Archiwum autora: Tomasz Michałowski

Autor Tomasz Michałowski

Dziennikarz. Student. Nie lubi się rozgadywać. Raczej mało fotogeniczny.

Paweł Mykietyn – koncert monograficzny – relacja

A oto i paradoks nad paradoksami! Poważny Festiwal Muzyki Polskiej organizuje w nie mniej poważnej Filharmonii Krakowskiej koncert monograficzny artysty przez wiele lat nazywanego błaznem i kpiarzem. Paweł Mykietyn, bo to o nim mowa, nie za bardzo nadaje się na stawianie na pomniku.

Paweł Mykietyn / fot. mat. prasowe Nowy Teatr

Kapryśny, mało akademicki, często czerpie inspirację również z muzyki popularnej i w dodatku eksperymentuje, nie licząc się z publicznością. Tymczasem z jakiegoś powodu kuratorzy festiwalu postanowili z kompozytora uczynić klasyka, choć do sędziwego wieku jest mu mniej więcej tak samo daleko(rocznik ‘71) , jak do konserwatyzmu.

Trzy utwory, na które składał się program wieczoru, dobitnie to potwierdziły. 3 dla 13, Koncert podwójny na dwa flety oraz Symfonia II nadal brzmią ciekawie, miejscami dziwnie, gdzie indziej znowuż kpiąc sobie z naszych przyzwyczajeń. Słyszalnym jest też, że każdy z nich powstał w innym czasie (kolejno: 1994, 2013 oraz 2007), co świadczy jeszcze dobitniej o nieustannym poszukiwaniu nowych środków wyrazu przez artystę.

Wykonawcom należą się cześć, szacunek i chwała, ponieważ dokładna prezentacja takiej muzyki to naprawdę nie lada wyzwanie. Tymczasem wszyscy, począwszy od Bassem Akiki, dyrygenta irańskiego pochodzenia, a na orkiestrze Sinfonia Varsovia skończywszy, spisali się po prostu na medal. Na dwa medale spisała się natomiast dwójka flecistów – solistów: Łukasz Długosz oraz Agata Kielar – Długosz, zwłaszcza, że ich partie do szczególnie efektownych nie należały, a napracować i tak się musieli.

Szkoda jedynie frekwencji. Wakacyjna data – 13 lipca – i środek tygodnia (czwartek), to faktycznie niezbyt fortunna pora na koncert. Mimo to zwyczajnie dziwi, że tak mało melomanów zawitało wczoraj do Filharmonii, wszak w Krakowie jest ich od groma. Może zawiodła tutaj promocja? Albo dużą część odstraszyła trudna w odbiorze muzyka Mykietyna?  Bo z pewnością nie ceny biletów – były śmiesznie tanie, co zresztą dotyczy wszystkich koncertów organizowanych w ramach Festiwalu Muzyki Polskiej.

Tym bardziej więc zachęca się czytających do nieco bardziej czynnego udziału w owym cyklu. W sobotę i niedzielę zaplanowano po dwa koncerty, a program każdego z nich zapowiada się wyśmienicie. Tymczasem pogoda – wręcz odwrotnie! Co tu dużo mówić – wnioski nasuwają się same.

Kraków górą! Gabriel Niedziela triumfuje w II Konkursie im. Jarka Śmietany

Gabriel Niedziela / fot. mat. prasowe / www.smietanacompetition.co

To już druga edycja jednego z najważniejszych jazzowych konkursów w Polsce i kolejna, w której po najwyższe trofeum sięga polski gitarzysta związany z Krakowem – Gabriel Niedziela (przypomnijmy – dwa lata temu zwycięzcą okazał się Szymon Mika). Finałowa gala konkursu w sali Filharmonii Krakowskiej nie potwierdziła jednak do końca, czy trudny bądź co bądź wybór jurorów był całkiem słuszny. Laureatowi pierwszego miejsca faktycznie nie brakuje niczego, co powinno charakteryzować świetnego wykonawcę – techniki, opanowania, czy wyrafinowania. Zabrakło jednak tego, co dla odbiorcy jest najcenniejsze, czyli oryginalności i polotu.

Nie zabrakło jej natomiast w bardzo energicznej i ryzykownej grze zdobywcy II miejsca, czyli Seanowi Clapis z Nowego Jorku. To pewnie owa brawura przyczyniła się do przyznania mu nagrody specjalnej: sesji nagraniowej w londyńskim studiu Abbey Road. Trzecia nagroda trafiła do rąk dwóch gitarzystów: Roberta Lufta z Wielkiej Brytanii oraz Łukasza Kokoszki. Pierwszy z nich unikał technicznego popisu i skupiał się na delikatnych brzmieniach, subtelnej sugestii swoich nut; być może to dlatego przyznano mu najniższe miejsce na podium.

Łukasz Kokoszko wylądował tam natomiast prawdopodobnie ze względu na swoje gadulstwo. Kojarzą Państwo sytuację, w której wasz rozmówca mówi i mówi, ale nie wiadomo właściwie po co i dokąd to zmierza? To właśnie zdarzało się raz po raz Łukaszowi w jego improwizacjach. Ale kto wie? Jest jeszcze bardzo młody i być może za dwa lata stanie w szranki konkursowe jeszcze raz, tym razem grając dużo bardziej ciekawie.

Sean Clapis / fot. materiały prasowe / www.smietanacompetition.com

Nieprzyjemni krytycy zawsze mają zastrzeżenia, lecz trzeba pamiętać, że mówimy tutaj sprawach decydujących nie o profesjonalizmie wykonawców, a raczej o ich sukcesie artystycznym. Innymi słowy, laureaci konkursu zaprezentowali bardzo wysoki poziom, a piszącemu te słowa pozostaje najwyżej snuć przypuszczenia, dlaczego nie słucha ich się aż tak przyjemnie, jak jurorów konkursu, którzy grali na zakończenie wieczoru.

Poziom konkursu był niesamowicie wysoki, aż trudno sobie wyobrazić, jaki będzie podczas kolejnej edycji. Mamy nadzieję, że muzyka mojego taty będzie inspiracją dla kolejnych młodych gitarzystów. To zaszczyt słyszeć jego kompozycje w tak wielu świetnych interpretacjach – mówiła Alicja Śmietana podczas ceremonii wręczenia nagród.

Przypomnijmy: Konkurs im. Jarka Śmietany został powołany nie tylko dla celebrowania muzyki gitarowej, ale również (czy może przede wszystkim?) by promować kompozycje tego zmarłego przed czterema laty jazzmana. Być może uczestnicy rywalizacji zachowają niektóre utwory w swoim repertuarze. I kto wie, może członkowie Jury, a więc tak wielkie tuzy gitary jazzowej, jak Mike Stern czy Peter Bernstein, również po nie sięgną? Z pewnością oczarowanej ich grą publiczności zebranej podczas niedzielnego, upalnego wieczoru 2 lipca 2017 roku w Filharmonii Krakowskiej, będzie się to śniło po nocach.

Wakacje w Kato po raz drugi, czyli OFF Festival

Kraków mocno kulturą, a więc też i muzyką przez wakacje stoi. To niepodważalny fakt – ale. Takich dwóch niezależnych festiwali, jak ma stolica Górnego Śląska, możemy jedynie zazdrościć. Mowa oczywiście o Tauron Nowa Muzyka oraz OFF – ie. Drugi z nich, choć rozpoczyna się dopiero w sierpniu (dokładniej – 4.), już teraz prezentujemy krótki przewodnik przewodnik pod roboczym tytułem: „Dlaczego absolutnie warto?”

1) Jak duży jest to festiwal i czy na pewno znajdę coś dla siebie?

Dla wszystkich poszukujących czegoś nietuzinkowego, odpowiedź brzmieć może jedynie: tak! Na OFF Festival Katowice przyjeżdża się, by odkryć nową fascynującą muzykę lub po raz pierwszy w Polsce zobaczyć legendy światowej muzyki alternatywnej. Nasze zaproszenie przyjęli już m.in. Iggy Pop, Patti Smith, The Smashing Pumpkins, Primal Scream, The Flaming Lips, The National i Public Image Limited. Jesteśmy jedynym festiwalem w tej części Europy o tak silnej reprezentacji muzyki z każdego zakątka świata – od obu Ameryk po Afrykę i Azję – ale OFF Festival to także przegląd najlepszej polskiej muzyki alternatywnej od Hey, Voo Voo, Lecha Janerki i Lao Che po Gabę Kulkę, Molestę i… Zbigniewa Wodeckiego (to u nas po raz pierwszy zagrał pełny koncert Mitch & Mitch).


2) Czy znam chociaż jedną gwiazdę festiwalu, czy też grają tam sami absolutnie niezależni artyści?

Na 12. edycji OFF Festivalu w Dolinie Trzech Stawów pojawią się m.in. PJ Harvey, Feist, Swans, Shellac, Talib Kweli Live, Beak>, The Black Madonna i Jessy Lanza, a Polskę reprezentować będą m.in. Kwadrofonik + Artur Rojek i PRO8L3M. trudno nam uwierzyć w to, że może znaleźć się ktoś, ko nie zna chociaż jednego z tych artystów…


3) Czy OFF to tylko muzyka?

Absolutnie nie! Poza koncertami odbywać się będą Wydarzenia Towarzyszące, w tym spotkania i dyskusje z autorami książek w Kawiarni Literackiej, a PiaskOFFnicę, specjalną strefę dla najmłodszych, położoną w najcichszym zakątku festiwalowego terenu, w której pod okiem opiekunów i animatorów, dzieci mają możliwość brać udział w warsztatach i wspólnych zabawach. OFF Festival Katowice to wydarzenie kompletne. Prócz świetnej muzyki serwowanej w przyjaznym otoczeniu na uczestników imprezy czeka także doskonała oferta gastronomiczna, której nie powstydziłby się niejeden stricte kulinarny festiwal. Uważnie planowana i selekcjonowana grupa dostawców zapewnia menu z najwyższej półki – każdy, niezależnie od tego, czy jest weganinem, bezglutenowcem, fanem kuchni regionalnej czy… kapryśnym pięciolatkiem, znajdzie tu coś dla siebie.

4) Jak wygląda sprawa z biletami?

Całkiem nieźle 🙂
Karnet 3- dniowy (czyli na wszystkie koncerty) kosztuje zaledwie 310 zł,
natomiast miejsce na polu namiotowym – 60 zł .
 
 
Więcej informacji:

 

  • W publikacji wykorzystano logo pochodzące z materiałów prasowych Organizatora

Wakacje w Kato po raz pierwszy, czyli Tauron Nowa Muzyka!

Kraków mocno kulturą, a więc też i muzyką przez wakacje stoi. To niepodważalny fakt – ale. Takich dwóch niezależnych festiwali, jak ma stolica Górnego Śląska, możemy jedynie zazdrościć. Mowa oczywiście o Tauron Nowa Muzyka oraz OFF – ie. Pierwszy z nich startuje już 6 lipca, a więc oto krótki przewodnik pod roboczym tytułem: „Dlaczego absolutnie warto?”

1) Jak duży jest to festiwal i czy na pewno znajdę coś dla siebie?

Pewnie, że tak, skoro w tym roku to aż 65 różnorodnych artystów, którzy przez 4 dni wystąpią na 8 scenach! Podczas 12. odsłony festiwalu uczestnicy zetkną się z gatunkową różnorodnością. Zadowoleni będą fani cięższych brzmień muzyki techno, głęboko przemyślanego ambientu i nowoczesnego podejścia do muzyki soul & RnB. Nie zabraknie też wykonawców alternatywnego popu, energetycznego disco i house odnoszącego się do swoich nowojorskich korzeni, a także przedstawicieli futurystycznego jazzu.

2) Czy znam chociaż jedną gwiazdę festiwalu, czy też grają tam sami absolutnie niezależni artyści?

Róisín Murphy (sobota, 8 lipca) będzie jedną z najjaśniejszych gwiazd 12. edycji festiwalu. Irlandzka wokalistka zadebiutowała z zespołem Moloko, którego hity „Sing It Back” i „Time Is Now” wciąż regularnie goszczą na playlistach klubów i stacji radiowych. Po opuszczeniu zespołu z powodzeniem poświęciła się solowej karierze notując na swoim koncie cztery albumy studyjne, a pochodzące z nich single, jak m.in. „Overpowered”, „Simulation” i „Let Me Know” osiągnęły status utworów kultowych.

Koncert The Cinematic Orchestra (czwartek, 6 lipca) w fenomenalnej sali katowickiego NOSPR-u otworzy tegoroczną edycję Festiwalu. To zespół, którego nie trzeba przedstawiać miłośnikom nowoczesnych brzmień. Słyną z przemyślanego połączenia jazzowej improwizacji oraz elektronicznych eksperymentów. Entuzjastycznie przyjmowane występy na żywo to znak rozpoznawczy grupy, która zasłynęła takimi albumami, jak „Motion“ i „Man With A Movie Camera“.

Charyzmatyczna Cat Power (piątek, 7 lipca) to wokalistka i autorka piosenek obecna na scenie alternatywnej od początku lat 90-tych. Jest znana z oryginalnych, minimalistycznych utworów, które trudno jest umieścić w konkretnej gatunkowej szufladce. Karl Lagerfeld stwierdził, że „to jedyna kobieta, której do twarzy z papierosem w dłoni”. Na festiwalu Tauron Nowa Muzyka Katowice wystąpi solo.

Popularne „wykrzykniki”, jak w Polsce zwykło się określać !!! (chkchkchk) , od ponad 20 lat zachwycają słuchaczy chwytliwymi kompozycjami na styku punku, funku i muzyki klubowej. Pochodzący z Kalifornii, ale rezydujący obecnie w Nowym Jorku zespół to jedna z ikon fali „indie dance” z początku obecnego stulecia i mimo zmieniających się trendów, stale utrzymają status gwiazd. !!! emanują niezrównaną energią i wciąż zaskakującymi pomysłami dokonując śmiałych syntez wielu gatunków. !!! zagrają w piątek, 7 lipca.

SOHN (sobota, 8 lipca) to nietuzinkowy wokalista, który porusza się na styku niezależnego RnB, popowej ballady i wrażliwej elektroniki. To także producent, kompozytor i autor tekstów, który tworzył utwory m.in. na płytę Rihanny. Od internetowego debiutu w 2010 roku, muzyka SOHNa zdążyła zaintrygować fanów na całym świecie, katapultując artystę do roli gwiazdy alternatywnego popu. SOHN nagrał dwa dobrze przyjęte albumy dla kultowej wytwórni 4AD – „Tremors” z 2014 roku i tegoroczny „Rennen”, który zagra na Festiwalu.

3) Tauron słynie z mocnego przedstawicielstwa muzyki elektronicznej, czy coś tutaj się zmieniło?

Absolutnie nie! Odpowiedzialni za nowe undergroundowe brzmienie odnoszące się do klasyków muzyki house i disco, Hercules & Love Affair (sobota, 8 lipca) zasłynęli albumem o tej samej nazwie, promowanym singlem z piosenką „Blind”, w której nagraniu wziął udział Antony Hegarty, znany z grupy Antony And The Johnsons. Skład zespołu uległ od tamtego czasu kilkakrotnym zmianom, ale jego muzyka wciąż rozgrzewa do czerwoności publiczność na całym świecie. Po trzech latach milczenia Andy Butler wraz ze swoją świtą wracają z nowym materiałem, który zaprezentują podczas tegorocznej odsłony festiwalu.

William Basinski (8 lipca) zdobył sławę dzięki serii apokaliptycznych pejzaży dźwiękowych z cyklu „The Disintegration Loops”, stworzonych podczas zamachów z 11 września 2001 roku. Krytycy i słuchacze jednogłośnie uznali jego kompozycje za jedną z najlepszych płyt XXI wieku i doskonały komentarz do współczesnej rzeczywistości. Aktywny od ponad 30 lat, Basinski pozostaje twórcą wymykającym się sztywnym ramom gatunkowym. Jego głównym, ale nie jedynym polem działań pozostaje ambient. W Katowicach Basinski pojawi się ze swym najsłynniejszym dziełem, które zostanie wykonane podczas uroczystego, niedzielnego koncertu w gmachu NOSPR wieńczącego festiwal. „The Disintegration Loops” wykonają na żywo muzycy Narodowej Orkiestry Symfonicznej Polskiego Radia w Katowicach pod batutą Boon Hua Liena. Dzień wcześniej, w sobotę 8 lipca, artysta wystąpi na żywo z dźwiękowym hołdem dla Davida Bowiego.

Urodzony w Belfaście, ale na stałe mieszkający w Londynie Max Cooper (piątek, 7 lipca) jest na co dzień doktorem genetyki. W wolnych chwilach tworzy autorskie projekty muzyczne, wzbogacone o dokonania sztuk wizualnych. Za swoje nowatorskie podejście do muzyki elektronicznej jest on często określany mianem jednego z najciekawszych artystów nowego pokolenia. Oprócz sporej ilości własnych utworów, był również odpowiedzialny za remixy dla artystów takich jak chociażby Hot Chip, Extrawelt oraz Pig & Dan.

Gold Panda (sobota, 8 lipca), to pochodzący z Londynu producent oryginalnych „nowych beatów”, inspirowanych w równym stopniu hip-hopem, co pozostałymi stylistykami muzyki klubowej. Zadebiutował albumem „Lucky Shiner”, wzbudzając niemałe zainteresowanie wśród krytyków muzycznych, a efektem tego była nominacja do albumu roku ogłoszona przez Pitchfork. Niejednokrotnie jego twórczość budzi skojarzenia z nagraniami Four Teta i DJ-a Shadowa, jednak Gold Panda potrafi sięgnąć także po różnorodne motywy muzyczne charakterystyczne nawet dla minimalistycznego techno.

4) Jak wygląda sprawa z biletami?

Całkiem nieźle 🙂

Karnety:
1-dniowy: 160 zł
2-dniowy: 280 zł

UWAGA! Klienci sieci T-Mobile mogą liczyć na dodatkową zniżkę przy zakupie karnetów
2-dniowych za pośrednictwem Ticketpro.pl w wysokości 25%! W celu otrzymania kodu rabatowego wystarczy wysłać bezpłatny SMS o treści „nowa” pod numer 80557.
Promocja trwa do wyczerpania karnetów.

3-dniowy: 330 zł
Bilety na koncert zamknięcia: 40 zł / 70 zł / 90 zł*

*Cena powiązana jest z miejscem na sali koncertowej NOSPR.

Każdy kto zechce skorzystać z pola namiotowego z pewnością będzie miał taką możliwość. Miejsce na polu kosztuje 40 zł od osoby, niezależnie od liczby zajmowanych dni. Oprócz miejsca do rozbicia namiotu, goście znajdą tam węzeł sanitarny z ciepłymi prysznicami oraz strefę gastronomiczną. Profesjonalna ochrona zadba o bezpieczeństwo namiotów i ich właścicieli przez 24 godziny na dobę. Bezpłatne autobusy zapewnią transport do Strefy Kultury.
Harmonogram pola :
Start: 06.07.2017 r., godz.: 12:00
Koniec: 10.07.2017 r., godz.: 12:00
Cena: 40 zł / 1 os. (na cały pobyt)
 
 
Więcej informacji:

 

  • W publikacji wykorzystano zdjęcia pochodzące z materiałów prasowych Organizatora, foto: Radosław kaźmierczak

Misteria Paschalia – inauguracja

Każdego roku o dość podobnej porze nadchodzi okres dla chrześcijan kluczowy. Wielki Tydzień, bo to o nim mowa, to czas duchowej przemiany, zadumy nad naszym życiem i rolą Boga w naszej codzienności. Wiem, że duchowość średnio pasuje do tempa, które narzuciliśmy sobie w XXI wieku i naszych realiów w ogóle. Tym cenniejszy jest więc taki festiwal, jak rozpoczynająca się dziś Misteria Paschalia.

Jego program skupia się na muzyce powstałej w okresie baroku (i okolicach) poświęconej liturgii Świąt Wielkiej Nocy albo z nią związane. Na koncercie inaugurującym tegoroczną edycję mogliśmy podziwiać głównie twórczość Claudio Monteverdiego, który był w swoim czasie największym prekursorem opery i muzycznym eksperymentatorem. Ze współczesnej perspektywy robi ona wrażenie niezwykle zharmonizowanej, ale też i niepozbawionej ekspresji. Nie nudzi, lecz nie skupia się też na zabawie. Najważniejsza jest bowiem treść zawarta w słowach traktujących o sprawach ważniejszych, niż potrafimy to sobie wyobrazić.

W porównaniu do otaczającej nas na co dzień muzyki ta prezentowana na festiwalu jest być może dużo mniej atrakcyjna. Mniej roziskrzona, dużo bardziej powściągliwa, dość monotonna pod względem brzmień. Ale za to jak bardzo nas uspokaja! Jak wiele skupienia nam ona daje i jak bardzo skłania do refleksji – ciężko to właściwie ocenić.

Kontakt z taką sztuką to przeżycie zupełnie inne, niż typowy koncert w filharmonii. Tam wydarzenie otoczone jest pewnym blichtrem, nonszalancją. Dyrygent wchodzi na estradę z wypiętą piersią i fraku, a instrumenty orkiestry lśnią w świetle reflektorów. Tymczasem dziś, w kościele pw. św. Katarzyny Aleksandryjskiej na krakowskim Kazimierzu, tliło się jedynie światło świec. Wykonawcom i słuchaczom udzieliła się zupełnie inna atmosfera. Pewien rodzaj skupienia, możliwy do osiągnięcia jedynie w świątyni, kiedy staramy się odsunąć na bok nasze przyziemne sprawy. Jest to zupełnie inny sposób przeżywania sztuki – bardziej zbliżony do medytacji, niż typowego grzania siedzenia tyłkiem w sali koncertowej i sprawdzania telefonu w co nudniejszych momentach.

Żeby to jednak było możliwe, publiczność musi być odpowiednio przygotowana. Chylę tutaj czoła przed organizatorami, którzy dopełnili naprawdę wszelkich starań, aby wspólnego przeżywania muzyki nie zakłócił dzwonek telefonu czy też czyjś brak kultury. Z pewnością ich motywacja była tym większa, że wydarzenie transmitowała prestiżowa francuska stacja telewizyjna Mezzo. Również konferansjerka była wyjątkowo zwięzła, gdyż nie musieliśmy wysłuchiwać w nieskończoność, ilu to sponsorów i patronów medialnych ma festiwal. Prezydent Krakowa, Jacek Majchrowski, wykazał się jak na polityka wyjątkową skromnością i zamiast rozgadywać się o swoich zasługach dla organizacji tego przedsięwzięcia, w krótkich słowach przywitał gości.

Na wysokości zadania stanęli także wykonawcy. Francuski zespół Le Poème Harmonique i towarzyszący im chór musicAeterna udowodnili nie tylko swój kunszt, lecz przede wszystkim zaangażowanie (również to emocjonalne), charyzmę i ogromną pasję. To właśnie dzięki temu koncertu słuchało się nie tylko z przyjemnością, ale i zadumą. Takich przeżyć na styku sacrum i profanum życzę Państwu na festiwal – i na co dzień.

Więcej informacji:

 

  • W publikacji wykorzystano zdjęcia pochodzące z materiałów prasowych Krakowskiego Biura Festiwalowego, foto: Wjciech Wandzel.

„Jeszcze Polska Muzyka…” – relacja z koncertu

Jak powszechnie wiadomo w środowisku, krakowska Akademia Muzyczna może się pochwalić naprawdę świetnymi studentami. Dobrym na to przykładem jest koncert, który odbył się w zeszły piątek 24 marca. Jego dwaj bohaterowie – Bartosz Staniszewski oraz Paweł Riess to absolwenci studiów I-go stopnia w klasach dyrygentury. Panowie w ramach swojego dyplomu poprowadzili Orkiestrę Akademii Beethovenowskiej, a w charakterze solistki towarzyszyła im skrzypaczka Marta Magdalena Lelek.

Najtrudniejszym zadaniem dla niej było z pewnością wykonanie pierwszego utworu, a więc I Koncertu skrzypcowego Karola Szymanowskiego. Jest to ponad 20 – minutowa, bardzo złożona kompozycja, która zaskakuje ilością różnorodnych brzmień orkiestry i solowego instrumentu. Partia skrzypiec jest tam niezwykle trudna, gdyż Szymanowski pisząc utwór (a więc w okolicach 1916 roku) konsultował ją z jednym z największych solistów tamtych lat – Pawłem Kochańskim. Marta Lelek w pełni podołała jednak zadaniu, zachowując przy tym liryczność i naturalną ekspresję obecną w tym utworze.

Wielkie brawa należą się też Bartkowi Staniszewskiemu, ponieważ ogarnięcie tak skomplikowanej partytury, a także utrzymanie orkiestry w ryzach przy tak częstych zmianach tempa, może sprawić problem nawet najlepszym.Być może młody dyrygent odważył się poprowadzić tym trudnym utworem ze względu na swoje duże doświadczenie. Batutą machać zaczął w czasie swojej nauki w Państwowej Ogólnokształcącej Szkole Muzycznej II stopnia im. F. Chopina w Krakowie i już na pierwszym roku studiów prowadził założoną przez siebie Orkiestrą Ardente, z którą stale występuje w Polsce i za granicą. Widać to, gdy obserwuje się Bartka przy pracy – jest niesamowicie skupiony, opanowany i nie wykonuje żadnych zbędnych ruchów, realizując (prawdopodobnie) bardzo ścisły plan narracji.

Zupełnie inną duszą wydaje się być Paweł Riess, który dyrygował w trakcie drugiej połowy koncertu. Z Bartkiem różni go właściwie wszystko. Po pierwsze, dobór repertuaru. Poza Koncertem Szymanowskiego poprowadził jeden z najbardziej znanych utworów muzyki zwanej klasyczną, czyli Symfonię „Niedokończoną” h-moll Franza Schuberta. Tymczasem Riess zaczął od bardzo spokojnego i zupełnie innego Lark Ascending Ralpha Vaughana Williamsa (brytyjskiego kompozytora, którego sugestywna i śpiewna twórczość może kojarzyć się z muzyką filmową). Również i w tym utworze wystąpiła solistka, jednak dyrygent skupił się bardziej na wydobyciu delikatnej ekspresji, aniżeli jej współpracy z orkiestrą.

Pierwszy z dyrygentów zachwycał dokładnością i trzymaniem orkiestry w pewnej dyscyplinie. Drugi natomiast, odwrotnie, wyciąganiem maksimum energii i muzyczną zabawą. Doskonale słyszalne było to w finałowej Małej suicie Lutosławskiego, która spodobała się publiczności tak bardzo, że Paweł bisował. Z drugiej strony, trzeba pamiętać o tym, że Bartek dyrygował po prostu trudniejszym – z punktu widzenia akademickiego rzemiosła – repertuarem. Być może jest więc tak, że jeden ceni sobie stabilność, a drugi woli raczej zaryzykować, mając z tego jednak więcej zabawy. Znajduje to zresztą odzwierciedlenie w doborze pojazdu obydwu Panów. O ile bowiem Paweł najchętniej odpala motor, Bartek woli tradycyjnie zasiąść za kierownicą. I dzięki temu jeździ bezpieczniej, ale – no właśnie, ale.

PS W dniu, w którym to piszę, ogłoszone zostały wyniki konkursu na projekt nowej siedziby AM w Krakowie. Jej budowa potrwa jednak długo. Do tego czasu, by w pełni zaprezentować swój talent szerszej publiczności, studenci muszą liczyć na gościnność innych instytucji. Koncert w Lusławicach cieszy więc podwójnie. Po pierwsze, jako potwierdzenie umiejętności młodego zespołu (Orkiestra Akademii Beethovenowskiej gra od 2003 roku, a już prześcignęła poziomem orkiestrę niejednej Filharmonii) i dwóch młodych dyrygentów. Po drugie – bliskiej współpracy Akademii z Europejskim Centrum Muzycznym. Miejmy nadzieję, że taka jej forma będzie miała okazję się powtórzyć – albo stanie się pewną normą.

Koncert inaugurujący 8 edycję cyklu „Jeszcze polska muzyka…”

Europejskie Centrum Muzyki Krzysztofa Pendereckiego w Lusławicach
piątek, 24 marca, godz. 19.30

Program:
Karol Szymanowski – I Koncert skrzypcowy op. 35
Franz Schubert – VIII Symfonia h-moll D.759 „Niedokończona”
Ralph Vaughan Williams – Lark Ascending
Witold Lutosławski – Mała suita na orkiestrę kameralną

Wykonawcy:
Orkiestra Akademii Beethovenowskiej
Marta Magdalena Lelek – skrzypce
Paweł Riess – dyrygent
Bartosz Staniszewski – dyrygent
Dariusz Stańczuk – słowo

Bartosz Staniszewski. Absolwent Państwowej Ogólnokształcącej Szkoły Muzycznej II stopnia im. F. Chopina w Krakowie z klasy skrzypiec prof. Anny Rychlik. Od 2014 roku studiuje dyrygenturę symfoniczno-operową w klasie prof. dra hab. Rafała Jacka Delekty w krakowskiej Akademii Muzycznej. Wielokrotny uczestnik Międzynarodowych Kursów Dyrygenckich, podczas których pracował z Orkiestrą Akademii Beethovenowskiej pod okiem prof. dra hab. Rafała Jacka Delekty. Jako dyrygent zadebiutował w kwietniu 2014 roku we Francji. W czerwcu 2014 roku poprowadził w Filharmonii Krakowskiej prawykonanie własnej symfonii D-dur. Założyciel i dyrygent Krakowskiej Orkiestry „Ardente”, z którą stale koncertuje w Polsce i za granicą. We wrześniu 2017 wyruszy z własnym zespołem na tournée po północnej Francji.
Paweł Riess. Absolwent Państwowej Szkoły Muzycznej I i II stopnia im. Ignacego Jana Paderewskiego w Cieszynie. Obecnie kontynuuje studia muzyczne w Akademii Muzycznej w Krakowie na kierunkach: dyrygentura – w klasie dra hab. Macieja Tworka oraz altówka – w klasie dr hab. Bogusławy Hubisz-Sielskiej). W 2015 roku ukończył studia licencjackie z teorii muzyki na tej samej uczelni. Jest członkiem kwartetu smyczkowego Pan Ton, a także prowadzi sekcję altówek oraz asystuje dyrygent Monice Bachowskiej w młodzieżowej orkiestrze kameralnej Fresco Sonare. Zajmuje się również komponowaniem i aranżowaniem. Jest laureatem I nagrody w II Ogólnopolskim Konkursie Kompozytorskim w Toruniu.
Marta Magdalena Lelek. Naukę gry na skrzypcach rozpoczęła w wieku 9 lat w klasie skrzypiec prof. Pawła Puczka – Kierownika Katedry Instrumentów Smyczkowych Akademii Muzycznej w Katowicach. Później, kontynuowała naukę pod kierunkiem prof. Antoniego Cofalika, zdobywając w tym czasie nagrody i wyróżnienia. Studia wyższe podjęła w 1999 roku, w prestiżowej The Guildhall School of Music & Drama w Londynie, w klasie skrzypiec prof. Krzysztofa Śmietany. W 2003 uzyskała tytuł Bmus with Honours, a dwa lata później the Master Degree with Distinction in Performance. Występuje z powodzeniem jako solistka z orkiestrami symfonicznymi i kameralnymi (często narodowymi) w Europie (Polska, Niemcy, Włochy, Albania, Francja, Ukraina, Rosja, Hiszpania, Portugalia, Republika Czeska), Azji, Ameryce, Ameryce Południowej, Australii.


źródła wykorzystane w publikacji:
Biogramy artystów i logo „Jeszcze Polska Muzyka …”, pochodzą ze strony internetowej Europejskiego Centrum Muzyki Krzysztofa Pendereckiego www.penderecki-center.pl | dokładamy wszelkich starań aby szanować prywatność i prawa autorskie. Jeśli jednak nasza publikacja narusza czyjeś prawa, prosimy o informację – treść zostanie bezzwłocznie usunięta.

„Pasja według św. Łukasza” – Filharmonia Krakowska

Pięćdziesiąt lat temu, 22 kwietnia 1966 roku Orkiestra i Chóry Filharmonii Krakowskiej pod batutą Henryka Czyża po raz pierwszy w Polsce wykonały Pasję wg św. Łukasza Krzysztofa Pendereckiego. W partiach solowych wystąpili wówczas Stefania Woytowicz, Andrzej Hiolski, Bernard Ładysz oraz Leszek Herdegen jako ewangelista. Wydarzenie to powtórzone zostało 10 czerwca 1966 roku na dziedzińcu wawelskim, a później niemal czterdziestokrotnie już z inną obsadą solistyczną i dyrygencką, ale nadal pod szyldem Filharmonii Krakowskiej, rozsławiając dzieło wybitnego polskiego kompozytora w kraju, ale także poza jego granicami.

pasja2016Filharmonia Krakowska rościć sobie może pretensje do tego, by nazywać się muzycznym domem Krzysztofa Pendereckiego, jednego z najwybitniejszych kompozytorów XX i XXI wieku. Przez te kilkadziesiąt lat wykonywaliśmy niemal wszystkie jego najważniejsze utwory, często pod autorską batutą. Wiele z nich właśnie u nas miało swoje polskie prawykonania. (…) Nasz zespół w latach 60. i 70. XX wieku bardzo wiele koncertował na całym świecie i przeważnie za sprawą Katlewicza miał w repertuarze utwory Pendereckiego – mówi Dyrektor Naczelny Filharmonii, Bogdan Tosza.

Passio et Mors Domini Nostri Jesu Christi secundum Lucam – jedno z najdonioślejszych dokonań muzyki polskiej XX w. – powstało na zamówienie rozgłośni Westdeutscher Rundfunk z okazji siedemsetlecia katedry w Münster (premiera zbiegła się z rocznicą tysiąclecia chrztu Polski). Pasja to dzieło epokowe, harmonijnie łączące awangardowe środki muzyczne z wielką tradycją dawnych oratoriów pasyjnych (zwłaszcza pasji Bacha – do którego aluzją jest także motyw dźwiękowy B-A-C-H zawarty w jednej z podstawowych serii dwunastotonowych dzieła). Znaczenie i prawdziwą wielkość Pasji Łukaszowej docenia publiczność całego świata – to jeden z najczęściej wykonywanych utworów XX stulecia.

W niedzielę 24 kwietnia 2016 o godz. 18 Pasja wg św. Łukasza Krzysztofa Pendereckiego zabrzmi na filharmonicznej estradzie za sprawą Orkiestry, Chóru i Chóru Chłopięcego Filharmonii Krakowskiej, które poprowadzi dyrektor artystyczny instytucji – Charles Olivieri-Munroe. W charakterze solistów wystąpią: Iwona Hossa – sopran, Mariusz Godlewski – baryton, Piotr Nowacki – bas oraz Krzysztof Gosztyła jako ewangelista.

źródło informacji:
Informacja prasowa Filharmonii Krakowskiej | dokładamy wszelkich starań aby szanować prywatność i prawa autorskie. Jeśli jednak nasza publikacja narusza czyjeś prawa, prosimy o informację – treść zostanie bezzwłocznie usunięta.

Józef Haydn potrzebuje rzutnika

Misteria Paschalia

Misteria Paschalia, Jordi SavallOgromne zdjęcie wnętrza katedry wyświetlone na ścianie oraz czarna lampa wisząca nad orkiestrą – w tak nietypowej scenerii zainaugurowana została 13. edycja festiwalu Misteria Paschalia w Krakowie. Dyrygował mistrz nad mistrze wykonawstwa muzyki dawnej – Jordi Savall. O jego dokonaniach wspomnę może tylko tyle, że w 2008 roku został mianowany Europejskim Ambasadorem Roku Dialogu Międzykulturowego, a także, wraz z sopranistką Montserrat Figueras, otrzymał nagrodę „Artysta na rzecz Pokoju” w ramach programu UNESCO. Wraz z nią założył także zespół Le Concert des Nations, który zaprezentował się w poniedziałkowy wieczór 21 marca.

Grupa ta jest właściwie orkiestrą kameralną, o tyle jednak szczególną, że każdy z muzyków wchodzących w jej skład gra na instrumencie pochodzącym z epoki. W praktyce oznacza to, że krakowska publiczność miała okazję usłyszeć dzieło powstałe ponad 200 lat temu w brzmieniu możliwie najbliższym oryginalnemu. Jest to zresztą znak rozpoznawczy Jordi Savalla, który kieruje się wiedzą badacza w tym samym stopniu co instynktem artysty. Wspomniane na początku dekoracje również ściśle wiązały się z faktami historycznymi. Na inauguracyjnym koncercie w ICE Kraków zabrzmiało bowiem Siedem ostatnich słów naszego Pana, Jezusa Chrystusa na krzyżu Józefa Haydna. Tymczasem utwór ten miał swoją premierę w Hiszpanii, w kadyksyjskiej katedrze; dekoracje świątyni zasłonięte zostały czarnym płótnem, a wnętrze oświetlała jedynie czarna lampa wisząca nad orkiestrą.

Sam opis scenerii potrafi zrobić posępne wrażenie, muzyka – wręcz odwrotnie. Co prawda poza końcówką nie była zbyt energiczna, lecz na pewno nie przygnębiająca. Dyrygent prowadził orkiestrę bardzo spokojnie. Zamiast wywoływać u słuchaczy gwałtowne emocje, starał się raczej służyć kontemplacji. Był to zabieg przemyślany. Pomiędzy kolejnymi częściami mogliśmy bowiem usłyszeć tytułowe siedem słów (a właściwie fraz) wypowiedzianych przez Zbawiciela. Radosław Krzyżowski, aktor Narodowego Starego Teatru w Krakowie, czytał jednak nie tylko fragmenty Pisma Świętego. Na prośbę Jordi Savalla dodatkowy komentarz, przedstawiony z perspektywy Chrystusa, przygotował laureat literackiej Nagrody Nobla, José Saramago.

Pisarzowi udało się stworzyć tekst z jednej strony spójny z użytymi cytatami, a z drugiej – z dziełem muzycznym Haydna. Nie epatuje w nim skrajnymi emocjami, ale za to wymaga od odbiorcy zmierzenia się z kwestiami, przed którymi na co dzień woli uciekać. Na ile człowiek potrafi odrzucić przywiązanie do swojego ciała? Czy bezwarunkowa i bezgraniczna miłość jest możliwa? Czy da się wierzyć, nie wątpiąc na chwilę w wolę Boga? W obliczu tak ważnych pytań, koncert przestaje być jedynie kontemplacją dzieła. Muzyczna uczta zmienia się w przeżycie z pogranicza sacrum i profanum.

Mimo tej szczególnej, niemal religijnej atmosfery, oklaskom dla Jordi Savalla i jego zespołu długo nie było końca. W pełni zasłużenie – w pięknym stylu przypomnieli nam, jak bardzo muzyka sakralna minionych epok jest wartościowa i subtelna. Należy jednak wspomnieć, że koncert odbył się w przededniu tragicznych zamachów terrorystycznych w Brukseli. Okoliczność ta prowokuje do nieprzyjemnej refleksji. Czy w przyszłości zostanie nam już tylko ogromne zdjęcie wnętrza katedry wyświetlone na ścianie?

źródło informacji:
Foto: Wojciech Wandzel, zdjęcia pochodzą z materiałów prasowych Krakowskiego Biura Festiwalowego | Dokładamy wszelkich starań aby szanować prywatność i prawa autorskie. Jeśli jednak nasza publikacja narusza czyjeś prawa, prosimy o informację – treść zostanie bezzwłocznie usunięta.

Jazz w Akademii, relacja i fotorelacja

Choć niektórym trudno w to uwierzyć, w Akademii Muzycznej w Krakowie też czasem zdarza się sesja. Dla studentów parających się głównie graniem lub śpiewaniem liczą się właściwie tylko egzaminy praktyczne, na których pochwalić się muszą tym, nad czym pracowali w ciągu semestru (lub przez ostatnie dwa tygodnie, różnie się wszak zdarza). A że przed tym warto się sprawdzić na scenie, sesję zwiastuje zwykle wysyp koncertów.
Uśrednioną jakość tych przedsięwzięć przemilczmy, dwa słowa jednak o frekwencji. Jest marna. Chlubnym wyjątkiem od tej reguły jest cykliczna impreza, o której ten tekst właściwie traktuje, czyli Jazz w akademii. Cykliczna, bo zdarza się średnio raz w semestrze (przez co staje się po trosze podsumowaniem, o jakim mowa w akapicie 1.). Impreza, bo wykonawcy się owym graniem autentycznie cieszą. A to nie jest tak oczywiste, kiedy grać muzykę nie tyle można, co trzeba.

Wracając do koncertu. Jak wspomniałem, zainteresowanie nim zwykle jest spore, ale tym razem (a więc w zeszły czwartek, 21. I) sięgnęło ono zenitu – a to za sprawą bohaterów pierwszej części koncertu. Zespoły Quindependence oraz Stanisław Słowiński Quintet to bowiem laureaci kolejno drugiego i pierwszego miejsca w ubiegłorocznym konkursie Jazz Juniors w Krakowie (dla przypomnienia: jednej z najważniejszych imprez tego typu w Polsce; bardziej zainteresowanym czytelnikom poleca się nagrania z koncertu laureatów).

Ciekawie wypadło porównanie tych składów. Wspólne było duże zaangażowanie, dzięki któremu muzykom udało się złapać dobry kontakt z publicznością (co, jak na koncerty akademickie, jest jednak pewnym wyjątkiem). Różne są natomiast pomysły na granie – członkowie Quindependence raczej dyskretnie rozwijają daną kompozycję, konsekwentnie rozwijając jakiś pomysł (jak np. w balladzie Listen to the wind Z. Namysłowskiego, w której nawet szum saksofonu miał swoje znaczenie). Kwintet Słowińskiego natomiast wciąż zaskakiwał nowymi, czasem wręcz szalonymi pomysłami, swobodnie przechodząc od kontemplacji do furii i z powrotem (wymienić właściwie należałoby tutaj każdy z wykonanych utworów, wszystkich zresztą napisanych przez lidera).

Dla obu zespołów dużo ważniejsze od przyjętych zasad jest szukanie własnego kierunku, sposobu wypowiedzi. Ich muzyka jest bardzo przejrzysta, działając na słuchacza bezpośrednio – treść dominuje w niej nad formą czy proporcjami. Trochę blado wypadł więc przy nich uczelniany Big Band pod batutą Wojciecha Groborza, który zaprezentował się w drugiej części. Być może nie grał gorzej, ale z pewnością nie tak energicznie, jak dwa wcześniejsze składy. Jest to też kwestia repertuaru – o ile laureaci Jazz Juniors grali muzykę nam zwyczajnie bliższą, o tyle Big Band odwoływał się do dawnej stylistyki (w programie znalazły się m.in. Cottontail D. Ellingtona czy A Night In Tunisia D. Gillespie), nie oddziałującej już z tak dużą siłą na słuchaczy.

Zachwyt jednak pozostaje. I smutna refleksja, że na krakowskiej uczelni nie ma dogodnej przestrzeni na takie wydarzenia – raz, że akustyka w Sali Koncertowej raczej nie powala, a dwa, że jest w niej zwyczajnie duszno (trudno tutaj stwierdzić, czy gorzej się tam gra, czy słucha). – Pięknie grają, tylko czy oni mają tutaj gdzie ćwiczyć? – zapytała mnie jedna ze słuchaczek, rozglądając się gorączkowo bo Akademii. – Wie Pani co – odpowiedziałem całkiem szczerze. – Ja też się nad tym czasem zastanawiam.

*Quindependence https://www.youtube.com/watch?v=Q-Tt9QMfp1o
Stanisław Słowiński Quintethttps://www.youtube.com/watch?v=rvHRI1SX98U

Ci najbardziej zainteresowani znajdą tam też nazwiska wykonawców, poleca się większej uwadze!

Foto: Muzyczny Kraków © Iwona Kurczab