej Malwa w Krakowie, prowadzi Orkiestrę Kameralną Orfeusz, utworzoną przy Klubie Malwa. Jest inicjatorem Obchodu Roku Ignacego Jana Paderewskiego w Krakowie i Festiwalu Święto Ogrodów. Od kilku lat pasjonuje się grą na japońskim flecie shakuhachi, jest jednym z nielicznych w Polsce muzyków grających na tym instrumencie. Wraz z Ryszardem Habą tworzą Pentatonik Duo.

Jakub Frączek – absolwent Akademii Muzycznej w Krakowie, laureat wielu międzynarodowych nagród, między innymi: Międzynarodowy Konkurs Montabello della Battaglia (Włochy), I nagroda, International Rising Stars Grand Prix Berlin (Niemcy) III nagroda, Protege Concerto International Competition (USA) I nagroda oraz recital w Cornegie Hall w Nowym Jorku. Jako solista grający na marimbie współpracuje między innymi z Orkiestrą Symfoniczna w Kaliszu, Orkiestrą Kameralną Archetti, Chórem i Orkiestrą Kameralną Akademii Muzycznej w Krakowie. W 2015 otrzymał Stypendium Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego Młoda Polska. Zapoczątkował projekt Marimba Laboratory, który łączy muzykę elektroniczną z tradycyjnym brzmieniem marimby.

Mateusz Garstecki – ukończył z wyróżnieniem ogólnokształcacą szkołę muzyczną w Poznaniu, obecnie jest studentem Akademii Muzycznej w Krakowie. Uczestniczył w ogólnopolskich i międzynarodowych konkursach perkusyjnych zdobywając liczne nagrody i wyróżnienia. Brał udział w znaczących wydarzeniach muzycznych zarówno w kraju jak i za granicą oraz w kursach perkusyjnych prowadzonych przez wybitnych perkusistów, takich jak: Mark Ford, Emmanuel Sejourne, John Beck, Shoko Shakai.

Muzyczny Kraków stara się być tam gdzie można usłyszeć instrumenty perkusyjne. Przygląda się też bacznie tym, którzy na nich grają. Na dowód tego zdjęcie z koncertu który odbył się 26 maja 2015 roku w Bazylice Jezuitów w Krakowie roku, na którym – jak się wydaje, możemy rozpoznać bohaterów dzisiejszego koncertu, wtedy jeszcze studentów Akademii Muzycznej w Krakowie. A swoją drogą, koncerty perkusyjne to wielka gratka dla fotoreporterów, są wyjątkowo dynamiczne i ekspresyjne. [relacja i fotorelacja z tego koncertu]

  • Zdjęcie w nagłówku: materiały prasowe Filharmonii Krakowskiej, autor Małgorzata Winiarska. Biogramy artystów pochodzą z programu koncertu. Pozostałe zdjęcia: archiwum Muzycznego Krakowa

Julia i Nieprzyjemni na Festiwalu Miłosza – relacja z koncertu

Pierwszy dzień Festiwalu Miłosza zakończył się występem grupy Julia i Nieprzyjemni. Zespół pojawił się w Krakowie 8 czerwca, aby zaprezentować materiał z płyty Wojaczek. Koncert poprzedziło spotkanie z Marcinem Świetlickim, Maciejem Meleckim i Konradem Wojtyłą.

Artyści odkryli zapomniane wiersze Rafała Wojaczka i na ich bazie powstał krążek składający się z piętnastu utworów. Za zadanie postawili sobie ukazanie w tych kilkunastu piosenkach jego twórczości od początku do końca. Poezja Wojaczka, zaliczanego do grona poetów wyklętych, jest buntownicza a jednocześnie intymna. Łatwo jest wyobrazić sobie koncert oparty na jego twórczości jako skromne, kameralne wydarzenie. Tymczasem występ okazał się oryginalnym i poruszającym spektaklem.

Koncert rozpoczął się bez zbędnych powitań. I tak już pozostało do samego końca, bo pomiędzy utworami nikt nie zdecydował się przemawiać. Co więcej, publiczność nie biła braw, choć były one zasłużone. Zespół grał nieprzerwanie przechodząc z jednego utworu w kolejny i nie dali nam na to szansy. Ciekawa formuła scenicznego show na pewno nikogo nie rozczarowała. Dzięki temu wszystkie zaprezentowane kompozycje można było potraktować jako jedną ciągłą myśl.

Zestawienie w jednej grupie Julii Kamińskiej oraz Marcina Świetlickiego dało ciekawy kontrast. Ten pierwszy dokładnie zna rzeczywistość przedstawioną w wierszach i jego chrypliwy, głęboki głos to oddawał. Co prawda więcej było w tym wypowiadania, wyszeptywania i wykrzykiwania tekstu niż śpiewania. Dla równowagi, świeży i czysty wokal Julii sugerował, że nie może pamiętać tamtych czasów, ale umiejętności aktorskie pomogły jej w oddaniu charakteru utworów.

Zespół brzmiał bez zarzutu. Jednak momentami muzyka bardziej przykuwała moją uwagę niż śpiew. Instrumenty nie stanowiły w tym przypadku wyłącznie tła. Niejednokrotnie tekst piosenki składał się z kilku zdań zapętlonych i wyśpiewanych kilka razy, a muzyka wybrzmiewała jeszcze przez długi czas. Muzycy mieli dzięki temu wiele okazji do tego, aby dać popis swoich umiejętności i w doskonały sposób to wykorzystali. Dało się wyczuć charakterystyczny styl kompozytora Michała Wandzilaka. Ta konwencja spodobała się publiczności i odnoszę wrażenie, że reszta zespołu doskonale się w niej odnalazła.

Mieliśmy możliwość wysłuchania utworów zróżnicowanych tematycznie i estetycznie. Każdy z nich został przekazany w sposób prawdziwy, szczery i dobitny. Bardzo specyficzne, wręcz aktorskie podejście do muzyki wyciągało z piosenek jeszcze więcej emocji, wytwarzając przy tym pewną aurę tajemniczości, przyprawioną melancholijnym klimatem.
Piosenki zostawiały w pamięci swój ślad, ale złożone teksty Wojaczka są niezbyt łatwe do zapamiętania. Zmuszają jednak do refleksji i podróży po różnych płaszczyznach doświadczania życia.

Całość oceniam bardzo dobrze, zarówno pod względem wizualnym, jak i muzycznym. Na żywo wszystko brzmiało interesująco i przyjemnie, choć było trochę poplątane stylistycznie. Fani muzycznych eksperymentów mogli poczuć się naprawdę spełnieni.

Foto: materiały prasowe organizatora © Kamila Zarembska-Szatan