Archiwum autora: Andrzej Wodziński

Autor Andrzej Wodziński

Redaktor naczelny serwisu. Autor nie ma wykształcenia muzycznego i jakichkolwiek kwalifikacji do bycia krytykiem muzycznym. Publikowane teksty są „nieobiektywnie emocjonalne”. Słucha muzyki każdej (z małymi, nieobiektywnymi wyjątkami). Muzyka towarzyszy mu (w różnych formach i przejawach) przez całe życie i czyni go piękniejszym. Informacje dodatkowe: autor, jeśli nie słucha muzyki to ogląda filmy ... Każdą wolną chwilę stara się (z różnym skutkiem) spędzać w górach. Wegetarianin i cyklista.

Aukcja Koni Arabskich w Michałowicach – konie jak muzyka

Otóż – nie jestem „koniarzem” i nigdy nie siedziałem na koniu. Nigdy nie odczuwałem potrzeby jeżdżenia na innej istocie … jakoś tak.

Natomiast, podziwiam konie. To piękne zwierzęta. Służą człowiekowi bez protestu od wieków. Konie arabskie są wyjątkowo piękne. To cud natury …

A swoją drogą, zastanawiam się co by napisał koń o człowieku – gdyby pisać umiał?

Koniarzem nie jestem ale na Aukcji Koni Arabskich w Michałowicach byłem w towarzystwie ludzi znających się na rzeczy. Jest to wydarzenie z wielką przyszłością i potencjałem. Frekwencja pokazała, że takie wydarzenie jest bardzo mile widziane – sam pojawię się tam za rok.

Aukcja Koni Arabskich w Michałowicach – 8 // 10 września 2017.

Poniżej kilka zdjęć „pstrykniętych przy okazji”, pod tytułem „koń i człowiek ….”  (a może na odwrót „człowiek i koń”???). Zawsze fascynuje mnie relacja pomiędzy człowiekiem i zwierzęciem.

Foto © Andrzej Wodziński – Muzyczny Kraków | Jeśli publikowane zdjęcia naruszają czyjeś prawa, prosimy o informację – treść zostanie bezzwłocznie usunięta.

 

Pannonica Folk Festival 2017 – fotorelacja

Kilkadziesiąt zdjęć w porządku … „trochę chaotycznym”. Bardzo chciałem oddać nastrój i ducha tych kilku dni w Barcicach nad Popradem.

W poprzednich edycjach festiwalu pisałem relację wraz ze zdjęciami. W tym roku relacja będzie osobną publikacją, dość obszerną i tym razem bardzo „muzyczną”. Zdjęcia, oraz wspomnienia z festiwalu utwierdziły mnie w przekonaniu że:

W dniach 31 sierpnia – 2 września 2017, Barcice nad Popradem były miejscem w którym liczba szczęśliwych ludzi, przypadających na jeden metr kwadratowy – była największa na świecie …

Oglądając zdjęcia, można też posłuchać „bałkańskiego klasyka”, którego zagrał na festiwalu Ekrem Mamutovic z orkiestrą:

Miłego oglądania 🙂

 

Foto © Andrzej Wodziński – Muzyczny Kraków | Jeśli nasza publikacja narusza czyjeś prawa, prosimy o informację – treść zostanie bezzwłocznie usunięta.

LemCom – czyli świętowanie urodzin Stanisława Lema

LemCom – czyli wielkie i wyjątkowe spotkanie fanów twórczości Stanisława Lema, krakowska premiera filmu „Autor Solaris” w reż. Borysa Lankosza, specjalna odsłona Krakowskiego Kiermaszu Książki dedykowana pisarzowi, a także lekcja czytania wokół „Niezwyciężonego” – tak w skrócie zapowiada się program obchodów urodzin Stanisława Lema (9-12 września) w Krakowie. Pisarz, którego twórczość wciąż stanowi źródło inspiracji dla kolejnych pokoleń twórców i uczonych, 12 września 2017 obchodziłby swoje 100. urodziny. Organizatorami obchodów są: Miasto Kraków i Krakowskie Biuro Festiwalowe operator programu Kraków Miasto Literatury UNESCO.

Trwające aż cztery dni urodziny pisarza rozpoczniemy w sobotę 9 września niecodziennym spotkaniem Artetece Wojewódzkiej Biblioteki Publicznej w Krakowie (ul. Rajska 12), na który zjadą fani twórczości Stanisława Lema z całego kraju. LemCon, połączy wątki popularyzatorskie, naukowe, konferencyjne i fanowskie i stworzy przestrzeń dialogu na temat twórczości słynnego na całym świecie autora. Początek o godz. 12.00.

Przez dwa dni weekendu (9-10 września), na Placu Marii Magdaleny trwać będzie specjalna, i zarazem ostatnia w tym roku, edycja Krakowskiego Kiermaszu Książki, podczas którego swoją ofertę zaprezentuje kilkunastu antykwariuszy i bukinistów z Krakowa i regionu. Motywem przewodnim będzie oczywiście twórczość Stanisława Lema. W ramach kiermaszu odbędą się też spotkania premierowe wokół dwóch niezwykłych książek: „Różaniec” Rafała Kosika o godz. 13:00 i „Stanisław Lem. Życie nie z tej Ziemi” Wojciecha Orlińskiego o godz. 14:00.

Nie lada gratkę przygotowano na niedzielę (10 września). Na wyjątkowy spacer po mieście, śladami Stanisława Lema, zaprasza Wojciech Orliński – autor książki „Lem. Życie nie z tej ziemi” – pierwszej polskiej biografii pisarza opublikowanej na początku sierpnia nakładem Wydawnictwa Czarne, w koedycji z Wydawnictwem Agora. Przypominamy, że patronem książki jest Kraków Miasto Literatury UNESCO. Wstęp wolny! Zbiórka na Placu Marii Magdaleny o godz. 15:00.

Dzień później (11 września) w Pawilonie Wyspiańskiego (pl. Wszystkich Świętych 2) odbędzie się lekcja czytania wokół „Niezwyciężonego”.  „Niezwyciężony” to doskonała realizacja gatunku space opera w polskiej fantastyce, jedna z najsłynniejszych i najbardziej lubianych powieści Stanisława Lema. Lekcja czytania rozpocznie się o godz. 13:00 w Pawilonie Wyspiańskiego i poprowadzi ją Wojciech Orliński.

Kulminacją obchodów będzie wieczór w kinie Kijów. Centrum (12 września). W programie: krakowska premiera filmu „Autor Solaris” z 2016 roku w reż. Borysa Lankosza, połączona z wręczeniem nagrody za mural inspirowany twórczością Stanisława Lema oraz debatą z udziałem autorów: Wojciecha Orlińskiego i Borysa Lankosza. „Autor Solaris” to niezwykła opowieść o życiu i twórczości Stanisława Lema na tle dramatycznych wydarzeń XX wieku. Narratorem jest Marek Kondrat, a w inscenizowanych scenach biograficznych Lem przemówi głosem znakomitego polskiego aktora teatralnego, Jana Peszka. Wstęp na podstawie bezpłatnych wejściówek dostępnych na www.evenea.pl

Organizatorzy: Miasto Kraków, Krakowskie Biuro Festiwalowe operator programu Kraków Miasto Literatury UNESCO.

Partnerzy: Wydawnictwo Czarne, Wydawnictwo Agora, Wydawnictwo Literackie, Lem.pl, Skanska, Fundacja Aktywnych Obywateli im. Józefa Dietla, Galeria Krakowska, Krakowska Sieć Fantastyki, Wojewódzka Biblioteka Publiczna w Krakowie, Pauza In Garden.  

Więcej informacji:

 

źródło informacji:
Materiały prasowe organizatora | dokładamy wszelkich starań aby szanować prywatność i prawa autorskie. Jeśli jednak nasza publikacja narusza czyjeś prawa, prosimy o informację – treść zostanie bezzwłocznie usunięta.

Pannonica Folk Festival – do zobaczenia w „krzakach nad Popradem”

Serbowie, Romowie, Polacy i kilka innych nacji, przedział wiekowy 0-80. Wytatuowane dziewczyny z kolczykami w różnych dziwnych miejscach i przemiłe panie z Koła Gospodyń Wiejskich. Dużo dzieci, psy a do tego majestatycznie przechadzające się konie … Wokół słychać „proszę, „dziękuję”, „przepraszam”, „czy mogę w czymś pomóc”. Wszyscy są mili i uśmiechnięci, życzliwi sobie i całemu światu … To nie jest opis Arkadii – krainy szczęśliwości, to nie fragment książki science fiction, to wszystko działo się naprawdę. Tak było w Barcicach Dolnych koło Starego Sącza, nad Popradem.

Tak rozpoczynałem swoją relację z Festiwalu Pannonica 2014 i tekst o Festiwalu w 2016 roku. Relacjonując Festiwal w 2015 roku napisałem:

Fenomen Pannoniki (bo fenomenem należy nazwać ten Festiwal), to jego klimat i nastrój. Muzyka w tym przypadku jest katalizatorem stanu ducha Festiwalowiczów. Ten stan ducha to potężna ilość radości i pozytywnej energii, która unosi się nad Barcicami. Uczestnicy Festiwalu to w większości „bałkanofile” (do których należy również piszący te słowa). Znajdując na barcickim polu mały kawałek bałkanów, czerpią z tego faktu radość trudną do opisania.

Po czym dokonałem błyskawicznej analizy: Festiwal jest zjawiskiem psychologiczno – socjologicznym, ale to niech badają naukowcy. A badać jest co. Nie wiem dokładnie ile osób było na Pannonice, ale mimo sporej ilości napojów zwanych “wyskokowymi”, ani ja ani moi znajomi nie zarejestrowaliśmy jakiegokolwiek przejawu agresji czy nawet nieodpowiedniego zachowania. Co więcej, Festiwal mógł służyć za “warsztaty dobrego wychowania”. Wszędzie słychać było proszę, dziękuję, przepraszam, czy mogę w czymś pomóc etc. Banałem będzie pisanie że tu spotkaliśmy w ekstremalnej formie przejawy tolerancji, zrozumienia i szacunku dla kulturowej inności i odmienności. Na jednej przestrzeni funkcjonowali bez jakichkolwiek problemów przedstawiciele różnych narodów, motocykliści w skórach i panie z Koła Gospodyń Wiejskich, dorośli, dzieci, psy i konie. W tej samej przestrzeni spotkać można było ludzi w stanie “po spożyciu”, „po spożyciu w dniu poprzedzającym”, oraz tych którzy „dopiero planują spożywać” + również spora grupa tych, którzy z różnych powodów „spożywać nie będą”. Całe to liczne i nieco egzotyczne towarzystwo nie tylko sobie nie przeszkadzało, ale egzystowało w idealnej symbiozie i tworzyło jedną spójną społeczność.

Czytając powyższe i oglądając zdjęcia (oraz materiały video na YouTube) …. czy też będąc na Festiwalu można wrobić sobie opinię o nim … to Fenomen Pannoniki. Jak w przypadku każdego fenomenu, bardzo trudno o jego diagnozę. Faktem jest, że festiwal Fenomenen jest.

Organizatorzy, od pierwszej edycji podkreślają fakt, że to festiwal w „krzakach nad Popradem”. Tak też jest, ale przecież życie to ciągły rozwój i festiwal też się rozwija. Dzieje się tak, bo jest Fenomenem. A wynik tego, to z roku na rok coraz większa ilość „festiwalowiczów”. Zmienia się też sam festiwal. Przybywa sponsorów, funduszy, wydarzenie staje się znane w Polsce i na świecie.

Pannonica Folk Festival przeszedł pozytywną weryfikację Międzynarodowego Jury i Zespołu Ekspertów EFA (European Festivals Association).  Dzięki temu przez dwa lata (2017-2018) festiwal ma prawo używać specjalnego znaku „Remarkable Festival” („Niezwykły Festiwal”), który przyznaje się za wysoki poziom artystyczny i znaczący wkład w międzynarodowy obieg kultury.

To bardzo ładnie, ale przyznam się, że „aż się boję”. Moim skromnym zdaniem, moc Pannoniki leży właśnie w jego „prowincjonalności” i „galicyjskości”. Określenia te są dla mnie – w dzisiejszych „takich a nie innych” czasach, bardzo pozytywne. Rozwój jest czymś naturalnym i pozytywnym, mam nadzieję, że nie pójdzie w kierunku „komercji totalnej”.

Dyrektor festiwalu Wojciech Knapik w wywiadzie udzielonym Muzycznemu Krakowowi w 2015 roku na moje pytanie dokąd zmierza Pannonika? – odpowiedział: Chcemy żeby festiwal się rozwijał w tym sensie, aby miał dobrą opinię u ludzi … i to jest kierunek o który nam chodzi. Nie zależy nam na „rozroście” terytorialnym i ilościowym, bo czuję, że wtedy dużo stracimy z naszej tożsamości. Chcemy być kameralnym festiwalem gdzie spotyka się znajomych…

Tegoroczna edycja Festiwalu będzie przełomowa. Zobaczymy czy uda nam się po raz kolejny być na kameralnym festiwalu na którym spotyka się znajomych. Wierzę że tak.

Pannonica Folk Festival – Barcice nad Popradem, 31 sierpnia – 2 września 2017

Więcej informacji i program festiwalu:

 

Do zobaczenia w „krzakach nad Popradem” – ja tam będę!

Poniżej zdjęcia z 2015 roku, jestem pewien, że w tym roku będzie się działo jeszcze lepiej i jeszcze bardziej!

Foto © Andrzej Wodziński – Muzyczny Kraków

V Letni Festiwal Muzyki i Tańca – fotorerelacja z koncertu galowego

6 sierpnia 2017 roku w Starej Zajezdni by De Silva, ul. Św. Wawrzyńca 12 w Krakowie, zaśpiewały, zagrały i zatańczyły wszystkie zespoły biorące udział w Festiwalu. Wspólnym mianownikiem tego koncertu była … RADOŚĆ.

RADOŚĆ widać na zdjęciach. Radość z grania, tańca i śpiewu, radość ze słuchania i uczestniczenia w tym wydarzeniu. Mistrz powiedział, że „muzyka łagodzi obyczaje”. Sprawia też, że życie jest piękniejsze, radośniejsze, pozwala dzielić uczucie radości z innymi ludźmi. Zanikają wszelkie podziały, również te wiekowe. O ile świat byłby piękniejszy, gdyby takich „radosnych” festiwali było więcej. 

O samej muzyce i szczegółach „festiwalowych” nie będę się rozpisywał, zrobiła to nasza redakcyjna koleżanka Monika Słupek w swojej relacji w fotorelacji z pierwszego dnia festiwalu [tu można przeczytać i pooglądać].

  • Festiwal organizowany jest przez Muzsa festiwal Office z Budapesztu we współpracy z Cracovia Andante, Centrum Kultury Podgórza, Konsulatem Węgier w Krakowie, oraz Starą Zajezdnią by De Silva przy wsparciu finansowym Gminy Miejskiej Kraków. Koncert objęty został honorowym patronatem Konsulatu Węgier w Krakowie w ramach Roku Kultury Węgierskiej w Polsce.

A ja zapraszam do przeglądnięcia poniższej fotorelacji. Tak właśnie wygląda RADOŚĆ 🙂

Foto © Andrzej Wodziński – Muzyczny Kraków

 

HOLEVIATERS – premiera klipu „Będę święta”

Zespół HOLEVIATERS prezentuje swój najnowszy klip „Będę święta”. W zalewie łomotu, hard roku, etno worldmuziku, progresywnego popu i depresyjnego jazzu … dobrze słucha się klasyki.  Nie mam nic przeciw, wspomnianym wcześniej nurtom muzycznym ale czasem dobrze posłuchać starej swingowo – jazzowej muzyki, doprawionej szczyptą galicyjskich dźwięków i klimatów oraz dużą dawką humoru.   

Zapraszamy do oglądania … i „przymrużania oka”:

HOLEVIATERS – polski zespół, charakteryzujący się niecodziennym połączeniem szeroko pojętej muzyki folk z brzmieniem swingowych standardów, ballad jazzowych. Repertuar zespołu oparty jest na utworach muzyki Łuku Karpat zaaranżowanych na styl rozkwitającego w latach 30-40 swingu i jazzu. Otwartość na poszukiwania inspiracji kieruje grupę w zaskakujące kojarzenie utworów z odmiennych sobie gatunków. Doszukując się podobieństw w harmonii, linii melodycznej sprytnie spajają ze sobą tradycyjną muzykę ludową ze znanymi amerykańskimi kompozycjami jazzowymi . Niebywały warsztat gry instrumentalnej połączony z charyzmatycznym, żywiołowym folklorem daje poczucie ciągłej tanecznej euforii. Poprzez muzykę i wizerunek lansowany na złotą epokę tych gatunków, grupa zabiera w podróż do przeszłości wszystkich pasjonatów dalekich wypraw. Założycielami grupy HOLEVIATERS są Anna Malacina – Karpiel (wokalistka zespołu) oraz Krzysztof Czech (skrzypek). Grupa powstała w 2013r.

skład:
Anna Malacina – Karpiel – wokal
Zbigniew Bałdys – gitara
Krzysztof Czech – skrzypce
Bartłomiej Stuchlik – kontrabas
Janusz Korczyk – akordeon
Lukasz Walczak – perkusja

Koncert Finałowy XXII Letniego Festiwalu Jazzowego – relacja i fotorelacja

Letni Festiwal Jazzowy w Piwnicy pod Baranami został zorganizowany po raz pierwszy w 1996 w trakcie obchodów 40-lecia Piwnicy pod Baranami. Twórca i dyrektor Festiwalu - Witold Wnuk, zainspirowany przez legendarnego Piotra Skrzyneckiego, przedstawił w lipcu całomiesięczną serię codziennych koncertów w Piwnicy. Z roku na rok Festiwal powiększał swoją formułę prezentując, obok codziennych koncertów w Piwnicy pod Baranami, koncerty w Filharmonii, Operze Krakowskiej, Radio Kraków, Centrum Manggha, ICE Krakow, Centrum Kijów i wszystkich klubach jazzowych Krakowa ...

To bardzo specyficzny Festiwal. Bardzo krakowski w najlepszym słowa tego znaczeniu. Bez pretensji, zadęcia i blichtru, jest świętem jazzu i jego miłośników. Realizowany trochę inaczej niż większość krakowskich festiwali, ale właśnie na tym polega jego nieodparty urok. Od wielu lat festiwal prezentuje czołowych wykonawców polskiego i światowego (tak, tak!) jazzu. Świadczy to o jego wysokim statusie i rozpoznawanej marce. Nie bez znaczenia jest promocja polskiej muzyki, Krakowa i naszego kraju. Festiwal to ponad 100 koncertów zagranych od 18 czerwca do 30 lipca 2017 roku.

Festiwalowi towarzyszy bardzo specyficzna "krakowsko-jazzowa" atmosfera, której nie sposób opisać, można jej jedynie zakosztować, schodząc do krakowskich piwnic ... Niestety, nam nie udało się w piwnicach, ale za to mieliśmy wielką przyjemność uczestniczyć i relacjonować wspaniały koncert Nigela Kenedyego. Auto relacji, nasz redakcyjny kolega Damian Kułakowski we wstępie napisał: Jak połączyć subtelność brzmienia i nostalgiczny czar melodii z energią, nonszalancją a czasem bruityzmem? Na jakiej scenie mogą się spotkać skrzypce klasyczne z elektrycznymi przy wtórze organów Hammonda z jednej strony, z drugiej zaś przy klasycznych dźwiękach fortepianu? [Nigel Kennedy w hołdzie Krzysztofowi Komedzie – relacja z koncertu]. Sto koncertów w niecałe dwa (wakacyjne) miesiące to bardzo dużo, ale na przyszły rok zarezerwuję sobie przynajmniej kilka "koncertowych terminów", co też wszystkim polecam ...

Koncert finałowy Festiwalu w dniu 30 lipca, to występ polskiej (super)grupy LABORATORIUM. Nie będę nawet próbował opisywać muzyki jaką mogliśmy usłyszeć. Zresztą, ta formacja jest na polskiej scenie jazzowej czymś wyjątkowym a pisząc ten tekst, słucham ich pierwszej płyty Modern Pentahlon, wydanej w 1976 roku w serii Polish Jazz. Dla mnie LABORATORIUM, było i jest czymś wyjątkowym. Ale cofnijmy się w czasie, jest druga połowa lat 70-tych. Czasy dość mroczne, a nasz piękny kraj żyje za "żelazną kurtyną". Młodzi wtedy ludzie ... w tym piszący te słowa, bardzo chcą słuchać jazzu. Owszem, jest Złota Tarka (Międzynarodowy Festiwal Jazzu Tradycyjnego od 1965), są też audycje poświęcone jazzowi w Programie III Polskiego Radia. Ale jazz tradycyjny to dla młodych ludzi za mało, Jan Ptaszyn Wróblewski (3 Kwadranse Jazzu - od 1970 roku) jest w doborze repertuaru bardzo "klasyczny". Dochodzą do nas jednak "longpleje" (tak wtedy nazywało się płyty winylowe) a na nich grają Chick Corea, Joe Zawinul czy John McLauglin z The Mahavishnu Orchestra. Jesteśmy zafascynowani tym nowym jazzem.

I nagle, jak supernowa - pojawia się LABORATORIUM. Myślę, że zespół odegrał bardzo dużą rolę w edkukacji muzyczno - jazzowej, polskiej publiczności muzycznej, począwszy od pokolenia dzisiejszych 60-latków. Właśnie słucham utworu Crazy Shepherd z pierwszej płyty Modern Pentathlon (1976) . Ta muzyka jest świeżutka i fascynująca, jak 40 lat temu. Taka też była muzyka, którą zespół zaprezentował na koncercie finałowym a zagrał w składzie: Jausz Grzywacz (instrumenty klawiszowe), Marek Stryszowski (wokal, saksofony, evi), Krzysztof Ścierański (gitara basowa), Grzegorz Grzyb (perkusja). Zespołowi towarzyszyli goście (bardzo!) specjalni: Rasm Al – Mashan (wokal), Krzesimir Dębski (skrzypce), Bernard Maseli (wibrafon KAT).

Koncert grupy LABORATORIUM po przeszło 40 latach słuchania ich muzyki był dla mnie wielkim wydarzeniem i  przyjemnością. A sam zespół potwierdził ogólnie znaną opinię, głoszoną przez Ojca Leona Knabita  Młodość to nie tylko wiek. Młodość to stan ducha .. ... Dotyczyło to również fanów zespołu, gdzie dużą grupę stanowili - tak jak ja, słuchających i podziwiających zespół od samego początku.

Modern Pentathlon się skończył, teraz słucham Nogero z 1980 roku ...

Poniżej krótka fotorelacja:

Uroczysty Koncert pamięci ks. Kardynała Franciszka Macharskiego

W programie koncertu wykonana zostanie „Missa Dominica” Nicholasa Ludforda – angielskiego kompozytora z czasów panowania dynastii Tudorów. Polska premiera tego utworu otworzy coroczny cykl wielkich dzieł muzyki sakralnej, wykonywanych przez artystów o światowej renomie, w rocznicę śmierci ks. Kardynała. W koncercie wystąpi brytyjski chór chłopięcy Trinity Boys Choir, który poprowadzi David Swinson. Wprowadzenie do koncertu wygłosi Jerzy Stuhr.

Gdy 2 sierpnia 2016 roku Dzwon Zygmunta obwieścił śmierd Kardynała Franciszka Macharskiego, cały Kraków pogrążył się w smutku. Dla wielu współmieszkaoców (bo jak sam o sobie mówił, był tylko zwykłym obywatelem Krakowa) jego odejście było wielką stratą. Odszedł nie tylko duszpasterz, ale także wielki autorytet Krakowian. Mimo świetnego wykształcenia i wysokiej pozycji w Kościele pozostał do kooca swoich dni bardzo skromnym człowiekiem. Był także miłośnikiem muzyki i częstym słuchaczem koncertów w kościele św. Katarzyny na krakowskim Kazimierzu.

Nicholas Ludford (1485-1557) – angielski kompozytor z czasów panowania Tudorów, najbardziej znany z uroczystych mszy, które przetrwały w dwóch XVI wiecznych zbiorach dzieł chóralnych: „Cauis Choirbook” w Cauis College Uniwersytetu Cambridge, oraz „Lambeth Choirbook” w pałacu Lambeth, XIII wiecznej londyoskiej rezydencji Arcybiskupów Canterbury. W odróżnieniu od innych kompozytorów tego okresu, takich jak Thomas Tallis czy John Sheppard, Ludford nie przyjął nowego stylu kompozycji narzuconego przez Angielską Reformację i nie znaleziono żadnych jego utworów skomponowanych po roku 1535. Najprawdopodobniej Ludford, wyznawca wiary katolickiej, mógł nie zaakceptowad podziału kościoła oraz nowego trendu – stosowania skromniejszej polifonii. Napisał 17 mszy, więcej niż jakikolwiek inny kompozytor tego okresu. Trzy z nich zaginęły, a z kolejnych trzech pozostały jedynie fragmenty. To rękopisy właśnie tych mszy należały do prywatnych zbiorów Henryka VIII i jego katolickiej żony, Królowej Katarzyny Aragooskiej. „Missa Dominica” jest jedną z uratowanych katolickich mszy autorstwa tego znakomitego kompozytora.

Chór chłopięcy Trinity Boys Choir kierowany przez Davida Swinsona, to jeden z najwspanialszych chórów chłopięcych na świecie. Trinity Boys występowali m.in. na scenach: Glyndebourne Opera, Festival, Covent Garden i National Opera w Londynie, Opera Comique w Paryżu, La Fenice w Wenecji, w Aix-en-Provence. Są regularnie zapraszani na BBC Proms. Trinity Boys Choir znany jest już polskiej i krakowskiej publiczności. W październiku 2012 r. chór zaśpiewał podczas uroczystego koncertu pamięci prof. Andrzeja Szczeklika w Krakowie. Dwukrotnie występował podczas Międzynarodowego Festiwalu Muzyka w Opactwie „Bach u Cystersów” – wrześniowych spotkaniach z muzyką J. S. Bacha od siedmiu lat odbywających się w Wąchocku.

Kościół św. Katarzyny Aleksandryjskiej przy ul. Augustiańskiej 7 w Krakowie 11 sierpnia 2017, godz. 20.00

Bilety w cena 65 zł do nabycia w dniu koncertu od godziny 19.00 w przedsionku kościoła św Katarzyny, wejście od ul. Skałecznej oraz na stronie internetowej: www.bilety24.pl

źródło informacji:
Materiały prasowe organizatora | dokładamy wszelkich starań aby szanować prywatność i prawa autorskie. Jeśli jednak nasza publikacja narusza czyjeś prawa, prosimy o informację – treść zostanie bezzwłocznie usunięta.

Dzień drugi Festiwalu EtnoKraków/Rozstaje 2017 – kościół św. Katarzyny

Dzień drugi Festiwalu EtnoKraków/Rozstaje 2017. Trzy koncerty w kościele św. Katarzyny w Krakowie. To specjalne miejsce – bardzo przyjazne muzyce i muzykom. Świątynia posiada doskonałą akustykę i (jak to świątynia) fantastyczną energetykę. Drugi dzień Festiwalu to trzy bardzo różne formacje, które jednak stworzyły wspaniałe widowisko. Wspólnym mianownikiem była ekspresja, która na różne sposoby poruszyła umysły i emocje słuchaczy.

Pierwszym wykonawcą była Katarina Malikova. Jest kompozytorką i wykonawczynią pieśni (piosenek?), opartych na tradycyjnych słowackich motywach. Wraz z zespołem tworzą niezwykle dynamiczny i żywiołowy spektakl. Oprócz tradycyjnej muzyki (wspieranej tradycyjnymi instrumentami), w muzyce tej znajdziemy motywy muzyki pop, jazzu, muzyki klasycznej a także elementy, które można nazwać umownie world music.

Artystka jak i towarzyszący jej zespół zaprezentowali bardzo dużą kulturę muzyczną i doskonały warsztat. Mimo bardzo młodego wieku zaprezentowali dynamiczny i muzycznie dojrzały spektakl. Myślę, że usłyszymy o nich jeszcze nie raz.

Następnie wystąpił ormiański zespół Gurdjieff Ensemble. Ich muzyka doskonale wpisała się w nastrój i energetykę świątyni. Forma muzycznego przekazu nawiązuje do ormiańskiego mistyka Georgija Gurdżijewa. Usłyszeliśmy niezwykle ekspresyjną muzykę, również śpiew. Muzyka ormiańska jest bardzo specyficzna. Na tym koncercie, muzycy zabrali nas w podróż. Podróż w góry Kaukazu – wyjątkowa muzyka prawie namacalnie odtworzyła w wyobraźni słuchających szczyty i skaliste krajobrazy. Przyznam się, że tak zasłuchanej i skupionej publiczności dawno nie widziałem. U mnie muzyka wyzwoliła “górskie projekcje”, ale jest to pewnie kwestia indywidualnego odbioru. Jedno jest pewne, uruchomiła emocje i wyobraźnie, była wielkim duchowym przeżyciem. Grupa grała na autentycznie brzmiących ludowych instrumentach. Nie mogę nie wspomnieć tu o “duduku”, drewnianym instrumencie dętym, będącym dla Ormian czymś bardzo szczególnym. Uważam, że jego brzmienie należy do najpiękniejszych dźwięków jakie można wydobyć ze stworzonych przez człowieka instrumentów.

No i na koniec Maria Pomianowska wraz z Aleksandrą Kauf absolwentką Akademii Muzycznej w Krakowie w klasie fideli kolanowych. Panie zagrały wraz z Kayhan Kalhor, światowej sławy wirtuozem gry na kemancze – tradycyjnym, perskim instrumencie strunowym, wpisanym na Listę Niematerialnego Dziedzictwa Kulturowego Ludzkości, trzykrotnie nominowany do nagrody Grammy (w tym roku otrzymał nagrodę jako członek Silk Road Ensemble za najlepszą płytę w kategorii world music) Towarzyszył im Ali Bahrami Fard, mistrz gry na santurze. Artysta komponował muzykę do filmu, teatru i telewizji. Jest autorem książek i esejów o muzyce irańskiej.

Muzyka zagrana w takim składzie instrumentów i takiej klasie muzyków, w mojej opinii była czymś absolutnie fantastycznym. Muzyka oparta na tradycji perskiej w sposób trudny do opisania zabrzmiała w uduchowionej świątyni. Nie będę nawet próbował opisywać stanu ducha jaki powstał u (większości) słuchaczy. Słuchanie takiej właśnie muzyki powoduje, że życie staje się piękniejsze … Po koncercie były owacje na stojąco, bisy – a na twarzach muzyków i publiczności – RADOŚĆ.

Na koniec uwaga. W tym roku nagłośnienie i oświetlenie wnętrza kościoła było bardzo dobre, chociaż wcześniej bywało różnie. Dziękujemy ludziom, którzy ciężko pracowali nad tym, a zwykle pozostają w cieniu. Owszem, mówi się o nich … jeśli coś nie wypali.

Fotorelacja z koncertu:

Copyright © Andrzej Wodziński – Muzyczny Kraków

Studio Nagrań im. Janusza Muniaka w Dworku Białoprądnickim – relacja z koncertu

W dniu 30 czerwca 2017 Studio Nagrań Dworku Białoprądnickiego otrzymało imię Janusza Muniaka. Z tej okazji odbył się koncert „Rozjazzowanie”. Usłyszeliśmy utwory z płyty Jazzthetics nagranej w Studio oraz kompozycje Janusza Muniaka w wykonaniu znakomitych krakowskich młodych i bardzo młodych jazzmanów. Koncert prowadził Antoni Krupa.

Płyta Jazzthetics to kawał dobrego jazzu w wykonaniu krakowskich jazzmanów młodego pokolenia. Tak też było na koncercie, usłyszeliśmy jazzowe kompozycje w nienagannym wykonaniu. Piszę nienagannym, bo zabrakło mi czegoś co można nazwać „ogniem”, chociaż nie – to określenie dobre dla góralskich kapel. Żebym został dobrze zrozumiany, jak wcześniej napisałem wykonania były nienaganne. Ale może „to coś” nabywa się z wiekiem???

Zdecydowanie „to coś”, „ogień”, czy jak to tam nazwać, posiadał kwartet prowadzony przez Marcina Ślusarczyka. Moim zdaniem muzyk ten należy do absolutnej czołówki polskich saksofonistów jazzowych. Jest równocześnie nauczycielem akademickim w Akademii Muzycznej w Krakowie – za co mu chwała, ale przez to jego kalendarz koncertowy i nagraniowy jest dość ograniczony.

Uroczystego nadania imienia wybitnego saksofonisty i kompozytora jazzowego Janusza Muniaka Studiu Nagrań Dworku Białoprądnickiego i laudacji na tą okoliczność dokonał prof. Jan Pilch – Kierownik Katedry Muzyki Współczesnej, Jazzu i Perkusji Akademii Muzycznej w Krakowie. Słuchałem wielokrotnie wystąpień publicznych Pana Profesora ale to było wyjątkowe, bardzo emocjonalne i osobiste.

Nie ma się jednak co dziwić. Janusz Muniak był wyjątkowo związany z krakowskim środowiskiem jazzowym, podejrzewam, że zdecydowana większość muzyków grających na tym koncercie – miała kontakt z Mistrzem.

Dla mnie osobiście, postać Janusza Muniaka i jego twórczość to skondensowana historia polskiego jazzu, przecierał szlaki dla tego rodzaju muzyki w Polsce.

Autor: Jarosław Roland Kruk / Wikipedia, licence: CC-BY-SA-3.0 via Wikimedia Commons

Janusz Muniak (1941- 2016) – legenda polskiego jazzu, jeden z najciekawszych, najbardziej kreatywnych artystów, saksofonista tenorowy, sopranowy, kompozytor, aranżer, lider wielu zespołów, uprawiający różne gatunki jazzu – od mainstreamu po free. Współpracował m.in. z Krzysztofem Komedą, Andrzejem Trzaskowskim, Tomaszem Stańką, Freddiem Hubbardem, Hankiem Jonesem. Jego styl gry miał ogromny wpływ na kilka pokoleń muzyków w Polsce i Europie.

Wybitny historyk i propagator jazzu Joachim Ernst Berent wymienił go jako pierwszego europejskiego muzyka grającego free-jazz.

Od 1992 prowadził Klub u Muniaka, który stał się kuźnią młodych talentów polskiego jazzu. W 2015 otrzymał nagrodę Złotego Fryderyka za całokształt osiągnięć artystycznych.

Bardzo dobrze się stało, że Studio Studio Nagrań Dworku Białoprądnickiego otrzymało imię Janusza Muniaka. W trakcie uroczystości, wielokrotnie padała nazwa Studio Nagrań Dworku Białoprądnickiego. Ale, czym jest studio nagrań … to budynek, elektronika. Jednak tak naprawdę o poziomie i jakości dokonywanych tam nagrań stanowią ludzie, czyli ekipa Studia Nagrań Dworku Białoprądnickiego. I to im należą się największe słowa uznania i to ich ciężka praca sprawiła, że studio otrzymało ten zaszczytny patronat. Moim zdaniem o tych ludziach powiedziano zbyt mało. Z drugiej strony, miałem przyjemność poznania osób tworzących studio. To ludzie bardzo skromni i pewnie woleli pozostać w cieniu. Ale pamiętajmy o nich bo ciężko pracują na dobre imię Studia Nagrań Dworku Białoprądnickiego.

STUDIO NAGRAŃ – Dworek Białoprądnicki. Jego historia sięga lat 80. Współpracowało z wieloma muzykami, artystami, kompozytorami i aktorami, byli to miedzy innymi: Jarosław Śmietana, Jan Kanty Pawluśkiewicz, Pod Budą, Grzegorz Turnau, Ryszard Rynkowski, artyści Piwnicy Pod Baranami, Zygmunt Konieczny, Alicja Majewska, TVP Kraków.

Poniżej skromna fotorelacja ze skromnego i kameralnego, ale bardzo dobrego koncertu: